środa, 6 maja 2015

CHAPTER 31

            Niebo jest już zupełnie ciemne, a ja odkąd opuściłam dom Four, czuję w sobie wzrastające uczucie pustki. Ale mimo to, cieszę się że wyszłam. Four zachowuje się różnie, wściekle, irytująco, wkurzająco i perwersyjnie, ale nigdy wcześniej nie był przerażający. Nawet ton jego głosu był inny. W ostatnim czasie nie słuchałam swojego głosu rozsądku, robiąc rzeczy, których normalnie bym nie zrobiła, ale tym razem cieszę się, że posłuchałam swojej intuicji.
            Gdy docieram do wjazdu do domu, zauważam tatę idącego do jego samochodu. Parkuję obok niego i wysiadam.
            - Dokąd jedziesz? – pytam. Mam nadzieję, że nie zacznie mnie wypytywać o to, dlaczego nie wróciłam do domu wczorajszej nocy.
            - Idę do Mary na kolację. Gdzie byłaś cały dzień? – pyta.
            - Oh, um, wyszłam z przyjaciółmi. – mówię. – A gdzie ty byłeś?
            - Zostałem w domu Mary. – mówi, a ja prawie dławię się powietrzem.
            - Co? – pytam, próbując się otrząsnąć.
            - To nic o co musisz się martwić. Zjedliśmy późną kolację, restauracja była zatłoczona, a wiesz jak szybko męczą się starzy ludzie. Zaoferowała, żebym u niej przenocował, skoro było tak późno, więc przespałem się na kanapie. Nic poważnego. – mówi zwyczajnie.
            - Okej, więc idziesz na kolację? Tak późno? Jest już ósma. – pytam go. Lepiej żeby nie zostawał u niej na kolejną noc, z jakiegoś powodu, po prostu jej nie lubię.
            - Tak, zdaje się, że to kolejna późna kolacja. Ale wrócę na noc do domu, obiecuję. – mówi.
            - Okej, baw się dobrze. – mówię mu.
            - Kocham cię Hunter.- mówi i całuje mnie w czoło. Zarost na jego twarzy drapie mnie w skórę.
            - Też cię kocham tato. – mówię.
            Wsiada do samochodu i odjeżdża, zostawiając mnie na podjeździe. Obserwuję jak światła jego samochodu się oddalają. Czasami chciałabym aby były tu latarnie uliczne, ponieważ to trochę przerażające, gdy otacza cię wyłącznie ciemność.
            W końcu zaczynam marznąć więc wchodzę do środka. Wewnątrz domu jest ciepło i unosi się świeży zapach, jakby zapach upranych ubrań. Upewniam się, że zamknęłam na klucz drzwi wejściowe i kieruję się ku schodom na górę.
            Czuję się tak jakbym nie spędzała ostatnio w moim pokoju zbyt dużo czasu. Zupełnie jakbym ciągle robiła coś poza domem. Kładę się na łóżku i zdejmuję buty. Wiatr na zewnątrz wygina drzewo wprost w moje okno. Kiedy na nie spoglądam, małe gałązki błądzą po szybie.
            Maywood ma wszystkie oznaki zimy, poza śniegiem. Jest deszcz, zimne temperatury i silne wiatry, ale rzadko kiedy pada śnieg. Śnieg to jedyna dobra rzecz w zimie.
            Siadam i wyciągam z kieszeni mój telefon. Jest dopiero ósma, a ja nie chcę spędzić  reszty wieczoru w moim domu. Z kim mogłabym wyjść? Matt wyjechał gdzieś ze swoją drużyną, a za Mack nie przepadam. Gdyby nie jej skrzeczący głos i ogólne bycie przylepą, mogłabym rozważyć zadzwonienie do niej. Potrzebuję więcej znajomych z którymi mogłabym wyjść. Jedyną osobą która przychodzi mi do głowy jest Reeve. Wydaje się być miłą i interesującą osobą, więc czemu nie?
            Przewijam listę swoich kontaktów, aż znajduję jego imię. Nie chcę do niego dzwonić, bo to może być dziwne, więc wysyłam sms-a.
            *Hej, chcesz gdzieś wyjść? Jestem trochę znudzona w domu*
            Mam nadzieję, ze odpowie szybko, bo nie chce mi się czekać. Kilka sekund później mój telefon wibruje, a na ekranie pojawia się imię Reeve.
            *Jasne, brzmi fajnie. Moje plany zostały odwołane, więc nie mam nic innego do roboty. Spotkajmy się w barze za pół godziny? (:*
