Rozmawiam z
Reeve już od ponad godziny. Ostatecznie oboje zamówiliśmy panini oraz
lemoniadę. To trochę dziwne bo w wielu aspektach ja i Reeve jesteśmy do siebie
bardzo podobni. Podobnie jak ja, jest pływakiem i kiedyś należał do szkolnej
drużyny pływackiej. Jego ulubionymi serialami są Pełna Chata i Ostry Dyżur.
Powiedział mi, że chciałby zostać doktorem gdy będzie starszy, coś o czym ja
zawsze marzyłam. Szczególnie interesuje się mózgiem i chciałby zostać
neurochirurgiem gdy skończy college. Dowiedziałam się że ma dziewiętnaście lat,
o rok starszy ode mnie i robi sobie rok przerwy aby zarobić pieniądze na
opłacenie szkoły.
- Więc, co
ty chcesz robić gdy dorośniesz? –pyta mnie.
- Hmm,
myślałam o tym od dłuższego czasu i jestem prawie pewna że chcę być
kardiologiem. – mówię mu. Nie jestem całkowicie pewna, czy to jest to co chcę
robić, ale na ten moment to wydaje się być dobrą pracą.
- Czyli
chcesz być lekarzem? Może będziemy pracować w tym samym szpitalu! – mówi,
trochę za bardzo podekscytowany.
- Nigdy
nie wiadomo. Może zostaniemy nawet lekarzami-partnerami. -mówię.
- Lekarzami
partnerami? -pyta, ciągle się uśmiechając. Zdaje się, że on nie przestaje się
uśmiechać.
- Tak, no
wiesz. Lekarze zawsze mają swoje zespoły. – tłumaczę.
- O tak, ale
nie sądzę, że neurochirurg i kardiolog robią razem operacje. – mówi.
- Nieważne.
– mówię i się śmieję.
- Więc
Hunter, do jakiej szkoły chodzisz? –pyta.
- Ridgewood
High School, to jest jakieś dwadzieścia minut drogi stąd. - mówię.
- Tak, wiem
gdzie to jest. Moi rodzice chodzili tam do liceum. – mówi.
- Naprawdę?
Znali się przez tak długi czas? –pytam.
- Jasne,
chodzili ze sobą już w liceum. – mówi i uśmiecha się, pewnie myśląc o
rodzicach.
- Serio? Moi
rodzice też! Pobrali się gdy byli w collegu, a moja mama zaszła w ciążę. –mówię
mu.
- W collegu?
Wow, a ty masz osiemnaście lat? Twoja mama musi być bardzo młoda. – mówi
zaskoczony.
- Oh, cóż,
właściwie to ona umarła. – mówię.
- O Boże,
naprawdę? Tak mi przykro, nie miałem zamiaru sprawić ci przykrości. – mówi ,a
jego uśmiech natychmiast znika.
- W
porządku. – uśmiecham się. – To było dawno temu, właściwie to podczas mojego
porodu.
Nie wiem
dlaczego mówie mu o tym wszystkim. Ledwie go znam, ale coś mi mówi, że mogę mu
zaufać, zdaje się być miłą osobą.
- Mój brat
zmarł dwa dni po tym jak się urodził. – mówi smutnym tonem, patrząc na swój
pusty talerz.
- Naprawdę?
O boziu, to takie przykre. – mówię. Wiem jak to jest stracić kogoś, kto jest ci
bliski.
- Jest okej,
nawet go nie znałem bo urodził się jeszcze przede mną. – mówi.
- Koniec tej
żałobnej pogawędki. – mówię, moje emocje zaczynają wychodzić na wierzch przed
jakimś obcym facetem. – Jaki był twój stary dom? Gdzie mieszkałeś? – pytam
zmieniając temat.
- Hmm.. mój
stary dom. – mówi myśląc o tym. – Cóż, przeprowadziłem się tutaj dwa lata temu,
kiedy miałem siedemnaście lat. Żyłem w południowej Kalifornii, było strasznie
gorąco każdego dnia, ciągle świeciło słonce i rzadko padał deszcz.
- Więc
totalne przeciwieństwo Oregonu? – pytam. Tutaj pada codziennie i nigdy nie ma
słonecznej pogody, ani upału. A przynajmniej tak jest w Maywood. Zwykle nie
wyjeżdżam poza miasto.
