niedziela, 9 lutego 2014

Chapter FOUR

       - Dlaczego z nim rozmawiałaś?- Zmierzam się twarzą w twarz z osobą, która do mnie mówi.
       Four stoi oparty o ścianę baru, w dłoni trzyma zapalniczkę, którą co chwila zapala i gasi.
       - Co cię to obchodzi?- Krzyżuję ręce gdy patrzę się w jego twarz.
       Wiem, że on mówi o Trip'ie.
       - Właśnie zadałem ci pytanie, nie ma potrzeby być opryskliwym.- odpowiada.
       Nie byłam opryskliwa. Po prostu zadałam mu pytanie tak samo jak on mi.
       - Nie jestem opryskliwa.- odpowiadam jasno.
       Może jestem obcesowa, ale kogo to obchodzi. Ja nawet go nie znam.
       - Cóż, trzymaj się od niego z dala, nie musisz z nim rozmawiać.- mówi.
       - Kim jesteś aby mówić mi z kim mogę się zadawać? Nie jesteś moim ojcem.
       Co jest z nim nie tak? Nie znam go, a on próbuję mówić mi co mam robić.
       - Znów jesteś naburmuszona.- mówi i przewraca oczami.
     On jest jedynym, który w tej chwili zachowuję się opryskliwie. Jest naprawdę denerwujący, a ja nie mogę znieść kiedy ludzie mówią mi co mam robić.
        - Nie możesz mi mówić co mam robić.- mówię mu to co mam na myśli.
        - Cokolwiek.- odpowiada i znów przewraca oczami.
        - Cokolwiek.- naśladuję go i idę do mojego samochodu.
        Co z nim nie tak? Czemu miesza się w nie swoje sprawy?
     Deszcze zdążył się rozpadać odkąd wyszłam z baru. Woda ciężko spada z nieba dużymi kroplami. Każda z nich moczy moje ubranie. Wchodzę do środka samochodu i zamykam za sobą drzwi. Wkładam kluczyki do stacyjki i przekręcam je.
     Samochód wydaję z siebie dosyć dziwny dźwięk, lecz nie odpala. To dziwne, czemu nie odpala? Wyjmuję kluczyk i wkładam go z powrotem, znów próbując i znów auto nie odpala. Uderzam kierownice z frustracji a samochód trąbi. To chyba nie był najlepszy pomysł, ponieważ Four wpatruję się w mój samochód. Czemu nie może zająć się swoimi sprawami? Nie potrzebuję, aby widział moje problemy.
      Uspokajam się powoli, wyjmuję kluczyk ze stacyjki i odczekuję kilka sekund aby włożyć go znów. Powoli przekręcam kluczyk i oczywiście dzieją się te same rzeczy; auto wydaję z siebie dźwięk i nie odpala.
        To się nigdy wcześniej nie działo. Nie wiem co mam robić. Powinnam zadzwonić do kogoś z prośbą o podwózkę? Mój tata może się ode mnie odwrócić jeśli zobaczy mnie samą w barze. Powinnam zadzwonić do Matt'a, tak sądzę.
         - Hunter?- pyta zmieszany.
         To jest prawdopodobnie pierwszy raz kiedy dzwonię do niego, zazwyczaj SMS-ujemy.
         - Cześć, Matt. Co teraz robisz?- pytam.
         Mam nadzieję, że nie jest za bardzo zajęty i może po mnie przyjechać.
         - Jestem na treningu koszykówki, czemu pytasz?- odpowiada.
         - Um, zastanawiam się czy jest jakaś praca domowa z matematyki.- kłamię
       Nie chcę żeby opuszczał swoich przyjaciół i przyjeżdżał po mnie do baru, byłabym zawstydzona jak jeszcze nigdy wcześniej.
         - Uch, nie, nie wydaję mi się.- odpowiada.
         - Okej. Dzięki, przepraszam, że cię niepokoję.- mówię grzecznie.
         - Nie przejmuj się. Hej, gdzie byłaś podczas obiadu?
         Miałam nadzieję, że nie zauważył mojej nieobecności, z tymi wszystkimi ludźmi, którzy go otaczali.
         - Wyszłam z kampusu po obiad; nie poszłam do stołówki.
         On nie może wiedzieć, że lunch zjadłam sama, w kabinie łazienkowej.
