piątek, 10 kwietnia 2015

Chapter 28

           Rozmawiam z Reeve już od ponad godziny. Ostatecznie oboje zamówiliśmy panini oraz lemoniadę. To trochę dziwne bo w wielu aspektach ja i Reeve jesteśmy do siebie bardzo podobni. Podobnie jak ja, jest pływakiem i kiedyś należał do szkolnej drużyny pływackiej. Jego ulubionymi serialami są Pełna Chata i Ostry Dyżur. Powiedział mi, że chciałby zostać doktorem gdy będzie starszy, coś o czym ja zawsze marzyłam. Szczególnie interesuje się mózgiem i chciałby zostać neurochirurgiem gdy skończy college. Dowiedziałam się że ma dziewiętnaście lat, o rok starszy ode mnie i robi sobie rok przerwy aby zarobić pieniądze na opłacenie szkoły.
           - Więc, co ty chcesz robić gdy dorośniesz? –pyta mnie.
           - Hmm, myślałam o tym od dłuższego czasu i jestem prawie pewna że chcę być kardiologiem. – mówię mu. Nie jestem całkowicie pewna, czy to jest to co chcę robić, ale na ten moment to wydaje się być dobrą pracą.
           - Czyli chcesz być lekarzem? Może będziemy pracować w tym samym szpitalu! – mówi, trochę za bardzo podekscytowany.
           - Nigdy nie wiadomo. Może zostaniemy nawet lekarzami-partnerami. -mówię.
           - Lekarzami partnerami? -pyta, ciągle się uśmiechając. Zdaje się, że on nie przestaje się uśmiechać.
           - Tak, no wiesz. Lekarze zawsze mają swoje zespoły. – tłumaczę.
           - O tak, ale nie sądzę, że neurochirurg i kardiolog robią razem operacje. – mówi.
           - Nieważne. – mówię i się śmieję.
           - Więc Hunter, do jakiej szkoły chodzisz? –pyta.
           - Ridgewood High School, to jest jakieś dwadzieścia minut drogi stąd. - mówię. 
           - Tak, wiem gdzie to jest. Moi rodzice chodzili tam do liceum. – mówi.
           - Naprawdę? Znali się przez tak długi czas? –pytam.
           - Jasne, chodzili ze sobą już w liceum. – mówi i uśmiecha się, pewnie myśląc o rodzicach.
           - Serio? Moi rodzice też! Pobrali się gdy byli w collegu, a moja mama zaszła w ciążę. –mówię mu.
           - W collegu? Wow, a ty masz osiemnaście lat? Twoja mama musi być bardzo młoda. – mówi zaskoczony.
           - Oh, cóż, właściwie to ona umarła. – mówię.
           - O Boże, naprawdę? Tak mi przykro, nie miałem zamiaru sprawić ci przykrości. – mówi ,a jego uśmiech natychmiast znika.
           - W porządku. – uśmiecham się. – To było dawno temu, właściwie to podczas mojego porodu.
           Nie wiem dlaczego mówie mu o tym wszystkim. Ledwie go znam, ale coś mi mówi, że mogę mu zaufać, zdaje się być miłą osobą.
           - Mój brat zmarł dwa dni po tym jak się urodził. – mówi smutnym tonem, patrząc na swój pusty talerz.
           - Naprawdę? O boziu, to takie przykre. – mówię. Wiem jak to jest stracić kogoś, kto jest ci bliski.
           - Jest okej, nawet go nie znałem bo urodził się jeszcze przede mną. – mówi.
           - Koniec tej żałobnej pogawędki. – mówię, moje emocje zaczynają wychodzić na wierzch przed jakimś obcym facetem. – Jaki był twój stary dom? Gdzie mieszkałeś? – pytam zmieniając temat.
           - Hmm.. mój stary dom. – mówi myśląc o tym. – Cóż, przeprowadziłem się tutaj dwa lata temu, kiedy miałem siedemnaście lat. Żyłem w południowej Kalifornii, było strasznie gorąco każdego dnia, ciągle świeciło słonce i rzadko padał deszcz.
           - Więc totalne przeciwieństwo Oregonu? – pytam. Tutaj pada codziennie i nigdy nie ma słonecznej pogody, ani upału. A przynajmniej tak jest w Maywood. Zwykle nie wyjeżdżam poza miasto.
           - Tak, totalne przeciwieństwo, ale podoba mi się tutaj. Południowa Kalifornia nie jest jak Hollywood i Los Angeles. Była wilgotna i upalna, wiele ludzi  cierpi powodu przegrzania. Miałem nowe poparzenia każdego dnia Inie mieszkałem w pobliżu plaży ani jeziora. Poza tym, pogoda była świetna. Było tam wiele rzeczy do robienia, miałem kilku dobrych przyjaciół i dobrze było tam dorastać. – wygląda na to, że wspomina dawne życie.
           - Więc praktycznie zamieniłeś pustynię na miasto deszczu? – mówię, a on się śmieje ukazując zęby i przyłapuję siebie na tym, że też się uśmiecham. Muszę przyznać, ma całkiem czarujący uśmiech. Jego żeby są białe i proste i ma dołeczki na obu policzkach.
