Nie pamiętam gdzie powinnam skręcić. Skręcić tutaj czy jechać
dalej prosto? Kiedy jechałam tędy z Four, było ciemno więc nie widziałam jak
jechaliśmy. Pamiętam jedynie że omijaliśmy wiele drzew i jezioro. Nie minęłam
jeszcze jeziora, więc zgaduję że powinnam jechać dalej.
Jadę jeszcze jakieś pięć minut tą samą drogą zanim zauważam
małe jezioro. Mogę jechać prosto albo zakręcić. Jeśli wjadę w zakręt, będę na
rozwidleniu drogi, która prowadzi w prawą i lewą stronę. Jest tyle możliwości,
a ja nie mam pojęcia którędy jechać.
Przez całą drogę wczorajszej nocy, byłam pogrążona w
myślach co się wydarzy. Nie pamiętam ani jednego zakrętu, wszystko co wiem, to
że jego dom jest otoczony wysokimi drzewami i ma długi podjazd.
Jeśli nadal będę jechać prosto skończę pod jego domem
albo znajdę się nie wiadomo gdzie. Żałuję, że nie przykułam większej uwagi do
tego gdzie mieszka, wiedziałam, że wrócę.
W końcu decyduję się zatrzymać przy jeziorze. Nie ma tu
parkingu, ale jest duży plac porośnięty trawą więc zatrzymuję tam swoje auto.
Mogłabym do niego zadzwonić, ale nie mam numeru. Czuję, że powinnam go o to
wkrótce zapytać, ale nie wiem jaka byłaby jego reakcja. Może by odmówił, a ja
czułabym się zawstydzona.
Nie chcę wracać do domu i nie wiem gdzie jest dom Four,
więc nie wiem dokąd teraz iść. Wychodzę z samochodu i przechodzę pomiędzy
drzewami kilka metrów od jeziora. Na ziemi leżą małe kamienie, podnoszę jeden z
nich. Palcem przesuwam po powierzchni kamienia i patrzę na wodę. Mój tata
zawsze stara się nauczyć mnie jak puszczać kaczki na wodzie gdy jesteśmy w
pobliżu jeziora. Za każdym razem gdy próbuję, kamień uderza o powierzchnię wody
i tonie.
Woda jest spokojna, wygląda niemal jak zamarznięta, ale
nie jest aż tak zimno, więc wiem że to niemożliwe. Spoglądam na brzeg wody i
celuję kamień. Tata zawsze mówi aby wziąć porządny zamach przed wyrzutem. Cofam
rękę do tyłu i wyrzucam kamyk. Uderza o wodę, ale nie odbija się.
Nie wiem dlaczego, ale frustruje mnie fakt, że nie mogę
puścić ani jednej kaczki na wodzie. Podnoszę kolejny kamień i próbuję ponownie,
wykorzystując jeszcze więcej siły. Po raz kolejny kamień wpada prosto do wody.
- Jezu, co to jezioro ci zrobiło? – słyszę za sobą
rozbawiony głos.
Odwracam się, połowicznie oczekując, że zobaczę tam
Reeve. Nie byłabym zaskoczona, dzisiaj trafiłam na niego już dwa razy. Jestem
jednak trochę zaskoczona i podekscytowana, gdy widzę Four. – Four? Co ty tutaj
robisz? – pytam.
Nie ma na sobie tego co zwykle. Jest ubrany w czarne
spodnie od dresu i czarną koszulkę, a jego włosy nie są odsunięte z czoła za
pomocą bandany. Mimo to nie wygląda źle. Wygląda po prostu tak, jakby spędził
cały dzień w domu.
- Mógłbym zapytać cię o to samo. Nigdy cię tutaj nie
widziałem. – mówi podnosząc brew.
- Ja tylko… um… ja tylko chciałam puszczać kaczki. –
kłamię.
- Przebyłaś całą drogę, trzydzieści minut od twojego
domu, żeby puszczać kaczki? – pyta idąc w moim kierunku.
- Tak. – mówię i odwracam się do jeziora podnosząc
kolejny kamień. Czuję, jak moja słabość mnie ogarnia gdy jestem w jego pobliżu.
Sprawia, że czuję się jak inna osoba.
Czuję zimne dłonie na moich ramionach, a moje serce
natychmiast przyspiesza. – Robisz to źle. – mówi.
- Skąd to wiesz? – pytam, starając się wprowadzić do
mojego głosu nieco pewności siebie.
- Bo cię obserwowałem. – mój żołądek przewraca się na
drugą stronę gdy wypowiada te słowa. Obserwował mnie? Jak długo?
- Jak długo tam stałeś? – pytam, nadal starając się utrzymać
pewność siebie w głosie.
- Wystarczająco długo. – odpowiada zwyczajnie.
Zawsze jest taki spokojny. Jego opanowanie doprowadza
mnie do szału, ponieważ ja zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz nigdy nie jestem
spokojna jeśli chodzi o niego. Za każdym razem wewnętrznie krzyczę, albo moje
serce niemiłosiernie wali, aż sprawia mi ból. Samo to, że stoi blisko mnie
sprawia, że chcę wyskoczyć ze swojej skóry.
