piątek, 24 kwietnia 2015

Chapter 30

W nawiasach dodałam dopiski od siebie, przepraszam jeśli was drażnią. Dajcie znać komentarzach.

*****

            Wsiadam do mojego samochodu i jadę za Four. Jest już prawie całkowicie ciemno, a mój tata powinien być już w domu, ale nie chcę się tym teraz zamartwiać.
            Four zakręca w lewą stronę po jakiejś minucie jazdy. Nie pamiętam tego zakrętu, ponieważ wczoraj nie na tym były skupione moje myśli. Jadę za jego czarnym SUV-em przez jakiś czas, omijamy park z huśtawką zaczepioną na drzewie. Minutę później wjeżdżamy w długi podjazd otoczony wysokimi drzewami. Parkuję swój samochód za jego autem.
            Nie wysiadł jeszcze z samochodu, więc ja też tego nie robię. Na co on czeka? Sprawia, że się denerwuję. Co jeśli powie mi żebym szła do domu?
            Kilka chwil później słyszę otwierające się drzwi i spoglądam w górę. Four wysiada ze swojego samochodu i idzie w kierunku drzwi wejściowych. Wysiadam ze swojego auta i idę za nim do drzwi.         Wyciąga klucze i otwiera zamek. Uprzejmym gestem otwiera drzwi i zaprasza mnie do środka. – Panie przodem. – uśmiecha się.
            - Dziękuję. – również się uśmiecham i wchodzę do środka. Wewnątrz  pachnie świeczkami i płynem do prania. Światło jest już zapalone, więc po raz pierwszy  mogę zobaczyć co jest w domu. Po lewej stronie jest salon, zupełnie tak jak w moim domu. Nie ma telewizora, tylko sofa, kilka krzeseł i stolik z kilkoma notesami na blacie. Po prawo stoi stół i kredens pełny ładnej zastawy. Jestem ciekawa, nigdy nie pomyślałabym, że Four kolekcjonuje ładną zastawę stołową. Wygląda raczej na osobę która używa papierowych talerzyków i zamawia jedzenie na wynos każdego wieczoru.
            (Miałam kłopot z przetłumaczeniem tego akapitu, nie potrafię po polsku wyjaśnić o co tam chodziło, w każdym bądź razie są dwa korytarze, w jednym są cztery pary drzwi, a jedne chyba prowadzą do salonu. Bez sensu.) Naprzeciwko mnie są dwa korytarze, jeden jest oświetlony, a drugi prowadzi do czterech par drzwi które zauważyłam ostatnim razem. Ciekawi mnie co jest za tymi drzwiami, wiem, że jedne z nich prowadzą do pokoju Four, a jedne muszą być łazienką. Pozostałe są zamknięte, jeden z nich ma nawet założoną kłódkę.
            - Jesteś głodna? – pyta mnie zdejmując swoje buty, robię to samo.
            - Troszeczkę. – odpowiadam.
            Nic nie jadłam odkąd poszłam rano do kawiarni z Reeve’em. Wydaje mi się, że to było tak dawno temu, tyle rzeczy się dzisiaj wydarzyło. Mimo to, moją ulubioną rzeczą były odwiedziny mojej mamy (na cmentarzu).  Rozmowa z nią i danie upustu moim emocjom podniosły ogromny ciężar z moich ramion.
            - Ja też, co chcesz zjeść? – pyta.
            Umieszczam mój płaszcz na wieszaku i idę za nim w dół korytarza, który jak zgaduję prowadzi do kuchni. Moje przypuszczenia okazują się zgodne kiedy spostrzegam umywalkę, lodówkę, piekarnik i cały ten kram znajdujący się zazwyczaj w kuchni.
            - Nie wiem jaki mam wybór. – mówię.
            Wyciąga z lodówki butelkę wody i siada na blacie. Podrzuca butelkę w swoich rękach. – Możliwości są nieskończone. – oznajmia z uśmiechem. Nie jestem pewna czy to miało być zboczone, ale i tak ignoruję jego komentarz.
            - Co masz? – pytam.
            - Praktycznie nic. Jakieś gotowe mrożonki, to wszystko. Możesz sprawdzić. – mówi kiwając głową w stronę zamrażalki.
            Czuję się nieco niezręcznie tak po prostu otwierając jego zamrażalkę. Tak jakbym nachodziła go w jego własnym domu, chociaż tylko sprawdzam co jest do zjedzenia. Miał rację gdy mówił, że nie ma prawie nic. Jest tylko mrożona pizza i lazania.
            - Więc pizza czy lazania? – mówi, a ja lekko podskakuję. Nie miałam pojęcia, że stoi tuż za mną. Nie słyszałam jak się podnosił.