         - Rozumiem. Cóż, do zobaczenia jutro.- odpowiada i rozłącza się.
         Świetnie; kogo mam teraz poprosić o podwózkę? To znaczy, myślę, że powinnam zapytać Four'a.
       Nie. Nie zapytam go. Nie potrzebuję jego pomocy, w niczym. Wychodzę z auta i wracam do baru. Four nadal stoi oparty o ścianę zapalając i gasząc zapalniczkę. Z nim jest coś nie tak, wszystko co to tej pory robił to opierał się o rzeczy i bawił się zapalniczką, to trochę strasznie.
         - Gdzie idziesz?- pyta zatrzymując mnie. Miałam nadzieję, że zignoruję mnie.
         - Porozmawiać z kimś. Co cię to obchodzi?- odpowiadam.
         - Z kim?- pyta unosząc brwi.
         - Z Trip'em, co cię to obchodzi?
         - Nie ma go tam, wyszedł.
         - Co? Nie wyszedł. On jest tam cały czas.
         Nie widziałam żeby wychodził.
        - Tak, wyszedł. Wyszedł kiedy ty zaczęłaś trąbić.- Zaczął się śmiać.
        Więc, zauważył jak siłowałam się z samochodem.
        Nie odpowiedziałam nic, po prostu ruszyłam dalej. Nie jestem teraz w nastroju do rozmowy z nim.
        - Czemu? Czemu chcesz z nim rozmawiać?- pyta; jego głos zmienił się z rozbawionego w poważny.
        - Mój samochód nie chce odpalić. Zamierzam zapytać się go czy mnie podwiezie.
    - Zapytać o podwózkę? Gdzie? Do twojego domu czy gdzie indziej? To nie jest dobry pomysł; najprawdopodobniej pojawił by się pod twoimi drzwiami któregokolwiek innego dnia, próbując dobrać się do twoich spodni. Poza tym, mówiłem ci, trzymaj się od niego z daleka.- mówi krzyżując ramiona, wygląda teraz agresywnie.
     - A ja mówiłam ci, że nie masz prawa mówić mi co mam robić. Naprawdę myślisz, że się ciebie posłucham? Będę zadawała się z kim zechce. Wolę poprosić go o podwózkę niż być tutaj.
         - Nie możesz zadzwonić do któregoś z twoich rodziców, żeby po ciebie przyjechali?
         - Nie. Mój tata uziemi mnie do końca życia jeśli znajdzie mnie tutaj.
         - Więc bądź uziemiona, nie możesz pytać Trip'a o podwózkę. Jest niebezpieczny.
      - Przestań mi to powtarzać. Jak inaczej wrócę do domu? Może ty chcesz mnie podwieźć?- mówię sarkastycznie.
        - Zapomnij.- odpowiada.
        - Dobra.- Zaczynam iść przed siebie.
        - Gdzie idziesz?- pyta gdy odchodzę.
        - Znaleźć pomoc drogową.- krzyczę do niego bez odwracania głowy.
      Jestem już cała przemoknięta a idę zaledwie 30 sekund. Moja kurtka jest mokra i nie ociepla mi rąk. Włosy przylgnęły do twarzy przez deszcz, a woda w moich butach chlupie przy każdym kroku.
      Myślę, że całe moje ubranie jest przemoczone. Czuję się otępiała i zmęczona w tym samym czasie. Tego nie planowałam. Zamierzałam przyjść do baru i znaleźć osobę, która do mnie pisała, a nie chodzić bez celu cała przesiąknięta deszczem.
     Powinien tu być sklep motorniczy, jakąś mile od baru; mijam go kiedy jeżdżę do pracy. Mam tylko nadzieję, że będzie otwarte i mają tam lawetę.
      Rozpędzony samochód przejeżdżający obok ochlapuję mnie całą. Woda dostaję się do moich ust i czuję jak brud z ulicy przylega do mojej twarzy. Użyłam swoich dłoni do wytarcia twarzy, to bolało ponieważ moja twarz i ręce były zdrętwiałe, ale nie chcę mieć brudnej twarzy. Ostatnią rzeczą, którą potrzebuję to załamać się.
      Duży, czarny SUV powoli podjechał do mnie kiedy szłam. Rozpoznałam ten samochód, jest to to samo auto, które stało naprzeciwko mojego, na stacji. Four siedział na miejscu kierowcy.
