czwartek, 6 lutego 2014

Chapter 3.

        Trzymaj się z dala od niego? Co to ma znaczyć? Trzymać się z dala od kogo?
"Trzymać się z dala od kogo?" odpisuję.
         Kto to może być i skąd wziął mój numer? Może to kawał, któregoś z moich znajomych aby mnie rozbawić. Jeśli tak, to im nie wyszło. Odpowiedź wreszcie przychodzi, wydaję się jakby trwało to wieczność.
"Ty wiesz kogo mam na myśli." 
         Właściwie to naprawdę nie wiem o kim ta osoba mówi. Może o chłopaka ze stacji? Ale kto by wiedział, że z nim rozmawiałam?
"Dlaczego?" odpowiadam.
         Czemu powinnam trzymać się od niego z daleka kimkolwiek jest ta osoba? Nienawidzę gdy ktoś mi mówi co mam robić. Czuję się wtedy jak dziecko.
"Jest niebezpieczny"
         Jest niebezpieczny? Musimy rozmawiać o chłopaku ze stacji. On jest jedynym, który przychodzi mi na myśl, który ewentualnie jest niebezpieczny, rozmawiałam z nim.
"Kto to jest?"
         Jestem naprawdę ciekawa. Kto to może być? I dlaczego jego numer zaczyna się kierunkowym państwa?
         Czekam na odpowiedź, jednak nie otrzymuję jej. Pięć minut później również jej nie dostaję. Próbuję zadzwonić na ten numer lecz odzywa się sekretarka. Rozłączam się. Najprawdopodobniej to jeden z moich znajomych robi sobie żarty ze mnie. To naprawdę nie jest śmieszne, ponieważ teraz jestem ciekawa i zaczęłam się tym przejmować. Co jeśli mam prześladowce, jak zdobył mój numer? Muszę znaleźć osobę, która to zrobiła.
         Wychodzę dzisiaj z kilkoma znajomymi, chcesz się dołączyć? Pytanie chłopaka ze stacji krąży po mojej głowie. Wyjść dzisiaj? Gdzie mogli iść? W tym mieście nie ma żadnego miejsca, w którym można by się bawić.
        Jest jeden, mały bar 20 minut drogi stąd, widzę go za każdym razem gdy idę do pracy. Może chcą tam spędzić czas? Jest to ładny, mały bar gdzie nigdy nie sprawdzają dowodów, więc nieletni spędzają tam większość czasu.
       Bez namysłu chwyciłam kluczy i kurtkę.Schodzę na dół, spostrzegam tatę siedzącego na fotelu oglądającego mecz.
       - Hej tato, jadę do biblioteki, mam mały problem z pracą domową.- Kłamię.
       Nienawidzę okłamywać ojca ale on nigdy nie pozwoli aby moja stopa stanęła w barze a ja naprawdę potrzebuję dowiedzieć się kto do mnie pisał.
       - Praca domowa? Pierwszego dnia szkoły?- pyta. Unosi brwi zaciekawiony.
       - Tak, znaczy, to nie jest na jutro, ale chcę mieć to już zrobione.- mówię.
       Nie jestem dobrym kłamcą, ale teraz brzmię całkiem przekonująco, ponieważ w innym przypadku wolałabym zrobić ją wcześniej
       - Dobrze, wróć przed dziesiątą.- odpowiada a jego twarz odwraca się do telewizora.
       Sprawdzam godzinę w moim telefonie. Jest dopiero szósta, więc mam dużo czasu.
       - Dobrze, pa.- odpowiadam przed wyjściem na dwór.
        Na zewnątrz zaczął kropić lekki deszczy, nie jest teraz bardzo ciemno a jedynym światłem są latarnie uliczne.
        W tym momencie żałuję, że nie mamy sąsiadów. Być otoczonym przez pola i farmy podczas nocy robi się straszne, gdyby ktoś przyszedł po mnie i tatę nie byłoby gdzie uciekać. Mamy schron, ale jest on mile od naszego domu.  Dotarcie do niego zajmuję 10 minut biegu.
        Wsiadam do auta i odpalam silnik. Siedzenie jest zimne, więc włączam ogrzewanie. Samochodowi zajmuję kilka minut zanim ogrzewa się, dlatego włączam muzykę i wyjmuję telefon. Czy na pewno powinnam jechać do baru w czwartkową noc? Każdy kto przesiaduje teraz w barze to osoba, do której nie powinnam się zbliżać. Ale, jak inaczej znajdę osobę, która do mnie pisała.
       Gdy mój samochód się nagrzewa, manewruje nim i wyjeżdżam z podjazdu. Ciemne drzewa są kołysane przez wiatr gdy przejeżdżam obok nich. Jedynymi drzewami, które są w moim mieście to sosny. Właściwie to, są one wszędzie. Wysokie, zielone drzewa otaczają cały mój dom, szkołę i całe małe miasteczko.
        Kiedy wjeżdżam do miasta tylko kilka samochodów jest na drodze. Zazwyczaj nikogo nikt nie wychodzi w czwartkowe noce. Jadę tą samą drogą, którą jeżdżę do pracy. Pracuję jako ratownik w małym lokalnym basenie, Aqua Center.
       Widzę mały bar wyłaniający się w oddali. Obok jest bank i pralnia. Duży, wiszący znak oznajmia, że jest to "Paradise". Nazwa jest sprzeczna z rzeczywistością, ponieważ ten budynek nie wygląda jak raj. Tak naprawdę jest całkowicie odwrotnie.