- Tak,
totalne przeciwieństwo, ale podoba mi się tutaj. Południowa Kalifornia nie jest
jak Hollywood i Los Angeles. Była wilgotna i upalna, wiele ludzi cierpi powodu przegrzania. Miałem nowe
poparzenia każdego dnia Inie mieszkałem w pobliżu plaży ani jeziora. Poza tym,
pogoda była świetna. Było tam wiele rzeczy do robienia, miałem kilku dobrych
przyjaciół i dobrze było tam dorastać. – wygląda na to, że wspomina dawne
życie.
- Więc
praktycznie zamieniłeś pustynię na miasto deszczu? – mówię, a on się śmieje
ukazując zęby i przyłapuję siebie na tym, że też się uśmiecham. Muszę przyznać,
ma całkiem czarujący uśmiech. Jego żeby są białe i proste i ma dołeczki na obu
policzkach.
- Tak,
praktycznie tak. Ale lubię to. Jest inaczej ale i tak mi się podoba. –
mówi. – A co z tobą Hunter? Co
powinienem o tobie wiedzieć?
- Cóż, nie
ma we mnie nic interesującego, o czym mogłabym opowiedzieć. Dorastałam tutaj, w
Maywood, mam niewielu przyjaciół i mieszkam z moim tatą w domu, który jest
praktycznie odizolowany od reszty miasta. –To praktycznie sumuje całe moje
życie, aż do ubiegłego roku. Wolę nie wspominać o tych szczegółach.
- Prawie to
samo co ze mną, zgaduję, że oboje wiedziemy nudną egzystencję. Ale wiesz, że to
wszystko może się zmienić? – mówi i uśmiecha się w ten czarujący sposób.
- Jak to? –
pytam odwzajemniając uśmiech.
- Cóż, może
możemy się od czasu do czasu spotkać? Wiem, ze to trochę dziwne bo prawie się
nie znamy, ale może możemy spróbować? – sugeruje.
-Hmmm,
-myślę o tym. Do tej pory był dla mnie miły i naprawdę się mną interesuje. –
Będę musiała to przemyśleć. – mówię i znowu się uśmiecham.
- Okej,
dobrze. Cóż, musze już iść. – mówi i wyciąga swój telefon. – Ale w razie gdybym
już cię nigdy nie zobaczył, co jest bardzo mało prawdopodobne w tak małym
mieście, tutaj jest mój numer.
Podaje mi
swój telefon, ze swoim numerem wyświetlonym na ekranie. Wyciągam swój telefon i
wpisuję nowy numer pod nazwą Reeve. Wysyłam mu szybkiego SMSa aby także miał
mój numer.
- Dzięki,
mam nadzieję, że do zobaczenia później Hunter. – mówi i macha do mnie przed
opuszczeniem kawiarni.
Nie czuję
Siudo końca dobrze z tym, że Reeve ma mój numer telefonu, ale nie widzę też
powodu dla którego miałoby to na mnie źle wpłynąć. Wydaje mi się, że on jest
naprawdę uroczą osobą, a ja potrzebuję więcej przyjaciół, więc nie zaszkodzi
spróbować.
Sprawdzam
godzinę na moim telefonie, gdy słońce już ledwie zagląda przez szyby do
środka. Jest już trzecia. Jeśli tata
poszedł rano do pracy to powinien niedługo wrócić do domu.
Kiedy
wychodzę z kawiarni, otacza mnie zimny powiew wiatru. Jest dopiero wrzesień, a
powietrze jest tak zimne jakby to był grudzień. Nie byłabym zaskoczona, gdyby
niedługo spadł śnieg, ponieważ jest wiele opadów, powietrze przypomina Alaskę.
Doznaję ulgi
gdy wsiadam do mojego auta i nie widzę żadnej notki mówiącej: „Trzymaj się z
dala od niego”. Jestem prawie pewna, że
osobą od której powinnam trzymać się z dala jest Four. Wiem dlaczego ktoś mógłby mi kazać trzymać
się od niego na dystans. Spoglądając na niego jednokrotnie można wywnioskować,
że pochodzi z podejrzanej dzielnicy, jak złe wieści. Jednak mała część mnie nie
potrafi trzymać się od niego z daleka. Zaledwie wczoraj pozwoliłam tej małej
cząstce zapanować nade mną i robić cokolwiek. To było miłe i obudziłam się
dzisiaj dodatkową porcją energii.
Jadę do domu
z cicho grającym radiem. Omijam miejsce, którego nigdy do tej pory nie
widziałam w Maywood. Duży staw otoczony pałkami wodnymi i mała ławka. Na ławce
siedzi stara para, prawdopodobnie w wieku siedemdziesięciu lat, trzymają się za
ręce. Wygląda na to, że po prostu patrzą na staw i wspominają. Oczywiście nie jestem tego pewna, ale tak to
właśnie wygląda.