- Spójrz. – mówi i delikatnie chwyta mnie za
nadgarstek. – Musisz lekko wygiąć nadgarstek. Nie celujesz w pierwszą ligę. –
śmieję się na jego porównanie, wyobrażając sobie siebie uprawiającą inny sport
niż pływanie. To jakiś żart.
- I twoje stopy. – przesuwa swoją nogę pomiędzy moje
stopy aby je rozdzielić. – Musisz stać w rozkroku aby mieć dobry balans. Stojąc
prosto nie wycelujesz dobrze.
- A co ty wiesz o puszczaniu kaczek? – pytam go. Moje
serce nadal mocno wali w mojej klatce, to wszystko jest spowodowane jego obecnością
i dotykiem, który sprawia, że przeszywają mnie dreszcze. Pozytywne dreszcze.
- Co ja wiem o puszczaniu kaczek? – mówi i pochyla się,
aby podnieść mały kamyk leżący niedaleko mojej stopy. – Już ja ci pokażę co
wiem o puszczaniu kaczek.
Patrzy chwilę na wodę i wymachuje ręką w tył. Kiedy
wypuszcza kamyk, nie porusza całą ręką, używa tylko nadgarstka. Mały kamień
odbija się kilkukrotnie od powierzchni i w końcu tonie. Na wodzie jeszcze przez
chwilę utrzymują się okręgi, które wywołały uderzenia kamienia, a później woda
powraca do swojego pierwotnego, spokojnego stanu.
- Właśnie to wiem o puszczaniu kaczek. – uśmiecha się i
podchodzi do mnie. Odwzajemniam uśmiech i uderzam go w ramie.
- Możesz albo uczyć się od najlepszych, albo nadal być
beznadziejna. (Four mówi tutaj dosłownie suck - ssać, ale wydaje mi się, że to
pasuje lepiej)– mówi.
- Nie jestem beznadziejna (no bo jak to brzmi, nie
ssę?). – protestuję i krzyżuję ręce.
- Mogę nauczyć cię jak ssać. –szczerzy się i oblizuje
swoją dolną wargę.
- Jesteś chory. – mówię i pochylam się aby podnieść
kolejny kamień.
- Pamiętaj o nogach. – mówi mi. – Rozstaw je szeroko. –
mogę usłyszeć jak na jego twarzy pojawia się uśmiech.
Rozstawiam moje stopy w sensownej odległości i celuję
na wodę. – Serio, rozszerz je Hunter. – mówi, starając się brzmieć poważnie, ale
słyszę żartobliwy ton w jego głosie.
Ignoruję go i wymachuję ręką w tył. Zanim zdążam
wyrzucić kamień, czuję jego chłodne palce na moim nadgarstku.- Pamiętaj też o
tym. – szepcze mi do ucha. Jego gorący oddech sprawia, że na mojej skórze wyskakuje
gęsia skórka.
- Sztuczka polega na tym, aby być delikatnym. Jeśli zrobisz
to zbyt mocno, pójdzie prosto na dno. – moje serce gna w szybkim tempie, a jego
dotyk roztapia lód wokół mnie.
Pociąga delikatnie mój nadgarstek, nadal stojąc za mną,
oddychając na mój kark. – Teraz wygnij nadgarstek i wypuść kamień. – instruuje mnie.
Wymierzam cel. Na horyzoncie maluje się piękny
zmierzch, sprawiając, że niebo zmienia kolor z niebieskiego na pomarańczowy.
Lekko wyginam nadgarstek i zdecydowanym ruchem wypuszczam kamień w kierunku
wody. Kamyk dotyka wody i podskakuje na jej powierzchni kilka razy, a później
znika w ciemnej wodzie.
- Udało się! – mówię, - Zrobiłam to! – staję się nieco
za bardzo podekscytowana, próbowałam to zrobić przez te wszystkie lata i nigdy mi
się nie udawało bo robiłam to źle, a chodziło tylko o nadgarstek. Zanim zdążam
się powstrzymać, oplatam ramiona wokół Four, wszystko przez mój stan ekscytacji.
Gdy tylko uświadamiam sobie co robię, natychmiastowo przestaję.
- Nie
przestawaj. – mówi i łapie mnie za ręce, oplatając je wokół jego ciała.- Nie
przestawaj. – powtarza.
Jego twarz pochyla się ku mojej. Zamyka oczy, a ja
robię to samo. Jego czoło dotyka czubka mojej głowy i czuję jego oddech na
swojej twarzy, pachnie miętą. Moje dłonie kierują się ku jego szyi, a jego
spoczywają na moich plecach, lekko przyciągając mnie bliżej niego.
- Hunter. Lubisz gdy mówię twoje imię. – szepcze cicho
pociągając za końce moich włosów. – Bardzo to lubisz.
To, jak moje imię brzmi wychodząc z jego ust, roztapia
mnie od środka. Chcę coś powiedzieć, ale nie mogę znaleźć słów.
- Hunter. – powtarza, a ja wplatam palce w jego włosy
Nieco bardziej pochyla swoją głowę i teraz dotykamy się
nosami. Powoli otwieram oczy, tylko po to aby na niego spojrzeć. Kiedy to
robię, on także na mnie patrzy. Chcę go puścić, ale nie mogę. Chcę go
odepchnąć, ale nie mogę.