        Wiele miejsc parkingowych jest wolnych, więc zajmuję wolne miejsce najbliżej wejścia, aby deszcz nie przemoczył mnie. Zabieram telefon, torebkę i klucze.
        Wchodzę przez otwarte drzwi baru, od razu da się czuć zapach papierosów i alkoholu. Zapach jest bardzo intensywny i przyprawia mnie o ból głowy. W budynku gra głośna rockowa muzyka, a ludzie rozmawiają ze sobą równie głośno.
        Wzrok ludzi ląduje na mnie gdy podchodzę do wolnego stolika, oczywiście to dlatego iż nie pasuję tu wyglądem. Wyglądam jakby dosłownie wyciągnięto mnie z biblioteki, jak powiedziałam mojemu tacie, właśnie tam jestem. Spojrzenia innych sprawiają, że czuję się niekomfortowo, ponieważ nienawidzę kiedy ludzie wpatrują się we mnie, lecz staram się ignorować to. Przeciskam się między ludźmi i ostatecznie znajduję puste miejsce.
        Siadam i wyjmuję telefon. Jest szósta trzydzieści.
        - Czy mogę ci coś podać?- odzywa się kobiecy głos.
        Stoi wysoko przede mną, rozpoznaję ją, to ona weszła do małego sklepu z chłopakiem, który proponował mi wyjście. Jej ręce są czyste, bez tatuaży, ale ma piercing w nosie, na środku. Od zawsze nie cierpiałam piercingu, to sprawia że człowiek wygląda jak byk. Jest ubrana w czarną, koronkową bluzkę z czarną opaską pod spodem, odsłaniającą jej brzuch, klatkę piersiową i plecy. Ma długie, blond włosy i wąską twarz jak lis. Myślę, że byłaby ładna gdyby nie miała kolczyka w nosie.
        - Um, może, szklankę wody?- mówię.
        Na plakietce z imieniem widnieje Stormy. Jej imię bardzo do niej pasuję, ona wygląda jak burza ale nie w złym tego słowa znaczeniu.
        - Woda? Serio? Co powiesz na piwo?- proponuje.
        Nie piję i nie zamierzam pić tej nocy. Jeśli wrócę do domu a ojciec znajdzie mnie pijaną zostanę uziemiona na resztę życia.
        - Nie, dziękuję, woda wystarczy.
        - Okej. Wrócę z nią za chwilę- odpowiada żując swoją gumę.
        Gdy odchodzi jakiś facet klepie ją w tyłek. Ona tylko się śmieję. Mężczyzna razem z grupką znajomych pogwizdują i również się śmieją gdy ona idzie dalej.
        Skanuję cały bar w poszukiwaniu chłopaka ze stacji. Nie widzę go, ale był ze Stormy i ona tu jest. Czuję, że on i jego znajomi powinni tu być.
        - Jeśli wbiję tą, wtedy wygram?- słyszę za sobą znajomy głos.
        Odwracam się i widzę grupkę ludzi siedzących dookoła stołu bilardowego. Jeden z nich ma kręcone, brązowe włosy schowane za granatową bandamką, Four. Jest ubrany w czarne spodnie, czarny t-shirt i czarne buty. Jeden z otaczających stół  chłopaków jest tym, którego widziałam w małym sklepie.
        Four wyciąga kij powoli pochylając a następnie go pcha. Czarna kula toczy się do rogu stołu.
        - Jesteście mi winni 20 dolarów.- mówi do reszty chłopaków.
        - Miałeś farta. Dobrze wiesz, że jestem w tym lepszy od ciebie.- Wysoki chłopak w dżinsowej kurtce odzywa się.
        Ma kręcone włosy tak samo jak Four, ale jego są koloru brudnego blondu i nie są schowane za bandamką. Ubrany jest  jak Four, w długie czarne spodnie i czarne buty.
        - Thor, boli cię przegrana.- mówi chłopak ze sklepiku.
        Jego głos jest niewyraźny jak wcześniej i wygląda na pijanego. Każdy z nich trzyma piwo w dłoni.
        - Nie boli mnie przegrana. Ja tylko mówię, że nie lubię przegrywać w coś w co jestem lepszy od całej reszty.- odpowiada Thor.
       - To właśnie mówią ci, których boli przegrana.- Four mówi a inni się śmieją.
        Thor zabawnie uderza Four'a w ramię.
        - To jest twoja woda, to wszystko czego chcesz?- odzywa się głos przede mną.
        Odwracam się w stronę Stormy stojącej przede mną. Podaję mi wodę i otwiera piwo.
        - Och, ja nie chcę piwa.- mówię. Już raz jej to powiedziałam.
        - Słodziutka, to nie dla ciebie tylko dla mnie.- uśmiecha się.
        - Och, przepraszam- odpowiadam zakłopotana.
        Stormy odchodzi a ja biorę łyk wody. Dziewczyna podchodzi do grupki chłopaków przy stole bilardowym. Wszyscy ją witają a ona zdejmuję swój mały, czarny fartuch i piję swoje piwo. Ona wydaję się dzika tak samo jak oni.