            Jestem zadowolona, że jest wolny, ale nie jestem pewna czy chcę iść do baru. W Maywood jest tylko jeden bar, więc wiem, że właśnie ten ma na myśli. Zdaje się, że Four i jego znajomi często tam bywają, więc może to nie jest dobry pomysł. Ale dlaczego miałaby mnie obchodzić obecność Four? Będę tam z przyjacielem, więc to nie powinno mieć znaczenia. Wysyłam szybko wiadomość do Reeve.
            *Okej(:*
            Powiedział pół godziny, a dotarcie do baru zajmuje piętnaście minut, co daje mi tylko piętnaście minut na wyszykowanie się.
            Jak zwykle, nie mam nic przyzwoitego do ubrania. Wszystko co mam to dżinsy i koszulki, muszę zapamiętać, że muszę kupić sobie nowe ubrania. Wkładam na siebie czysty t-shirt i dżinsy. Idę do szafy aby poszukać czegoś, co zakryje moją brzydką koszulkę. Większość moich okryć wierzchnich to bluzy, które mam od wieków, ale mam też jeden ładny żakiet, który lubię zakładać okazjonalnie. Jest to jednolity niebieski żakiet, decyduję się go założyć. Nie ma suwaka, więc się nie zapina, ale w barze i tak zazwyczaj jest ciepło.
            Skoro wychodzę, to powinnam nałożyć na twarz trochę makijażu. Nie chcę wyglądać jak zombie.
Wyciągam swoją maskarę i przeciągam kilka razy szczoteczką po rzęsach. Wyglądają na pełniejsze i ciemniejsze, co sprawia, że moje oczy się wyróżniają. Ostatnimi czasy niebieskość moich oczu trochę zbladła, ale makijaż dodaje im blasku.
            Biorę swój telefon oraz klucze i kieruję się do drzwi. Dobrze byłoby wyjechać trochę wcześniej, ponieważ dzisiaj jest sobota, co oznacza, że na drodze może być trochę większy ruch niż zazwyczaj. No i zawsze to lepiej być za wcześnie niż za późno.
            Po wyłączeniu w domu wszystkich świateł, wychodzę na dwór do swojego samochodu. W ciągu dwudziestu minut, odkąd weszłam do domu temperatura nieco spadła.
            Szybko wchodzę do samochodu i uruchamiam ogrzewanie. Kiedy wewnątrz auta jest już ciepło, wycofuję się z podjazdu i wyjeżdżam na ulicę.
            Chmury wiszą nisko na niebie, a miasto okrywa cienka warstwa mgły. Włączam światła aby mieć lepszą widoczność. Wyjazd z mojego małego ”sąsiedztwa” nie jest najłatwiejszą sprawą kiedy jest ciemno i mgliście. Muszę jechać powoli i ostrożnie, bo mogą się tu kręcić zwierzęta. Nie mogłabym sobie wybaczyć, gdybym uderzyła samochodem w jakieś zwierze.
            Udaje mi się wyjechać z łąk otaczających mój dom i dojechać do cywilizacji. Pomimo tego, ze jest sobota, na drodze nie ma tylu samochodów ile spodziewałam się że będzie.
            Kiedy dojeżdżam do baru, zauważam kilka pustych miejsc parkingowych . Dwa z nich znajdują się tylko o kilka miejsc od budynku, więc tam zatrzymuję swoje auto. W momencie kiedy zatrzymuję samochód, na miejsce obok wjeżdża motor.
            Gapię się na osobę siedzącą na motocyklu, nie miałam takiego zamiaru, ale ten ktoś wygląda znajomo. Kiedy zdejmuje swój kask uśmiecham się i wychodzę z samochodu.
            - Reeve? – mówię, a on się do mnie uśmiecha. – Jeździsz motocyklem?
            - Hej Hunter. I tak, kupiłem tego łobuza gdy skończyłem osiemnaście lat. – mówi poklepując pojazd nadal na nim siedząc.
            - Wow, musiał kosztować fortunę, jest całkiem ładny. – komplementuję go.
            - Cóż, dzięki Hunter. – mówi posyłając mi wesoły uśmiech. – Powinniśmy wejść do środka, na zewnątrz jest trochę zimno. Nie chcę robić nic w stylu gentelmana jak na przykład dać ci moją kurtkę. – żartuje.
            - Ale ja już mam na sobie kurtkę. – odwzajemniam uśmiech.
            - Dobrze, bo nie czuję się dzisiaj jak gentleman. – mówi, a jego uśmiech rośnie. Jego zęby są idealne i takie białe. Nie wiem jak to się stało, że dopiero teraz to zauważam, ale generalnie jest bardzo atrakcyjny. Jego proste blond włosy sterczą wokół jego głowy, a jasne oczy pasują do uśmiechu.