      - Wsiadaj.- żąda, jedzie powoli obok mnie.
      - Nie.- odpowiadam bez spojrzenia w jego stronę. Nawet nie mam ochoty na rozmowę z nim.
      - Tak, wsiadasz, jesteś cała przemoczona.- mówi.
      Zatrzymuję się i odwracam w jego stronę.
      - Tak jestem cała mokra! Nie mogę być już bardziej mokra, Four!- krzyczę do niego.
     Gdy tylko te słowa opuściły moje usta, od razu chciałam stąd zniknąć. Tak czy inaczej, Four zaczął śmiać się z mojego brudnego żartu.
      - Jesteś niedojrzały.- mówię i zaczynam iść.
      Nienawidzę kiedy chłopak jest niedojrzały.
      - Cholera, po prostu wejdź do samochodu, przestać być uparta.- żąda ponownie.
      - Nie jestem uparta.- Bronię siebie.
      - Jesteś uparta. Wsiadaj.
    - Nie.- odpowiadam i znów zaczynam iść, tym razem szybciej, ale jego samochód jedzie z tą samą prędkością.
       Zatrzymuję się i czekam aż mały sygnał oznajmi, że mogę ruszyć. Słysze dźwięk a gdy przechodzę przez ulicę zbliża się jakieś auto, przejeżdża przez kałużę ponownie mnie ochlapując. Oczywiście, to tylko mój fart. Zatrzymuję się, wzdycham zła i kontynuuję spacer po drugiej stronie ulicy. Znów słyszę śmiech Four. Ma naprawdę niezły ubaw z mojego nieszczęścia.
      - Wiesz, że sklep motorniczy jest teraz zamknięty? W dni powszednie zamykają go o piątej.- odzywa się.
       Który sklep motorniczy zamykają o piątej? To głupie. To miasto jest głupie.
      Nie odpowiadam mu tylko podchodzę do jego samochodu, otwieram drzwi i wsiadam. Drzwi zamykają się a Four tylko się śmieję. Jego śmiech jest najbardziej irytującą rzeczą w tej chwili.
    - Och, więc teraz chcesz żebym cię podwiózł? Tak myślałem, że będę twoim ostatnim wyborem.- On żartuje.
     - Odblokuj drzwi.- żądam.
     - Czy mógłbyś proszę otworzyć drzwi? Jezu, trochę uprzejmości nikomu nie zaszkodzi.
     Zaraz eksploduję. Nie wiedziałam, że on jest aż takim idiotą. Nic dziwnego, że nie ma kolegów w szkole.
   Nawet go nie proszę, sama wyciągam dłoń w stronę okna i sama odblokowuję drzwi. Zostaję w samochodzie i zamykam okno.Jest mi okropnie zimno i wszystko jest mokre. Jestem pewna, że na moim siedzeniu będzie kałuża gdy wyjdę z auta.
      - Jest ci zimno? Włączyć ogrzewanie?- pyta.
     Od kiedy obchodzi go czy jest mi zimno. Jest strasznym idiotą, wątpię żeby go to naprawdę obchodziło. Najprawdopodobniej czeka teraz na moje potwierdzenie aby mógł otworzyć wszystkie okna i zamrozić mnie na śmierć.
     - Wezmę to za tak.- mówi.
     Zamyka wszystkie okna i włącza ogrzewanie. Dziękuję mu za to w myślach.
     - Więc, gdzie jedziemy? Do klubu? Innego baru? Vegas?- żartuje i śmieje się.
     - Mojego domu.- odpowiadam trochę szorstko.
     Wiem, że on żartuję, nie ma tutaj klubów czy innych barów, ale jego żarty są irytujące.
     - Oczywiście, sztywniaro.- mówi i ponownie się śmieje.
     - Sztywniaro?
     - Ta, sztywniak. Jesteś bardzo sztywna.- odpowiada.
     - Cokolwiek, tylko, zabierz mnie do domu.
     - Okej sztywniaku; umrzesz jeśli raz na jakiś czas powiesz "proszę"?
     - Dobra, proszę, zabierz mnie do domu.- mówię podkreślają "proszę".
     - Spójrz, nie jesteś taka sztywna, po wszystkim.- śmieje się.