Mały uśmiech
unosi kąciki moich ust gdy ich omijam. Wyglądają na takich szczęśliwych,
trzymają się za ręce i siedzą bardzo blisko mnie. Mój jedyny cel w życiu to być szczęśliwie
zamężną i tylko raz. Wielu ludzi pobiera się i rozwodzi kilka lat później, ale
ja chcę wziąć ślub tylko raz i wieść razem szczęśliwe życie.
Nie chcę
jeszcze jechać do domu. Nie mam nic do zrobienia i pewnie skończy się tym, że
utnę sobie drzemkę. Zamiast skręcić w drogę do mojego domu, jadę cały czas
prosto, kierując się na koniec miasta. Kiedyś często byłam w tym miejscu z moim tatą, ale kilka lat temu po
prostu przestaliśmy tu przychodzić. To miejsce wywołuje we mnie ogromne emocje,
ale jest też miejscem gdzie można po prostu usiąść i pomyśleć.
Zajeżdżam na
duży parking i nie widzę żadnych innych aut. Jestem w sumie szczęśliwa, że nie
ma tu nikogo innego, ponieważ czasami moje emocje mnie przewyższają i lekko się
załamuję. Znak nad wejściem mówi: Silent Meadows (Ciche Łąki), co jest nazwą
jedynego Maywood cmentarza.
Powinnam się
bać miejsc takich jak to. Pod ziemią leżą pogrzebani ludzie, ale to miejsce nie
daje mi ani gęsiej skórki ani dreszczy.
Wiatr
świszczy gdy wychodzę z samochodu. Zabieram swoją torebkę i telefon zanim
wychodzę z samochodu i zamykam drzwi. Gdy przechodzę przez bramę, przyciskam
kurtkę bliżej swojego ciała. Nawet jeśli było dzisiaj słonecznie, to powietrze
jest trochę chłodniejsze niż zwykle. Moja twarz odrobinę zamarza i czuję, że
mój nos już przybrał czerwony odcień.
Liście i
gałązki szeleszczą pod moimi krokami, a mały królik ucieka w podskokach gdy
mnie zauważa. Jesień to moja ulubiona pora roku. Kolory natury są tak piękne, a
powietrze jest świeże. Lubię, gdy moje ciało jest okryte ciepłym ubraniem, a
moja twarz jest wystawiona na chłodne powietrze, to takie odświeżające.
Idę po
betonowej ścieżce mijając setki nagrobków. Pustka tego miejsca czasami daje mi
uczucie melancholii. To smutne, myśląc o tym ile rodzin straciło swoich
bliskich, śmierć nigdy nie jest wesołą rzeczą.
Mijam prawie
tysiąc nagrobków zanim znajduję ten do którego zmierzałam. Siadam na ziemi,
skierowana twarzą do grobu mojej mamy.
Katharina
Emilia Goode.
Napisane
jest małą czcionką w wielkiej bryle betonu. Moje palce delikatnie śledzą
ścieżkę małych literek, a ja czuję mały przypływ energii biegnący przez moje
ciało. Nie byłam tutaj od ponad roku i tęsknię za tym. Za każdym razem gdy
przychodziłam tu z tatą, mówiliśmy do nagrobka tak jakby to była mama.
Nigdy nie
znałam mojej mamy, trzymała mnie na rękach tylko raz zanim odeszła, ale mimo to
czuję z nią jakąś więź. Czuję jakbym ją bardzo dobrze znała i rozmowa z nią
jest wyzwalająca.
- Mamo,- zaczynam
mówić. – Rzeczy zaczynają się układać. Nigdy nie myślałam, że zacznę się po tym
zbierać do kupy tak szybko. Uśmiech stał się czymś normalnym, a płacz czymś
odległym, chociaż to nie było tak dawno temu. Koszmary są zastąpione snami, snami
o dobrych wspomnieniach i najweselszych momentach jakie przeżyłam. Przewinęło
się kilka koszmarów, ale nie aż tyle co w pierwszym miesiącu. Tęsknię za nią.
Tęsknię coraz bardziej każdego dnia, ale staje się to czymś normalnym i już tak
nie boli. Wiem, że gdybyś tu była to byś mnie przytuliła, pocałowała w czoło i
pocieszyła tak bardzo jak byłoby to możliwe, ale ciebie tu nie ma. Gdybyś nadal
tu była, to wiem, że rzeczy wyglądałyby inaczej. Mamo, kochałabyś ją i ona
kochałaby ciebie. Tata opowiadał mi o tobie bardzo wiele na przestrzeni
ostatnich lat. Z tego co mi powiedział, jesteśmy zupełnie takie same. Wyjaśnił mi, ze obie jesteśmy introwertyczkami,
obie jesteśmy zdystansowane i odczuwamy przyjemność będąc w swoim własnym towarzystwie.