            Wchodzimy do środka i jestem wdzięczna, że nie jest tak tłoczno, jak było wczorajszej nocy gdy byłam tu z Four.
            Dobrze, ze nie sprawdzają tutaj dowodów, gdyby je sprawdzali to pewnie połowa osób które tu są, nie mogłaby tu być.
            Reeve prowadzi mnie do kilku pustych stołków przy ladzie i oboje siadamy. Pani za ladą nalewa alkohol do kilku małych kubków i podaje je dwóm facetom siedzącym obok nas.
            - Zdrówko! – mówią oboje i stukają się szklankami. Przechylają głowy do tyłu i wlewają w siebie alkohol. – Więcej, więcej, więcej! – podśpiewują, podając szklanki pani za ladą.
Reeve i ja się śmiejemy, a później odwracamy się dwóch facetów. – Pijesz? –pyta.
            - Nie, pijam tylko wodę i sok. – mówię, a Reeve się śmieje.
            - Woda i sok? No dawaj Hunter, pożyj trochę! – mówi i wtedy ja się śmieję.
            - Nie wiem czy alkohol w moim ciele to dobry pomysł. – mówię mu.
            - Okej, ale jeśli zmienisz zdanie, to tu jest mnóstwo alkoholu. – mówi i przenosi swoją uwagę na panią za ladą.
            - Dla mnie J&B a dla tej dziewczyny Shirley Temple (cytrynowa woda, sok pomarańczowy lub lemoniada) bez alkoholu. – Reeve mówi uśmiechając się słodko.
            - Jasne, już się robi. – mówi.
            - Shirley Temple? Nie mam dwunastu lat. – mówię, ale nie w szorstki sposób.
            - Więc mówisz, że nie lubisz „Shirley Temple”? Jeśli tak, ja to chętnie wypiję. – przechyla głowę i ukazuje swój czarujący uśmiech. Poznałam go ledwie dzisiaj rano, a już czuję, że mogę mu zaufać.
            - O nie, wypiję to. Trzymaj się swojego BMW czy coś tam. – mówię, nie pamiętam co dokładnie zamówił.
            - J&B Hunter. BMW to marka samochodowa. – mówi śmiejąc się.
            - Oh. Cóż, nieważne. Nie wiem zbyt wiele o drinkach. – mówię.
            - Tak, ani o samochodach. – drażni się.
            Pani zza lady podaje nam drinki i uśmiecha się do mnie gdy wręcza mi mojego. Pewnie wie, że jestem nieletnia.
            - Dzięki Megan. – Reeve mówi do niej gdy podchodzi do kolejnych klientów.
            - Megan? Często tu przychodzisz? – pytam ze śmiechem.
            - Okazjonalnie. – uśmiecha się. – Ale hej, zdrówko! – mówi, naśladując facetów, którzy pili kolejkę szotów tuż po naszym przybyciu.
            - Zdrowie! – mówię i stukamy się szklankami.
            Mam nadzieję, że Reeve nie wypije zbyt dużo, bo przecież nie może wracać do domu pijany. Ale nie wygląda na kogoś, kto podjął by taką głupią decyzję.
            Po chwili rozmowy i dokończeniu naszych drinków, rozpoczyna się gra w bilard. – Chcesz zagrać? – pyta mnie.
            - Ja? Grać w bilard? – śmieję się. – Nie jestem pewna czy to dobry pomysł, nie jestem dobra w takich rzeczach.
            Reeve tylko się śmieje. – Albo bilard albo rzutki. – mówi kiwając głową w stronę ściany z tablicami i rzutkami.
            - Cóż, - mówię myśląc o tym. – są mniejsze szanse, że skrzywdzę kogoś grając w bilard, więc niech będzie bilard. – mówię.
            Nawet jeśli nic dzisiaj nie piłam, to czuję się pijana od wypicia pełnego cukru Shirley Temple. Nie pijam słodkich napojów zbyt często, więc jestem na cukrowym haju.
            Wyjmuję z szafki dwa kije i podaję jeden do Reeve’a.
            - Dzięki Hunter, upewnię się, że dodam to do listy uprzejmych rzeczy, które dla mnie zrobiłaś.  – żartuje.
            - Oh, więc teraz prowadzisz o mnie listę? – pytam. Zdaje się, że on zawsze sprawia że się śmieję.
            - Jasne, że tak. – uśmiecha się i układa bile na środku stołu.
            - Mhmm i gdzie jest ta twoja lista? – pytam.
            - W dzienniku, którego nie mam, w domu, którego nie kupiłem. – mówi, a ja się śmieję.