    Mówię mu jak ma jechać do mojego domu, jedziemy w kompletnej ciszy. Jedyny dźwięk pochodzi z opon samochodu kiedy przejeżdżamy przez kałuże na ulicy. Pachnę trochę śmiesznie, trochę jak ulica. Wątpię żeby Four to zauważył, inaczej powiedziałby coś lub zrobił.
      Dojechaliśmy do mojego domu, zabrałam kurtkę i torbę z tylnego siedzenia.
      - Dzięki.- mówię i zamykam za sobą drzwi auta. Nie chce z nim więcej gadać.
      Niestety, słyszę za sobą otwieranie okna.
      - Jasne, sztywniaro.- krzyczy do mnie i odjeżdża.
       Czemu on jest taki skomplikowany? Czuję jakby zmierzał do tego abym eksplodowała; dosłownie.
     Sprawdzam godzinę na telefonie gdy docieram do drzwi wejściowych. Jest 9:50. Mój tata mówił, że mam wrócić o dziesiątej, więc jestem na czas.
      Otwieram drzwi i wchodzę do środka. Wszystkie światła są wyłączone, mojego taty nie ma nigdzie na dole. Najprawdopodobniej musiał iść do łózka, ponieważ jutro wstaję bardzo rano. Stawiam torbę na stojaku na buty i zdejmuję z nóg przemoczone obuwie i stawiam je na stojaku.
      Gdy wchodzę po schodach one skrzypią, a moje stopy pozostawiają po sobie mokre ślady gdy wchodzę po nich. Wchodząc do swojego pokoju znajduję kolację na szafce nocnej, tam gdzie ją zostawiłam. Nie jestem teraz głodna więc odnoszę ją do kuchni i zostawiam w lodówce. Wracam po schodach do pokoju, zdejmuję mokre ubrania i wrzucam je do kosza z brudnymi rzeczami.
       Biorę szybki prysznic przed ubraniem się. Moje włosy są splątane, więc myje je po wyjściu spod prysznica. Zakładam to w czym zwykle śpię, sportowy biustonosz, bielizna i duża koszulka.
          Wracam do pokoju, wyłączam światła i ustawiam alarm na 6:30; o tej godzinie wstaję do szkoły.
         Jutro jest piątek trzynastego, mój najmniej ulubiony dzień poza Halloween. Tego dnia, każdego roku dzieję się coś w tym małym miasteczku. Niektóre dzieci robią różne żarty lub ktoś okrada sklep. Kiedyś doszło do morderstwa, a sprawa nie została rozwiązana. Mam dreszcze gdy tylko o tym pomyśle.
         Mój telefon wibruję co sprawia, że zapominam o swoich myślach. Sprawdzam wiadomość, jest od tego samego numeru, który wysyłał mi wcześniejsze SMS-y
           "Mówiłem/am ci żebyś trzymała się od niego z daleka"*
           Kto mógłby do mnie pisać? Nie sądzę, że to któryś z moich znajomych robi sobie ze mnie żarty.
          Ignoruję wiadomość i kładę telefon obok poduszki. Nie lubię gdy nieznane osoby mają mój numer, ale nie mogę myśleć o tym przez całą noc.
            W końcu gubię głębokie myśli i odpływam w sen.



* - oryginalne zdanie brzmiało "I told you to stay away from him", więc nie wiedziałam jak przetłumaczyć żeby zachować tą anonimowość w tym zdaniu.



_____
rozdział nie sprawdzany i nie edytowany
zrobię to jak najszybciej ;)

rozmowy Hunter i Harry'ego są... dziwne xdd

komentujcie, proszę xx

jeśli chcecie być informowani zostawcie komentarz w zakładce Informowani :)

i co sądzicie o wyglądzie bloga? :)

2 komentarze:

  1. K U R W A.
    Ja kocham Four`a, okej?
    Hunter jest głupia, ale chociaż się nad sobą nie użala.
    Lubię ją nawet XD Chociaż ja bym powiedziała, że jedziemy do Vegas, ale ok.
    Szablon jest zajebisty, bo miszczu wybierał.
    Love it and sajonara.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pozytywny :d. Ciekawe co się wydarzy w ten najszczęśliwszy dzień :D.
    @EdziaCyrklaff

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz motywuje! ☺