           - Tak, praktycznie tak. Ale lubię to. Jest inaczej ale i tak mi się podoba. – mówi.  – A co z tobą Hunter? Co powinienem o tobie wiedzieć?
           - Cóż, nie ma we mnie nic interesującego, o czym mogłabym opowiedzieć. Dorastałam tutaj, w Maywood, mam niewielu przyjaciół i mieszkam z moim tatą w domu, który jest praktycznie odizolowany od reszty miasta. –To praktycznie sumuje całe moje życie, aż do ubiegłego roku. Wolę nie wspominać o tych szczegółach.
           - Prawie to samo co ze mną, zgaduję, że oboje wiedziemy nudną egzystencję. Ale wiesz, że to wszystko może się zmienić? – mówi i uśmiecha się w ten czarujący sposób.
           - Jak to? – pytam odwzajemniając uśmiech.
           - Cóż, może możemy się od czasu do czasu spotkać? Wiem, ze to trochę dziwne bo prawie się nie znamy, ale może możemy spróbować? – sugeruje.
           -Hmmm, -myślę o tym. Do tej pory był dla mnie miły i naprawdę się mną interesuje. – Będę musiała to przemyśleć. – mówię i znowu się uśmiecham.
           - Okej, dobrze. Cóż, musze już iść. – mówi i wyciąga swój telefon. – Ale w razie gdybym już cię nigdy nie zobaczył, co jest bardzo mało prawdopodobne w tak małym mieście, tutaj jest mój numer.
           Podaje mi swój telefon, ze swoim numerem wyświetlonym na ekranie. Wyciągam swój telefon i wpisuję nowy numer pod nazwą Reeve. Wysyłam mu szybkiego SMSa aby także miał mój numer.
           - Dzięki, mam nadzieję, że do zobaczenia później Hunter. – mówi i macha do mnie przed opuszczeniem kawiarni.
           Nie czuję Siudo końca dobrze z tym, że Reeve ma mój numer telefonu, ale nie widzę też powodu dla którego miałoby to na mnie źle wpłynąć. Wydaje mi się, że on jest naprawdę uroczą osobą, a ja potrzebuję więcej przyjaciół, więc nie zaszkodzi spróbować.
           Sprawdzam godzinę na moim telefonie, gdy słońce już ledwie zagląda przez szyby do środka.  Jest już trzecia. Jeśli tata poszedł rano do pracy to powinien niedługo wrócić do domu.
Kiedy wychodzę z kawiarni, otacza mnie zimny powiew wiatru. Jest dopiero wrzesień, a powietrze jest tak zimne jakby to był grudzień. Nie byłabym zaskoczona, gdyby niedługo spadł śnieg, ponieważ jest wiele opadów, powietrze przypomina Alaskę.
           Doznaję ulgi gdy wsiadam do mojego auta i nie widzę żadnej notki mówiącej: „Trzymaj się z dala od niego”.  Jestem prawie pewna, że osobą od której powinnam trzymać się z dala jest Four.          Wiem dlaczego ktoś mógłby mi kazać trzymać się od niego na dystans. Spoglądając na niego jednokrotnie można wywnioskować, że pochodzi z podejrzanej dzielnicy, jak złe wieści. Jednak mała część mnie nie potrafi trzymać się od niego z daleka. Zaledwie wczoraj pozwoliłam tej małej cząstce zapanować nade mną i robić cokolwiek. To było miłe i obudziłam się dzisiaj dodatkową porcją energii.
           Jadę do domu z cicho grającym radiem. Omijam miejsce, którego nigdy do tej pory nie widziałam w Maywood. Duży staw otoczony pałkami wodnymi i mała ławka. Na ławce siedzi stara para, prawdopodobnie w wieku siedemdziesięciu lat, trzymają się za ręce. Wygląda na to, że po prostu patrzą na staw i wspominają.  Oczywiście nie jestem tego pewna, ale tak to właśnie wygląda.
           Mały uśmiech unosi kąciki moich ust gdy ich omijam. Wyglądają na takich szczęśliwych, trzymają się za ręce i siedzą bardzo blisko mnie.  Mój jedyny cel w życiu to być szczęśliwie zamężną i tylko raz. Wielu ludzi pobiera się i rozwodzi kilka lat później, ale ja chcę wziąć ślub tylko raz i wieść razem szczęśliwe życie.
           Nie chcę jeszcze jechać do domu. Nie mam nic do zrobienia i pewnie skończy się tym, że utnę sobie drzemkę. Zamiast skręcić w drogę do mojego domu, jadę cały czas prosto, kierując się na koniec miasta.             Kiedyś często byłam w tym miejscu z moim tatą, ale kilka lat temu po prostu przestaliśmy tu przychodzić. To miejsce wywołuje we mnie ogromne emocje, ale jest też miejscem gdzie można po prostu usiąść i pomyśleć.  
           Zajeżdżam na duży parking i nie widzę żadnych innych aut. Jestem w sumie szczęśliwa, że nie ma tu nikogo innego, ponieważ czasami moje emocje mnie przewyższają i lekko się załamuję. Znak nad wejściem mówi: Silent Meadows (Ciche Łąki), co jest nazwą jedynego Maywood cmentarza.