        Prawie zapomniałam dlaczego tu przyjechałam, muszę znaleźć osobę, która wysłała mi te wiadomości. Odwracam się i wyjmuję telefon z mojej torby. Wiadomość od nieznanego numeru wyskakuję mi jako pierwsza. Dzwonię na podany numer i wpatruję się w grupkę chłopaków przy stole bilardowym. Czekam aż któryś spojrzy na swój telefon. Może nie odpowiedzą tutaj i nie dowiem się kto wysyłał do mnie wiadomości.
        Żaden z nich nie przyznaję się do dzwoniącego telefonu. Może nie zauważył? Dzwonię ponownie. W tym czasie jestem pewna, że słyszę czyjś telefon. Widzę, że dzwoni, spoglądam z powrotem na grupę jednak nikt nie zauważył dzwoniącego urządzenia.
       To głupie, to pewnie żaden z nich. Tak czy inaczej, skąd wziął mój numer? Wzdycham i odwracam się. Lód w mojej wodzie roztopił się tworząc kropelki na powierzchni szklanki, więc gdy wzięłam ją do ręki, moja dłoń zrobiła się mokra.
       - Jak widzę, udało ci się.- Usłyszałam głęboki głos tuż za mną.
        Odwróciłam się i ujrzałam chłopaka ze stacji stojącego za mną. Jest wyższy niż zapamiętałam.
        - Och, dobrze. Przez minute myślałem, że to nie ty, byłbym lekko zakłopotany.- mówi i siada na przeciwko mnie.
        - Nie pamiętam żebyśmy załatwili formalności, mam na imię Trip.- powiedział z uśmiechem. Jego zęby są nieco krzywe, lecz białe
        - Um, jestem Hunter.- odpowiadam i spuszczam wzrok.
        Czuję się bardzo niekomfortowo przy nim i staram się nie utrzymywać kontaktu wzrokowego.
        - Hunter, to imię dla chłopaka?- pyta.
        - Ta, niestety.- odpowiadam.
        - Nie, to nie jest złe.- mówi i śmieję się.- Podoba mi się.- dodaję a ja patrzę na niego z powrotem.
        Ludzie zawsze mają ubaw z mojego chłopięcego imienia a ja zawsze tego nienawidzę.
        - Dzięki.- odpowiadam.
        - Więc, Hunter, co tutaj robisz? Nie jesteś za młoda by przychodzić do baru?
        - Um, właściwie to przyszłam tu z przyjaciółmi, ale chyba mnie wystawili.- kłamię.
         Nie zamierzam powiedzieć mu "Och przyszłam tu obserwować ciebie i zobaczyć czy to ty wysyłałeś do mnie wiadomości, ponieważ to trochę przerażające". Wiem, że powiedziałam mu, że nie mogę z nim wyjść ponieważ mam jutro szkołę a teraz siedzę sama w barze ale on nie wygląda jakby przyłapał mnie.
         - Cóż, zawsze możesz dołączyć do mnie i moich przyjaciół?- proponuje.
         Ja naprawdę nie chcę spotkać się z nim i jego znajomymi. Nie sądzę żeby mój tata się zgodził.
         - Och, nie, jest okej. Robi się późno, po prostu wrócę do domu.
         Naprawdę nie chcę aby zmuszał mnie do robienia czegokolwiek co nie będzie normalne.
        - Mogę zobaczyć twój telefon?
        Co?
        - Co, czemu?
        - Wpiszę ci swój numer w razie gdybyś zmieniła zdanie.- mówi i puszcza mi oczko.
        Ja naprawdę nie chcę jego numeru w moim telefonie ale może nie będzie chciał mojego numeru i w każdej chwili będę mogła usunąć jego.
        - Um, trzymaj.- Podałam mu swój telefon.
        - Co to za telefon? To antyk, ile ma lat?- on żartuję a ja się śmieję.
        Mój telefon jest naprawdę stary ale nie obchodzi mnie to.
        - Nie wiem, ale jest naprawdę stary.- odpowiadam z uśmiechem.
        On wpisuję swój numer i oddaję mi telefon.
        - Proszę bardzo. Mam nadzieję, że odezwiesz się niedługo.- Uśmiecha się i odchodzi.
        Odkładam telefon z powrotem do torby i idę do łazienki. Powinnam skorzystać z toalety zanim ruszę w drogę, czeka mnie 30 minut jazdy, nie chcę zatrzymywać się w między czasie na drodze.
        Wchodzę do łazienki ale jest tylko jedna kabina. Próbuję otworzyć jej drzwi jednak są zamknięte a ja naprawdę nie lubię czekać więc decyduję się wstrzymać. Przechodzę za rogiem i zauważam czyjś ruch. Wykonuję kilka kroków i widzę całującą się parę. Stormy jest owinięta wokół ciała Thor'a, jego ręka trzyma jej tyłek a ich usta są zamknięte. Nie zauważyli mnie, więc szybko wycofuję się aby nie przyłapali mnie na wpatrywaniu się w nich.
        Bar wypełniony jest większą ilością ludzi niż poprzednio. Przeciskam się między ludźmi aby dotrzeć do drzwi. Deszcz nie pada już tak mocno, ale kałuże są wszędzie. Zmierzam w kierunku mojego samochodu lecz moją uwagę przyciąga mały płomień w rogu moich oczu.
       - Dlaczego z nim rozmawiałaś?- Zmierzam się twarzą w twarz z osobą, która do mnie mówi.
       Four stoi oparty o ścianę baru, w dłoni trzyma zapalniczkę, którą co chwila zapala i gasi.