            - Nie wiem, co ty chcesz? – odwracam się i patrzę na niego. Patrzy się na mnie zaciekawionym spojrzeniem. – Co? – pytam.
            - Ty po prostu, ty… nieważne. – mówi i odwraca wzrok.
            - Ja co? –pytam.
            - Nic. – mówi. – Lazania brzmi lepiej.
            - Okej. – odpowiadam.
            Sięga po pudełko z mrożoną lazanią. Pudełko jest duże, więc powinno wystarczyć dla nas obojga, chyba że Four pochłania  monstrualne ilości jedzenia. Otwiera pudełko i wkłada jego zawartość do piekarnika.
            Gapię się na niego. – Co? – pyta.
            - Nie powinieneś rozgrzać piekarnika przed włożeniem lazanii? Nie powinieneś nastawić minutnika? – pytam.
            - Nie? Czy jest tak gdzieś napisane? – pyta.
            - Tak, na pudełku. Są tam wskazówki jak przygotować lazanię. – mówię i wskazuję palcem na pudełko.
            - Oh, nie wiedziałem. – mówi patrząc na pudełko. – To i tak nie ma sensu. Zrobię to na mój sposób.
            - A jaki jest twój sposób? – pytam podnosząc do góry brew.
            - Włączyć piekarnik i włożyć do niego jedzenie, jak bardzo skomplikowane to jest? – podnosi pudełko i zgniata je w dłoniach przed wyrzuceniem go do śmietnika.
            - Skąd wiesz jak długo ją piec? – pytam go.
            - Nie wiem. Po prostu sprawdzą ją raz na jakiś czas, jeśli nie wygląda na zamrożoną, jest gotowa. – mówi.
            - Okej, ale jeśli będziemy jeść lazanię, która jest zamarznięta w środku, nie możesz powiedzieć, że cię nie ostrzegałam. – żartuję.
            - Nie będzie zamarznięta, będzie idealna. Zaufaj mi, robię to cały czas. Jestem zawodowcem. – mówi z dumą w głosie.
            - Jesteś zawodowcem w czym? Pieczeniu mrożonej lazanii? – droczę się.
            - Dokładnie tak, to nie jest takie proste jak się wydaje. – mówi, a ja staram się powstrzymać śmiech.
            - O tak, bo włączenie piekarnika i włożenie do środka jedzenia jest taką fantastyczną umiejętnością. – mówię, a jego głowa opada do tyłu w śmiechu.
            Zostawiam go w kuchni i idę do salonu. Ściany są w kolorze czekoladowego brązu, a lampa słabo oświetla pokój. Pomieszczenie nie jest jakoś specjalnie udekorowane, ale wygląda elegancko, jakby ktoś inny go urządził, nie Four. Biała sofa jest pokryta w rogach koronką, krzesła są w takim samym kolorze.
            Siadam na sofie i rozglądam się dookoła. To całkiem przytulne pomieszczenie. Four wchodzi do środka i siada obok mnie. Czuję się niezręcznie i nie wiem co powiedzieć. Wiem, że się na mnie gapi, widzę to kącikiem oka.
            - Czemu zawsze mi się tak przyglądasz? – pytam.
            - Czemu zawsze zauważasz, że ci się przyglądam? – pyta unikając odpowiedzi na moje pytanie.
            - Czekaj, co? – pytam skonfundowana
            - Nie wiem, co? – pyta i jeszcze bardziej miesza mi w głowie.
            Ignoruję jego pytanie i zadaję ponownie swoje. – Za każdym razem czuję na sobie twoje spojrzenie, czemu?
            - Czemu czujesz, że na ciebie patrzę?
            - Nie. Dlaczego zawsze się na mnie gapisz? – pytam i odwracam głowę w jego stronę. Moje oczy łapią jego spojrzenie, ale tym razem nie odwracam wzroku. On także tego nie robi.
            - Lubię na ciebie patrzeć. – mówi bez wyraźnych emocji w głosie.
            - Co masz na myśli? Wyglądam dziwacznie czy coś? – pytam.
            - Nie, ani trochę. – mówi nadal na mnie patrząc. Czuję się tak jakby nie tylko patrzył mi prosto w oczy, ale także próbował przeniknąć w głąb mojej duszy. Nie patrzy na mnie tak, jak patrzy na mnie każdy inny chłopak. Patrzy tak, jakby chciał wiedzieć co myślę w każdej chwili dnia.
            - Chcę cię dotknąć. – mówi, ciągle się we mnie wpatrując.
            - C-co? – pytam totalnie zbita z tropu.
            - Powiedziałem, że chcę cię dotknąć. – powtarza.
            - Co masz na myśli? – pytam, chociaż dobrze wiem co ma na myśli.