           Powinnam się bać miejsc takich jak to. Pod ziemią leżą pogrzebani ludzie, ale to miejsce nie daje mi ani gęsiej skórki ani dreszczy.
           Wiatr świszczy gdy wychodzę z samochodu. Zabieram swoją torebkę i telefon zanim wychodzę z samochodu i zamykam drzwi. Gdy przechodzę przez bramę, przyciskam kurtkę bliżej swojego ciała. Nawet jeśli było dzisiaj słonecznie, to powietrze jest trochę chłodniejsze niż zwykle. Moja twarz odrobinę zamarza i czuję, że mój nos już przybrał czerwony odcień.
           Liście i gałązki szeleszczą pod moimi krokami, a mały królik ucieka w podskokach gdy mnie zauważa. Jesień to moja ulubiona pora roku. Kolory natury są tak piękne, a powietrze jest świeże.                    Lubię, gdy moje ciało jest okryte ciepłym ubraniem, a moja twarz jest wystawiona na chłodne powietrze, to takie odświeżające.
           Idę po betonowej ścieżce mijając setki nagrobków. Pustka tego miejsca czasami daje mi uczucie melancholii. To smutne, myśląc o tym ile rodzin straciło swoich bliskich, śmierć nigdy nie jest wesołą rzeczą.
           Mijam prawie tysiąc nagrobków zanim znajduję ten do którego zmierzałam. Siadam na ziemi, skierowana twarzą do grobu mojej mamy.
           Katharina Emilia Goode.
           Napisane jest małą czcionką w wielkiej bryle betonu. Moje palce delikatnie śledzą ścieżkę małych literek, a ja czuję mały przypływ energii biegnący przez moje ciało. Nie byłam tutaj od ponad roku i tęsknię za tym. Za każdym razem gdy przychodziłam tu z tatą, mówiliśmy do nagrobka tak jakby to była mama.
Nigdy nie znałam mojej mamy, trzymała mnie na rękach tylko raz zanim odeszła, ale mimo to czuję z nią jakąś więź. Czuję jakbym ją bardzo dobrze znała i rozmowa z nią jest wyzwalająca.
           - Mamo,- zaczynam mówić. – Rzeczy zaczynają się układać. Nigdy nie myślałam, że zacznę się po tym zbierać do kupy tak szybko. Uśmiech stał się czymś normalnym, a płacz czymś odległym, chociaż to nie było tak dawno temu. Koszmary są zastąpione snami, snami o dobrych wspomnieniach i najweselszych momentach jakie przeżyłam. Przewinęło się kilka koszmarów, ale nie aż tyle co w pierwszym miesiącu. Tęsknię za nią. Tęsknię coraz bardziej każdego dnia, ale staje się to czymś normalnym i już tak nie boli. Wiem, że gdybyś tu była to byś mnie przytuliła, pocałowała w czoło i pocieszyła tak bardzo jak byłoby to możliwe, ale ciebie tu nie ma. Gdybyś nadal tu była, to wiem, że rzeczy wyglądałyby inaczej. Mamo, kochałabyś ją i ona kochałaby ciebie. Tata opowiadał mi o tobie bardzo wiele na przestrzeni ostatnich lat. Z tego co mi powiedział, jesteśmy zupełnie takie same.  Wyjaśnił mi, ze obie jesteśmy introwertyczkami, obie jesteśmy zdystansowane i odczuwamy przyjemność będąc w swoim własnym towarzystwie. Widziałam tyle twoich zdjęć i zauważyłam, że wyglądam jak mieszanka ciebie i taty. Mam twój uśmiech i nos, ale jego oczy i włosy. To dziwne myśleć o posiadaniu mamy, nigdy nie wiedziałam jak to jest żyć pod jednym dachem z drugą kobietą i mam nadzieję, że tak pozostanie. Nie chciałam ci o tym mówić, ale ostatnio tata się z kimś widywał. Wiem, że byłabyś szczęśliwa, ale ja nadal mam mieszane uczucia. Ma na imię Mary. Jest urocza i miła i zdaje się, że ma dobre serce, ale wiem, że to nic w porównaniu do ciebie. Nigdy nie będzie tobą. Nigdy nie będzie nikogo kto mógłby zastąpić ciebie, albo Reginę. Myślę o was obu każdego dnia i wiem, że tak pozostanie, aż do dnia kiedy znowu się spotkamy.  Znalazłam coś, co odciąga mnie od tego chaosu . Właściwie to nie coś, a ktoś.
           Wyobrażam sobie w głowie obraz Four. Znam go zaledwie nieco ponad tydzień, a już mnie tak do siebie przyciągnął. To się zdarza za każdym razem gdy tutaj przychodzę, staję się rozemocjonowana.
           - Nazywa się-
           -Hunter?- słyszę głos wołający moje imię, zanim zdążam dokończyć zdanie.
           Odwracam się by zobaczyć kto mnie woła. Na podatku nie rozpoznaję osoby stojącej za mną, ponieważ moje oczy są załzawione, ale chwilę później moje oczy łapią ostrość i zauważam znajomą twarz.