___________________
Mamy już 3 rozdział :)
w zakładkach i do zapowiedzi dodałam trailer Poison :)
jeśli czytacie to proszę zostawiajcie po sobie komentarze.

8 komentarzy:

  1. Podoba mi się :3
    Czekam na kolejny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się :3
    CZekam na kolejny rodział :D

    OdpowiedzUsuń
  3. fajnie sie zapowiada ;)
    czekam na next ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. ushdjsjvuiefwsbn <3 Cudowny <3 Czekam na kolejny XD Dodawaj jak najszybciej !! Jeśli możesz to poinformuj mnie na twitterze o nowym rozdziale <3 @swag_palvin

    OdpowiedzUsuń
  5. super *.* jestem ciekawa co będzie dalej :D wpadniesz ? http://darling-you-are-my-angel.blogspot.com/ czekam na opinię. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ewidentnie mi się podoba :D. Czekam na kolejny x
    @EdziaCyrklaff

    OdpowiedzUsuń
  7. To fanfikszyn to jest jakiś psychodeliczny western.
    Jej ojciec jest rolnikiem.
    I łowi ryby? I daje rybie rybę?
    Hunter to chłopak, ale chociaż ma antyki, nie podskoczysz.
    Four nie widzisz świata poza swoją zapalniczką?
    Stormy wygląda jak byk czy jak lis w końcu?
    W sumie Harry mógłby być tu farmerem - bardziej by pasowało. A nie bandanki i łogień. Odnalazłby się w swym żywiole....
    Aha, jak ja dostanę smsa od nieznanej osoby, którą może być każdy, to pojadę do baru. ok.

    OdpowiedzUsuń
  8. Cieekawie się robii ;D Ten Four jest dosłownie wszędzie xd
    czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz motywuje! ☺