- Nie czuję się sobą gdy jesteś blisko. – mówię cicho.
- Co masz na myśli? –pyta, nadal patrząc głęboko w moje
oczy. Jakby chciał znać każdą moją myśl.
- Czuję się… nie wiem… inaczej. – mówię szczerze. Nie wiem jak opisać to co czuję gdy jestem
blisko niego, ale to uczucie jest takie inne.
- To dobra, czy zła rzecz? – pyta, nadal opanowany.
- Nie mam pojęcia… - odpowiadam, a on spogląda na jego
stopy. Przesuwam dłoń, aby podnieść jego głowę, tak aby był zmuszony na mnie
spojrzeć. - …ale to całkiem fajne.
- Hunter…- mówi.
- Ciii. – mówię i układam mój palec wskazujący na jego
ustach. – Pocałuj mnie.
- Co? – pyta.
-Powiedziałam, pocałuj mnie. – mówię, wykorzystując do
tego całą swoją pewność siebie. Jego twarz, będąca tak blisko mojej tylko mnie
kusi. Chcę poczuć jego usta na moich wargach. Jego miękkie, pełne, ciepłe usta.
Nic nie mówi. Tylko się pochyla, nadal mnie kusząc.
Zamykam oczy i czekam na uczucie jego miękkich ust. Uczucie, które sprawia, że
zamieniam się w basen wokół jego stóp. Uczucie, które wykręca mój żołądek we
wszystkie możliwe kierunki. Uczucie, które mnie do niego przyciąga.
Jego dolna warga lekko muska moje usta. Pomimo tego, że
jego usta są nieco spierzchnięte, nadal są miękkie. Chłodny wiatr przemyka
między naszymi twarzami, aż do czasu gdy przyciska swoje usta do moich.
Po raz kolejny zamieniam się w galaretkę. Nikt nigdy
nie sprawił, że czułam się w ten sposób. Nie sądzę żeby ktokolwiek mógł
sprawić, że tak się poczuję.
Pomimo chłodnego powietrza, dłonie Four są ciepłe,
ciepłe jak mięciutki koc, który był wystawiony na słońcu. Jego dłonie oplatają
moją twarz, a moje wędrują do jego pleców. Przyciskam go do siebie, a zimne
powietrze spomiędzy naszych ciał zostaje wyciśnięte na zewnątrz.
Ten pocałunek jest inny. Jest delikatniejszy i bardziej namiętny. Jego ręce nie trzymają
mnie w talii jak zawsze i nie przeciska swojego języka pomiędzy moje wargi.
Trzyma moją twarz w swoich dłoniach, a jego usta są po prostu przyciśnięte do
moich, bez poruszania. Ta delikatność sprawia, że moje myśli wariują.
Nie chcę aby przestawał, ale ostatecznie to roni,
wpuszczając chłodną bryzę z powrotem pomiędzy nasze ciała. Moje usta lekko się
rozchylają i po raz pierwszy czuję wewnętrzną pustkę.
Jego czoło opada na moje, nadal trzyma w dłoniach moją
twarz. Jego oddech stał się nieco mniej regularny, ale nie tak nieregularny jak
mój. Moje przedramiona są przyciśnięte do jego torsu i poruszają się powoli w
górę i w dół.
Kiedy otwieram oczy, jego są już otwarte, wpatruje się
we mnie. Zazwyczaj staram się przerywać kontakt wzrokowy kiedy nasze oczy się
spotykają, ale nie tym razem. Podoba mi się sposób w jaki na mnie patrzy, jest
inny niż zwykle.
- Chcesz wrócić do mojego domu? – pyta cicho.
To właśnie chciałam zrobić na początku, ale nie chcę mu
o tym mówić. – Tak. –mówię.
__________________________
Jakiś krótki ten rozdział, tylko 7 stron w microsofcie.
Tak czy siak znowu długa przerwa, ale ten czas tak szybko leci.
Szczególnie jak się wychodzi z domu o 7 a wraca o 16. #DONE
Nie wyobrażacie sobie jak bardzo śmiałam się z tego fragmentu,
gdy Four przekomarza się w dwuznaczny sposób z Hunter jezu hahahha.
I no, wybaczcie, że trochę ssie to tłumaczenie, ale jakoś mi źle szło.
Mam nadzieję, że zrozumiecie o co chodzi w rozdziale :)
Jezuuu cudowny taki ajagdsjdhajhsndbd *-* :*
OdpowiedzUsuńMogłabyś jeszcze raz podać mi email i cały rozdział przetłumaczyć? ;)
niee. kawałeczek. tak powiedzmy z 10 zdań :) dominikascibior@gmail.com
UsuńDobrze, biore się do roboty ;)
UsuńCudooo kocham Four
OdpowiedzUsuńKiedy kolejny ?
Zaczęłam już tłumaczyć. Może w weekend, może jutro ;)
OdpowiedzUsuńŚwietny! Coraz bardziej tajemniczy :D
OdpowiedzUsuń