Widziałam tyle twoich zdjęć i zauważyłam, że wyglądam jak mieszanka ciebie i
taty. Mam twój uśmiech i nos, ale jego oczy i włosy. To dziwne myśleć o
posiadaniu mamy, nigdy nie wiedziałam jak to jest żyć pod jednym dachem z drugą
kobietą i mam nadzieję, że tak pozostanie. Nie chciałam ci o tym mówić, ale
ostatnio tata się z kimś widywał. Wiem, że byłabyś szczęśliwa, ale ja nadal mam
mieszane uczucia. Ma na imię Mary. Jest urocza i miła i zdaje się, że ma dobre
serce, ale wiem, że to nic w porównaniu do ciebie. Nigdy nie będzie tobą. Nigdy
nie będzie nikogo kto mógłby zastąpić ciebie, albo Reginę. Myślę o was obu
każdego dnia i wiem, że tak pozostanie, aż do dnia kiedy znowu się
spotkamy. Znalazłam coś, co odciąga mnie
od tego chaosu . Właściwie to nie coś, a ktoś.
Wyobrażam
sobie w głowie obraz Four. Znam go zaledwie nieco ponad tydzień, a już mnie tak
do siebie przyciągnął. To się zdarza za każdym razem gdy tutaj przychodzę,
staję się rozemocjonowana.
- Nazywa
się-
-Hunter?-
słyszę głos wołający moje imię, zanim zdążam dokończyć zdanie.
Odwracam się
by zobaczyć kto mnie woła. Na podatku nie rozpoznaję osoby stojącej za mną,
ponieważ moje oczy są załzawione, ale chwilę później moje oczy łapią ostrość i
zauważam znajomą twarz.
- Reeve? –
Reeve stoi za mną, trzymając w ręku notatnik i długopis. – Co ty tutaj robisz? –
pytam starając się otrzeć łzy zanim je
zauważy.
Idzie kilka
kroków w moją stronę. – Odwiedzam tu mojego brata, zapytałbym cię o to samo,
ale chyba już znam odpowiedź.
- Wszystko w
porządku? – pyta siadając obok mnie. – Oh, przepraszam, przerwałem ci coś. Mogę
odejść…
- Nie jest
okej, możesz zostać. – mówię, ukazując mu mały uśmiech.
- Jesteś
pewna? Nie miałem zamiaru ci przerywać. – mówi i zaczyna się podnosić, ale
powstrzymuję go.
- Jest okej,
naprawdę. Miło jest mieć towarzystwo na cmentarzu. – mówię, a on się śmieje.
- Tak, bycie
samemu nie zawsze jest fajne. – mówi. – Katharina Emilia Goode. To twoja mama?-
pyta.
-Tak.-
mówię, spoglądając z powrotem na imię mojej mamy wyryte na betonie.
-
Rozmawiałaś z nią? – pyta.
- Tak, ale
przysięgam, że nie jestem szalona. Wiem, że mnie nie słyszy. Rozmawiam z nią by
poczuć ulgę i-
- Okej.
Wiem, że nie jesteś szalona. W pewnym sensie robię to samo, tyle że ja piszę
listy. – mówi pokazując mi notatnik, który trzyma w ręce. – Piszę krótkie listy
do mojego brata i zostawiam je na jego grobie. Wiem, ze ich nie odczyta, ale to
zabiera ból i stres. Jesteśmy do siebie bardzo podobni. – uśmiecha się.
- Jesteśmy. –
odpowiadam myśląc o długiej rozmowie którą wcześniej prowadziliśmy w kawiarni. – Mówiłam ci, że to małe Manisto, zawsze trafiam na znajome twarze. – mówię.
- Tak, tak
myślę. To znaczy rozmawialiśmy ze sobą jakąś godzinę temu i teraz znowu się
spotykamy. – mówi.
- Tak,
dziwny zbieg okoliczności. – myślę o tym przez chwilę. To jest trochę dziwne,
dopiero się spotkaliśmy i już godzinę później znowu się widzimy w tej małej
części miasta. Już prawie tutaj nie przychodzę, a kiedy już to robię, on tu
jest.
- Odwiedzasz
tu tylko swoją mame? – pyta zmieniając temat.