            - Chcę cię poczuć Hunter. – pochyla się w moją stronę, a ja automatycznie zamykam oczy. Zawsze zbija mnie z tropu swoimi zmianami nastroju.
            - Wiem, że ty też tego pragniesz. – mówi, tym razem szepcząc niskim głosem. Czuję jego oddech na mojej szyi, gdzie natychmiast pojawia się gęsia skórka. – Nie udawaj, że tego nie chcesz.
            - Chcę. – mówię mu cicho.
            - Chcesz czego? – mówi. – Powiedz mi.
            - Wiesz o czym mówię. – czuję jego usta, tam gdzie wcześniej był tylko oddech.
            - Powiedz mi, co masz na myśli. Powiedz to na głos, bo cholernie ciężko mi odczytać twoje myśli. – mówi. Jego ręce delikatnie mnie popychają, tak, że teraz leżę na sofie, a on góruje nade mną, nadal całując moją szyję.
            Wiem, że on wie co mam na myśli, chociaż ja sama tego nie wiem. Co mam na myśli? Nie wiem, czy chcę go poczuć, czy chcę aby to on poczuł mnie. Nie wiem czy jestem na to gotowa, nawet jeśli to się wydarzyło ledwie wczoraj.
            - Powiedz mi Hunter, powiedz czego chcesz. – praktycznie błaga.
            - Chcę cię poczuć Four. – mówię nieśmiało. –Chcę cię.
            - Dobrze, bo ja też tego chcę. – mówi.
            Mój oddech jest nierówny i wraz z uczuciem jego dotyku na mojej klatce, rozpływam się na jego sofie. Moje myśli mówią mi aby go powstrzymać, ale moje ciało nie robi nic, aby posłuchać tych myśli.
            Jego ciepłe palce przemieszczają się z moich bioder na moje plecy. Moje oczy są nadal zamknięte i mam odczucie jakbym nie mogła ich otworzyć. – Twoja skóra jest taka zimna. – mówi, błądząc palcami po moim ciele.
            Nawet jeśli moje myśli nakazują mi go powstrzymać, nie znajduję ani jednego powodu dlaczego powinnam to zrobić. Nic nie wydaje się być niewłaściwe, wszystko jest takie… dobre. Hunter którą byłam jeszcze dwa tygodnie temu, nigdy nie wyobraziłaby sobie sytuacji takiej jak ta, ale odkąd na obrazku pojawił się Four, nie byłam do końca sobą.
            Jego usta kreślą ścieżkę na mojej szczęce, a jego dłonie delikatnie ściskają mnie w talii. W momencie gdy ma zamiar podnieść moją koszulkę do góry, aby ją zdjąć, zatrzymuję go. – Lazania… lazania się spali. – mówię, zanim to pójdzie za daleko.
            - Oh… to… - mówi, nadal pozostawiając mokre pocałunki na mojej szczęce.
            - Nadal jestem głodna. – mówię.
            - Mam mnóstwo tego, co mogłabyś zjeść. – mówi, oczekuję uśmieszku, ale nie pojawia się.
            - To znaczy, chcę prawdziwego jedzenia. – mówię.
            - Okej. – mówi i złazi ze mnie. – Ale tylko dlatego, że ja też jestem głodny prawdziwego jedzenia.
            Wchodzi do kuchni, a ja siadam. Mój oddech nadal nie jest normalny, ale odczucie w dole mojego brzucha odeszło. Nie wiem co mnie powstrzymuje od zrobienia tego. Gdy nie jest w pobliżu, nie mogę nawet myśleć takich rzeczach. Ale gdy jest blisko mnie, to jedyne czego chcę.
            Zapach lazanii wypełnia moje nozdrza, więc podążam za tym zapachem. Four wyciąga z szafki papierowe talerze i ustawia je na stole. Lazania już tam leży z wbitą w sam środek łyżką.
            - Co chcesz do picia? – pyta.
            - A co masz? – pytam.
            - Um, zobaczymy. – podchodzi do lodówki i otwiera ją. – Mam wodę, lemoniadę i mleko. – wymienia.
            - Poproszę lemoniadę. – mówię i siadam przy stole.
            Patrzy na mnie przez chwilę, a później wyciąga z lodówki lemoniadę. Przynosi do stołu dwie szklanki. – Widzisz, nie jest spalona, jest idealnie upieczona. – mówiłem, że jestem profesjonalistą.
            - Pójdę szybko umyć ręce. – mówię i wstaję od stołu. – Gdzie jest łazienka?
            - Drzwi po lewej. – mówi, gdy nakłada sobie łyżką lazanie.
            Idę przez korytarz który prowadzi do drzwi wejściowych i skręcam do korytarza z czterema parami drzwi. Wchodzę w jedyne drzwi po lewej stronie.