           - Reeve? – Reeve stoi za mną, trzymając w ręku notatnik i długopis. – Co ty tutaj robisz? – pytam starając  się otrzeć łzy zanim je zauważy.
           Idzie kilka kroków w moją stronę. – Odwiedzam tu mojego brata, zapytałbym cię o to samo, ale chyba już znam odpowiedź.
           - Wszystko w porządku? – pyta siadając obok mnie. – Oh, przepraszam, przerwałem ci coś. Mogę odejść…
           - Nie jest okej, możesz zostać. – mówię, ukazując mu mały uśmiech.
           - Jesteś pewna? Nie miałem zamiaru ci przerywać. – mówi i zaczyna się podnosić, ale powstrzymuję go.
           - Jest okej, naprawdę. Miło jest mieć towarzystwo na cmentarzu. – mówię, a on się śmieje.
           - Tak, bycie samemu nie zawsze jest fajne. – mówi. – Katharina Emilia Goode. To twoja mama?- pyta.
           -Tak.- mówię, spoglądając z powrotem na imię mojej mamy wyryte na betonie.
           - Rozmawiałaś z nią? – pyta.
           - Tak, ale przysięgam, że nie jestem szalona. Wiem, że mnie nie słyszy. Rozmawiam z nią by poczuć ulgę i-
           - Okej. Wiem, że nie jesteś szalona. W pewnym sensie robię to samo, tyle że ja piszę listy. – mówi pokazując mi notatnik, który trzyma w ręce. – Piszę krótkie listy do mojego brata i zostawiam je na jego grobie. Wiem, ze ich nie odczyta, ale to zabiera ból i stres. Jesteśmy do siebie bardzo podobni. – uśmiecha się.
           - Jesteśmy. – odpowiadam myśląc o długiej rozmowie którą wcześniej prowadziliśmy w kawiarni. –   Mówiłam ci, że to małe Manisto, zawsze trafiam na znajome twarze. – mówię.
           - Tak, tak myślę. To znaczy rozmawialiśmy ze sobą jakąś godzinę temu i teraz znowu się spotykamy. – mówi.
           - Tak, dziwny zbieg okoliczności. – myślę o tym przez chwilę. To jest trochę dziwne, dopiero się spotkaliśmy i już godzinę później znowu się widzimy w tej małej części miasta. Już prawie tutaj nie przychodzę, a kiedy już to robię, on tu jest.
           - Odwiedzasz tu tylko swoją mame? – pyta zmieniając temat.
           - Tak, to znaczy tak jakby. Jest jeszcze jedna dziewczyna, ale ona nie do końca tu jest… - mówię, nie wchodząc w detale dotyczące Reginy.
           - Co masz na myśli? – pyta.
           - To skomplikowane. Co z tobą? Odwiedzasz tu tylko swojego brata? – odwracam uwagę od siebie na niego.
           - Nie, jest ktoś jeszcze, kogo lubię odwiedzać, ale nie piszę dla niej listów.-mówi i śmieje się.
           - Masz coś przeciwko jeśli zapytam kto to taki?- mówię.
           - Miała na imię Sophia. Była moją dziewczyną zanim… no cóż, tak. Lubię ją odwiedzać i po prostu wspominać dobre czasy. – mówi.
           - O boże, tak mi przykro. – mówię mu.
           - Jest okej. Nie jestem już zasmucony. Jestem szczęśliwy, że wiodła dobre życie. – mówi. – Zawsze trzymaj tych których kochasz blisko, bo gdy odejdą, już nigdy nie możesz powiedzieć im, że ich kochasz.
           Nawet jeśli powiedział, ze nie jest smutny, to wygląda na takiego.  Nie mogę przestać myśleć o Four, gdy ze mną rozmawia. Wracam myślami do poprzedniej nocy i do tego jak sprawił, ze się czułam. Wracam też myślami do nocy tydzień temu, gdy u mnie spał. Kiedy pierwszy raz mnie pocałował, prawie się rozpłynęłam na oczach jego i jego znajomych. Coś mi podpowiada abym się z nim zobaczyła i chcę posłuchać tego głosu.
           - Przepraszam ale muszę iść, robi się późno. – mówię i podnoszę się.
           - O nie. Powiedziałem coś nie tak? Zasmuciłem cię? – pyta i również wstaje.
           - Nie, nie. Nie zrobiłeś nic złego. Muszę po prostu zrobić wiele rzeczy przez ten weekend i mój tata pewnie zaraz wróci do domu. – mówię mu.
           - Oh, okej. Cóż, miło było cię znowu zobaczyć. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. – mówi z uśmiechem.
           - Tak, to byłoby miłe. – mówię i odwzajemniam uśmiech. Nie wiem co powinnam teraz zrobić. Potrząsnąć jego rękę? Nie chcę go przytulać. Decyduje się na pomachanie mu ręką. – Pa, Reeve.
           - Pa, Hunter. – mówi, a ja odwracam się i idę w kierunku mojego samochodu.
           Mam nadzieję, że pamiętam drogę do domu Four i że on tam jest.