- Tak, to
znaczy tak jakby. Jest jeszcze jedna dziewczyna, ale ona nie do końca tu jest…
- mówię, nie wchodząc w detale dotyczące Reginy.
- Co masz na
myśli? – pyta.
- To
skomplikowane. Co z tobą? Odwiedzasz tu tylko swojego brata? – odwracam uwagę
od siebie na niego.
- Nie, jest
ktoś jeszcze, kogo lubię odwiedzać, ale nie piszę dla niej listów.-mówi i
śmieje się.
- Masz coś
przeciwko jeśli zapytam kto to taki?- mówię.
- Miała na
imię Sophia. Była moją dziewczyną zanim… no cóż, tak. Lubię ją odwiedzać i po
prostu wspominać dobre czasy. – mówi.
- O boże,
tak mi przykro. – mówię mu.
- Jest okej.
Nie jestem już zasmucony. Jestem szczęśliwy, że wiodła dobre życie. – mówi. –
Zawsze trzymaj tych których kochasz blisko, bo gdy odejdą, już nigdy nie możesz
powiedzieć im, że ich kochasz.
Nawet jeśli powiedział,
ze nie jest smutny, to wygląda na takiego. Nie mogę przestać myśleć o Four, gdy ze mną
rozmawia. Wracam myślami do poprzedniej nocy i do tego jak sprawił, ze się
czułam. Wracam też myślami do nocy tydzień temu, gdy u mnie spał. Kiedy
pierwszy raz mnie pocałował, prawie się rozpłynęłam na oczach jego i jego znajomych.
Coś mi podpowiada abym się z nim zobaczyła i chcę posłuchać tego głosu.
- Przepraszam
ale muszę iść, robi się późno. – mówię i podnoszę się.
- O nie.
Powiedziałem coś nie tak? Zasmuciłem cię? – pyta i również wstaje.
- Nie, nie.
Nie zrobiłeś nic złego. Muszę po prostu zrobić wiele rzeczy przez ten weekend i
mój tata pewnie zaraz wróci do domu. – mówię mu.
- Oh, okej. Cóż,
miło było cię znowu zobaczyć. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. –
mówi z uśmiechem.
- Tak, to
byłoby miłe. – mówię i odwzajemniam uśmiech. Nie wiem co powinnam teraz zrobić.
Potrząsnąć jego rękę? Nie chcę go przytulać. Decyduje się na pomachanie mu
ręką. – Pa, Reeve.
- Pa,
Hunter. – mówi, a ja odwracam się i idę w kierunku mojego samochodu.
Mam
nadzieję, że pamiętam drogę do domu Four i że on tam jest.
Czekałam dzielnie i sie doczekałam :*
OdpowiedzUsuńRozdział shsjjajrjwjddhshdh brak słów tak sie stęskniłam za moim ulubionym blogiem *-* ❤ Kocham Cię, jesteś mega :* Czekam na następny ;)
to TY jestes mega:) ♥
UsuńO boziu.... ♥
OdpowiedzUsuńJejciu❤ rozdział jest świetny! Nie mogę się doczekać co będzie dalej. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. :))
OdpowiedzUsuńa ja z niecierpliwością czekam na moment kiedy poznacie całą prawdę o Four ;)
UsuńJejej!!! Cudny... @Jaxon_3
OdpowiedzUsuńMistrzostwo świata. Oficjalnie wszem i wobec oglaszam Cie moja ulubiona autorka szalonych FF o panu Styles. :)
OdpowiedzUsuńMam nadzieje nie czekać długo na kolejny świetny rozdział :*
Gratuluje i pozdrawiam.
dziękuję kochana ale ja oczywiście jestem tylko tłumaczką tego dzieła:)
UsuńNo tak jak zawsze cos przeocze . brawa dla mnie :) mimo wszystko robisz to świetnie
UsuńKochane.... Ale szkoda ze nie ma Hazzy...
OdpowiedzUsuńależ będzie ;)
UsuńCudowny :* czekam na nexta ;)
OdpowiedzUsuń;* wreszcie się doczekałyśmy! Rozdział wspaniale przetłumaczony, zresztą jak zwykle :D jesteś wspaniała, kochanie!;*
OdpowiedzUsuńdziękuję bardzo! takie słowa są dla mnie mega motywacją! :*
Usuńciesze sie, ze juz przetlumaczylyscie!
OdpowiedzUsuńswietny rozdzial
Kiedy kolejny rozdział kochana ?
OdpowiedzUsuńw środę :)
UsuńKiedy next?
OdpowiedzUsuń