            Łazienka jest pomalowana na błękitny kolor i ku mojemu zaskoczeniu jest bardzo czysta. To dziwne, myśleć, że Four faktycznie tu mieszka. Wyobrażałam sobie, że mieszka w małym, zagraconym miejscu. Zamiast tego, jego dom jest przytulny, czysty i elegancki. Kolory na ścianach idealnie wpasowują się w jesienne barwy. Wszystko wydaje się być poukładane i jest mnóstwo miejsca.
            Puszczam ciepłą wodę i biorę w ręce kostkę mydła. Mydło jest niebieskie i pachnie lawendą. Zauważyłam kilka razy, że Four pachnie lawendą. To cudowny zapach w porównaniu do wód kolońskich innych chłopaków. Nigdy znielubiłam zapachu perfum ani wody kolońskiej. Te zapachy drażnią mój nos i przyprawiają mnie o ból głowy.
            Osuszam słonie ręcznikiem i szybko przeglądam się w lustrze. Pomimo, że nie mam na sobie żadnego makijażu, wyglądam przyzwoicie, co jest wystarczająco dobre jak dla mnie.
            Kiedy wychodzę z łazienki zatrzymuję się naprzeciwko drzwi po prawej stronie. Wiem, ze drzwi po środku korytarza prowadzą do sypialni Four, ale ciekawi mnie co jest w pozostałych pomieszczeniach. Są zamknięte w przeciwieństwie do łazienki i jego pokoju. Jedne drzwi są zamknięte na kłódkę.
            Nie wiem dlaczego jestem taka ciekawa, ale moja wścibskość nigdy nie zdaje się na marne. Spoglądam za róg aby zobaczyć czy Four nie jest w pobliżu. Kiedy go nie zauważam, odwracam się. Sięgam ręką do klamki, która nie jest zaplombowana kłódką.
            Klamka piszczy kiedy ją przekręcam, ale jestem wdzięczna, że nie jest zamknięta. Popycham ją i drzwi się lekko uchylają.
            - Co ty robisz? – słyszę głos Four. Jego głos brzmi inaczej i to nie w przyjacielski sposób.
            Szybko zamykam drzwi i odwracam się. – Ja-ja szukałam łazienki. – mówię. Serce zaczyna mi walić w piersi, a nerwy dają o sobie znać. Four nigdy mnie nie przerażał, ale coś wewnątrz mówi mi, że teraz powinnam się trochę bać.
            - Szukałaś łazienki po tym jak właśnie wyszłaś z łazienki? – pyta unosząc brew w akcie zainteresowania. Patrzy na mnie w sposób inny niż zazwyczaj. Wygląda prawie na… wściekłego?
            - Ja-ja tylko
            - Trzymaj się z dala od tego miejsca. – mówi.
            Połykam gulę w gardle. Jestem pewna, że nawet on to słyszał. – Co tam jest? – pytam.
            - To nie twój cholerny interes. – mówi. – Nigdy nie węsz wokół mojego domu.
            - P-przepraszam. Nie chciałam tego robić.
            - Owszem, chciałaś. Chciałaś, a teraz zajmij się swoimi interesami i trzymaj się z dala od moich. – mówi szorstko.
            Teraz się go boję. Jego pięści są zaciśnięte, a oczy nie spuszczają ze mnie wzroku. Znowu się gapi, ale nie tak jak wcześniej.
            - Myślę, ze powinnam wracać do domu. – mówię i omijam go kierując się do drzwi.
            - Co? Dlaczego? – pyta, a ton jego głosu natychmiast się zmienia.
            Wsuwam na stopy moje buty, nie odważam się na kontakt wzrokowy. Jego wzrok kilka chwil temu zrywał ze mnie skórę.
            - Robi się późno, a ja nawet nie powiedziałam tacie, ze tu jestem. – mówię, wymyślając wymówki. Wcale nie jest aż tak późno, a mojego tatę pewnie to nawet nie obchodzi.
            - Hunter… - mówi urywając po moim imieniu.
            - Cześć Four. – mówię i wychodzę.
            Zamykam za sobą drzwi i idę do swojego auta. Po raz pierwszy cieszę się z tego,  że jestem z dala od niego. Nie mam nic przeciwko jego huśtawkom nastroju, ale to było coś więcej niż huśtawka nastroju. Przez chwilę się go bałam. Jedyne co chciałam zrobić, to sprawdzić co jest po drugiej stronie drzwi, a jego nastrój od tak się zmienił.
            Kiedy wsiadam do auta, spoglądam w stronę domu i zauważam jego twarz w oknie przy drzwiach. W chwili gdy mnie zauważa, jego twarz znika, a światła w domu gasną.