            - Okej, jasne że tak. Zagrajmy zanim staniesz się jeszcze bardziej dziwny. – mówię, zerkając na niego podejrzliwie, ale tylko dla żartu. Mam nadzieję, że jeden drink go nie upił, albo będę musiała odwieźć go do domu.
            - Jasne księżniczko. – mówi i powoli zdejmuje osłonkę z kul.
            - Księżniczko? Jesteś zabawny. – mówię z oczywistą nutą sarkazmu w moim głosie.
            - Tak księżniczko. – mówi.
            - Właśnie dlatego, wybijam pierwsza. – mówię i żartobliwie go odpycham od stołu, tak abym mogła wydać ruch.
            Nie do końca wiem jak uderzyć w kulę, a kij dziwnie pasuje do mojej ręki, alei tak wydaję swój ruch. Kij uderza białą bilę, która toczy się ku kolorowym kulom. Bile toczą się we wszystkie strony, ale żadna z nich nie wpada do dziury.
            - Aw, cholera, zdaje się, że księżniczki po prostu nie są dobre w bilard. Posuń się i podziwiaj mistrza. – mówi Reeve. Skupia się na białej kuli i delikatnie ją uderza. Bila uderza w pomarańczową kulę, która toczy się prosto do dziury.
            - Popisujesz się.
            - Tylko robię to co umiem najlepiej. – uśmiecha się. – Pozwolę ci wziąć kolejny ruch.
            - Nie pobłażaj mi. Nie potrzebuję twojej litości. – mówię, a on się tylko śmieje.
            - Więc nie chcesz darmowej kolejki? – pyta.
            - O nie, biorę ją. – mówię i podchodzę do białej kuli.
            Sprawdzam swoje opcje. W pobliżu dziury jest żółta pasiasta kula i niebieska. Żółta wygląda na łatwiejszy ruch, więc celuję w nią. Pochylam się nad stołem i wychylam rękę w tył. Zanim wychylę ją do przodu, czuję na ręce uścisk.
            - Robisz to źle, Hunter. – mówi zza mnie Reeve. Pochyla się nade mną i bierze moją rękę w swoją. – Ustaw swoje palce w ten sposób.
            - I nie ściskaj kija tak mocno. – mówi mi do ucha.
            Jego oddech jest ciepły i przypomina mi Four. Sposób w jaki Four staje za mną i szepcze mi do ucha. Sposób w jaki jego ciepły oddech zderza się ze skórą mojej szyi i wysyła dreszcze w dół kręgosłupa.
Stop. Nie mogę ciągle myśleć o Four. Wypycham go w tył moich myśli.
            Słucham rady Reeve i wymachuję ręką, tym razem delikatnie uderzając w bilę. Biała kula uderza żółtą, która toczy się wprost do dziury.
            - Widzisz księżniczko, to nie było takie złe. – Reeve mówi cofając się o krok.
            - Też mi się tak wydaje. – mówię zaskoczona tym, że mi się udało.
            Grupa głośnych ludzi wchodzi do baru. Wtaczają się do środka z głośnym śmiechem. Spoglądam na nich przez ramię i natychmiast sztywnieję.
            Grupa przyjaciół Four wchodzi do baru, śmiejąc się i rozmawiając. Stormy, Thor, Trip i Gunner, wszyscy podchodzą do boksu i tam siadają. Jestem zaskoczona, gdy nie widzę przy nich Four, ale ten jeden raz, odczuwam ulgę, że go tam nie ma. Nie wydaje mi się, że jestem w nastroju na spotkanie z nim.
            - Znasz ich? – Reeve pyta, wyrywając mnie z moich rozmyślań.
            - Um, tak, tak jakby. – mówię. – Ale nie za bardzo, nie martw się tym. – uśmiecham się do niego.
            - Okej, cóż, znowu twoja kolej. – mówi mi.
            Dokończenie naszej gry zabiera nam jakieś piętnaście minut. Kończy się wygraną Reeve’a, ale nie jakąś dużą różnicą. Jestem w tym lepsza niż myślałam i w sumie to całkiem fajna zabawa.
            Wraz z końcem naszej rozgrywki, Shirley Temple przepłynęło przez całe moje ciało i teraz muszę skorzystać z łazienki. – Hej, zaraz wrócę, muszę skorzystać z toalety. – mówię mu.
            - Okej, ustawię kolejną grę. – mówi, a ja odchodzę do łazienki.
            Zostawiam Reeve przy stole bilardowym i idę do toalety. Kilku pijanych facetów macha do mnie podczas mojej drogi do celu, ignoruję ich. Wszyscy wyglądają na starych i mają piwne brzuchy.