18 komentarzy:

  1. Czekałam dzielnie i sie doczekałam :*
    Rozdział shsjjajrjwjddhshdh brak słów tak sie stęskniłam za moim ulubionym blogiem *-* ❤ Kocham Cię, jesteś mega :* Czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. O boziu.... ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejciu❤ rozdział jest świetny! Nie mogę się doczekać co będzie dalej. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja z niecierpliwością czekam na moment kiedy poznacie całą prawdę o Four ;)

      Usuń
  4. Jejej!!! Cudny... @Jaxon_3

    OdpowiedzUsuń
  5. Mistrzostwo świata. Oficjalnie wszem i wobec oglaszam Cie moja ulubiona autorka szalonych FF o panu Styles. :)
    Mam nadzieje nie czekać długo na kolejny świetny rozdział :*

    Gratuluje i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję kochana ale ja oczywiście jestem tylko tłumaczką tego dzieła:)

      Usuń
    2. No tak jak zawsze cos przeocze . brawa dla mnie :) mimo wszystko robisz to świetnie

      Usuń
  6. Kochane.... Ale szkoda ze nie ma Hazzy...

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowny :* czekam na nexta ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. ;* wreszcie się doczekałyśmy! Rozdział wspaniale przetłumaczony, zresztą jak zwykle :D jesteś wspaniała, kochanie!;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję bardzo! takie słowa są dla mnie mega motywacją! :*

      Usuń
  9. ciesze sie, ze juz przetlumaczylyscie!
    swietny rozdzial

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedy kolejny rozdział kochana ?

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz motywuje! ☺