            Szybko uruchamiam silnik i odjeżdżam, moja intuicja podpowiada mi aby uciekać z dala od niego i tym razem słucham tego głosu. 



_______________________________
Jeju, ten rozdział zajął mi około 4,5h z przerwą na kolację.
Chyba pierwszy raz jest tak dużo Hour 
czy jak tam się nazywa ten paring *wstyd że nie wiem*
Bardzo dobrze tłumaczyło mi się do tej piosenki - polecam, wprowadzi was w dobry nastrój :)

9 komentarzy:

  1. Ahhh świetne !!! Four Ty draniu jak mogles ja tak przestraszyć. Ha ha to trochę śmieszne . zachowanie Harrego jest strasznie zabawne .

    Kochana postaralas się. Dziękuje .

    Pytanko czy zamierzasz jakoś regularnie dodawać rozdziały czy tak po prostu jak leci ?
    OH no i nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału :D
    gratuluje i dziękuje za świetne tłumaczenie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dodaję wtedy kiedy przetlumacze. czasami naprawdę nie mam czasu wiec przerwa jest dłuższa ale postaram się dodawać minimum raz w tygodniu ;)
      Dziękuję :*

      Usuń
  2. Od początku ciekawi mn co nasz kochany four ukrywa, a teraz moja ciekawość chyba osiągnęła maksymalny poziom xd
    Tyle rzeczy i tak mało wyjaśnień.. Szczerze troche już mn to irytuje ;D
    No i ogl kocham jak tlumaczysz <3
    i szczerze nie rozumiem czemu jest tak mało komentarzy :(
    Pozdrawiam ;* (mam nadzieję że następny pojawi się szybko ;3)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. komentarzy mało było zawsze ale trudno ;) Dziękuję bardzo :)

      Usuń
  3. Super! Ciekawe co Four ukrywa? :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej kochana czy jesteś w stanie wybrać jeden konkretny dzień w tygodniu w którym byś dodawała rozdział ? Tak tylko... :)

    Genialny rozdział Four jest strasznie nerwowy . co ukrywasz króliczku ? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na chwilę obecną nie mogę określić kiedy będę dodawała. kolejny miałam wrzucić wczoraj ale już nie chciało mi się go obrabiać wiec wrzucę dzisiaj. wolę niczego nie obiecywać ;)

      Usuń
  5. O luju...jak ja dawno tutaj nie byłam! Rozdziały lecą jak z nut a ja bujam w innym świecie. Po pierwsze strasznieee chciałabym ci podziękować że dalej tłumaczysz to najwspanialsze opowiadanie jakie mi wpadło dotychczas w ręce, a trochę ich było i naprawdę bardzo się cieszę że nas nie opuściłaś 😚 A wracając do opowiadania, uważam że jest to bardzo interesujące i godne tłumaczenia fanfiction, którego tajemnicza i zagadkowa fabuła nie przywołuje ani jednej myśli żeby przestać je czytać 😊 Aaa no tak, jak o wszystkim to o wszystkim...Four...ten człowiek jest po prostu ughh...normalnie człowiek zagadka! I nieźle mnie zaniepokoiło jego zachowanie w tym rozdziale...hmm mega dziwnie. No ale skoro twierdzisz że wciąż o nim nic nie wiemy to wolę siedzieć cicho i czekać na dalszy ciąg 😉😉 Powodzenia z tłumaczeniem 😊 Pozdrowiammm

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz motywuje! ☺