            Gdy skręcam za róg aby dostać się do toalety, prawie upuszczam swój telefon. Four stoi przy łazience z zaciśniętymi pięściami. Na twarzy ma wymalowaną agresję, a jego oczy są czerwone.

26 komentarzy:

  1. Świetny rozdział :) juz nie mogę się doczekać następnego ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. czy ona zawsze musi się wpakować w kłopoty i wchodzić w konflikt z Four? faken. Do następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Emocje rosną!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaaaa Tour jest zły. I zaraz się pewnie okaże ze Styles zna się z Reeve :) a może to bracia ? Nie zdziwie się jak łączy ich jakaś wspólna rzecz a może śmierć dziewczyny Reeve ?

    Next next next

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorry miało być Four :D ja i klawiatura w tele się nie dogadujemy

      Usuń
  5. Kiedy next ?

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy next? ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Będzie kolejny?

    OdpowiedzUsuń
  8. Łoszz matko, a temu co? Tzn. co z Four... Hmm pewnie się wkurzył jak zobaczył swoją kobietę z innym hehe 😝 Zaczynam się zastanawiać czemu tak mało ludu komentuje, bo przecież to jest tak genialne ff! CO Z WAMI LUDZIE?? 😲 Aaaa no tak, zapomniałbym o czymś...muszę natychmiast zawiadomić przyjaciółkę o nowych rozdziałach! Dziwne że jeszcze tego nie zrobiłam ehh

    OdpowiedzUsuń
  9. Yaaaas w końcu się doczekałam! Dzięki za info Bjons 😜 Kurczę, ogólnie to spodziewałam się tego po Four...tego że w końcu mu odbije i nie będzie już taki święty ( okk on nigdy nie byl i nie będzie święty, erotoman jeden xd ) i cóż, jak widać wszystko się spełniło... Ehhh jak za tęskniłam!!! Mam nadzieję że będziesz kontynuować to tłumaczenie bo to ff jest naprawdę, naaaaprawdę genialne 😘😘😘 Chęci i czasu życzę. Kłaniam się 😉

    OdpowiedzUsuń
  10. Heeej, jestem tutaj nowa i czytam blog od niedawna :) Ogolnie mysle, ze fanfiction jest naprawde bardzo interesujace i godne uwagi :) Na pewno moge obiecac ze bede stala czytelniczka ;) mam nadzieje ze bedziesz dalej tlumaczyc bo zauwazylam ze dosc dawno cie tu nie bylo, tlumaczko :) xoxo

    @HalooImHere

    OdpowiedzUsuń
  11. Będzie nowy rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  12. coś się stało,że nie dodajesz?

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedy kolejny ? Wszystko dobrze ?

    OdpowiedzUsuń
  14. Czy ktoś zgodzi się na przejęcie tłumaczenia. Patrzyłam na oryginał i jest aż 79 rozdziałów i epilog :o

    OdpowiedzUsuń
  15. Halooo czy jest tu ktoś kto to tłumaczy ? Chce przeczytać całość . prooooosze

    OdpowiedzUsuń
  16. Przeczytałam wersję angielską. Masakra.On ją zabije.Harry strzeli jej kulką w głowę. ����

    OdpowiedzUsuń
  17. Czy ktoś wie cos na temat tłumaczki ? Czy będzie Kończyc to FF wgl. ?

    OdpowiedzUsuń
  18. Jakie kurwa zabije ryplo.. !? :o
    Będzie to ff tłumaczone wgl ???

    OdpowiedzUsuń
  19. Ma ktoś link do angielskiej wersji? Bo szukałam ale nie moge znaleść. A bardzo chce przeczytać

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz motywuje! ☺