poniedziałek, 17 lutego 2014

Chapter 7.

- Uch, Nie pamiętam jego imienia. Było bardzo dziwne, coś jak Three? Nie, myślę, że to było... Four?- odpowiada.
- C-co?- mówię.
Co? Dlaczego Four tu jest?
- Taa, myślę, że to był Four. Może to Six, naprawdę nie jestem pewien.- odpowiada niepewnie.
Nie jestem w satnie nic powiedzieć, jestem w wielkim szoku. On powiedział, że nie nigdzie ze mną wychodzić. Wstaję, zostawiam tatę siedzącego na moim łóżku i zbiegam po schodach.
Four stoi w drzwiach, ubrany jak zwykle, na czarno. Granatowa bandama trzyma jego włosy zaczesane do tyłu. Spogląda na mnie gdy wpatruję sie w niego w szoku. Wydaję się być prawie tak samo zaskoczony jak ja.
- Um, co ty tu robisz?- pytam, nie potrafię dobrać słów.
- Zabieram cię ze sobą, pamiętasz? Mówiłem ci, że będę po ciebie o siódmej.- mówi jakbym zapomniała czy coś.
- Um, pamiętam też, że powiedziałeś mi, że nie chcesz mnie nigdzie zabierać. Nie pamiętasz tego?- mówię.
Dlaczego on tu jest? Chcę tylko żeby mnie zostawił.
- Myślałaś, że mówiłem serio? Zamierzam cię gdzieś zabrać, tej nocy. Zamierzasz tak wyjść?- mówi oglądając moje ciało od góry do dołu. Czuję się trochę niekomfortowo. Jestem ubrana w za dużą koszulkę ale nie mam na sobie biustonosza. Spodnie mam podwinięte pod kolana a moje włosy są potargane po śnie.
- Kto powiedział, że pójdę z tobą?- pytam i krzyżuję ramiona, jak zwykle.
- Cóż, w pewnym sensie ty, pytałem cię.-odpowiada.
Pytał mnie? I wziął to automatycznie za zgodę? Ktokolwiek uczył go manier, nie udało mu się.
- To nic nie znaczyło. Nie zamierzam nigdzie z tobą iść.- mówię.
- Nie możesz być sztywniarą cały czas. Potrzebujesz trochę zabawy,raz na jakiś czas.
Dlaczego on tak bardzo chcę żebym poszła? To nie tak, że lubimy siebie nawzajem. To znaczy, kiedy go widzę mam ochotę po prostu krzyknąć mu w twarz. Znam go trzydzieści godzin i już mogę powiedzieć, że go nie lubię.
- Nie jestem sztywniarą.- odpowiadam.
- Tak, jesteś.
- Nie, nie jestem.
- Tak, jesteś.- słyszę mojego tatę z mojego pokoju.
On nie może być poważny słuchając naszej rozmowy.
- Tato!- odkrzykuję.
- Widzisz, jesteś sztywniarą.- Four śmieje się.
- Nie, nie jestem sztywniarą!- Nienawidzę kiedy on po prostu stwierdza, że nie robię niczego zabawnego.
- Udowodnij to.
- Co?
- Udowodnij, że nie jesteś sztywniarą. Wyjdź ze mną dzisiaj i pokaż jak elastyczna jesteś.
Myślę o tym przez sekundę. Jak złe może to być? Znaczy, to tylko jedna noc. Najprawdopodobniej nie będzie długa. Nie chcę mieć z nim dzisiaj do czynienia ale chcę udowodnić mu, że nie jestem sztywniarą i może mnie zostawić.
- Dobra, ale pod jednym warunkiem.- mówię.
- Jakim?- pyta.
- Obiecasz, że nie będziesz dupkiem. Żadnych uwag, spróbuj zachowywać się jak dżentelman.- odpowiadam.
Nie wiem czy on sobie z tym poradzi, ale chce zobaczyć czy chociaż spróbuje.
- Masz moje słowo.
- Okej, daj mi kilka minut na przebranie się.- mówię i odwracam się w stronę pokoju.
Mój tata wychodzi z pokoju z uśmiechem na twarzy. Nigdy naprawdę  nie miałam chłopaka i nie potrafię opisać jak bardzo teraz jest podekscytowany.
- To dużo czasu dla nas aby się poznać.- mówi kładać swoją dłoń na moim ramieniu.
Z niecierpliwością na to czekam. Prawdopodobnie zada mu kilka osobistych pytań. Powinnam dać im trochę czasu na to "poznania się"
- Zrób to.- mówię i wchodzę do pokoju.
Zamykam drzwi.
Nie mam pomysłu w co się ubrać, co powinnam założyć na randkę? Nie wiem gdzie idziemy, więc co do cholery mam włożyć.
Otwieram moją szafę i przeglądam ubrania. Mam spodnie, koszulki i bluzy. Więcej spodni, więcej koszulek i więcej bluz. To naprawdę wszystko co ubieram?
Sprawdzam tył szafy, mam jedną sukienkę. Założyłam ją na ślub cioci, kilka lat temu, jest to zwykła, niebieska sukienka, wykonana z szyfonu. Co ja sobie myślę? Nie ubiorę sukienki. Nienawidzę sukienek. Plus, jest bardzo zimno na dworze, więc pewnie bym zamarzła.
Wybieram ciemne spodnie, bluzę i zakładam czarną kamizelkę na moją kurtkę aby dała mi więcej ciepła. Moja szuflada z skarpetkami jest pełna ich różnych rodzajów, ale wybieram pare puchatych, zielonych skarpet. Zawsze utrzymują moje stopy ciepłe. Wkładam je i wsuwam na nie jasnobrązowe buty. Wyglądają jak Ugg'sy*, ale nigdy nie mogłam sobie pozwolić na te buty, więc są one tylko podróbkami.
Kiedy patrzę w lustro moje włosy sa roztrzepane. Wolne kosmyki włosów latają wokół mojej głowy i tylko połowa z nich jest w kucyku. Zdejmuję gumkę z włosów i rozczesuję je. Są trochę kręcone, ale nie obchodzi mnie to. Znaczy, to tylko Four. Wątpie, żeby zwaracał uwagę na to, jak wyglądają moje włosy.
Otwieram drzwi i wychodzę z pokoju. Słyszę radosne okrzyki i oklaski. Kiedy schodzę po schodach, Four siedzi na kanapie i klaszcze razem z moim tatą do telewizora. Spoglądam w stronę odbiornika. Jakiś koleś w koszulce Jersey biegnie wzdłuż boiska. Kilku innych facetów biegnie za nim ale nie są tak samo szybcy. Facet z piłką dobiega do końca a jego koledzy z drużyny dopingują go.
- Przyłożenie!- mój tata krzyczy i przybija piątke z Four.
Co?
- To było około 55 metrów. To było dobre.- Four mówi.
Kaszle głośno aby zwrócić na siebie uwagę. Oboję spoglądają na mnie a Four wstaję.
- Miło było pana spotkać, panie Goode, ale prawdopodobnie powinieniem już iść.
- Ciebie też, Five.- mówi mój ojciec i klepie chłopaka po plecach.
- To Four, tato.- mówię niecierpliwie.
- Five brzmi lepiej. Brzmi jak imię.- odpowiada i obaj zaczynają się śmiać.
Podchodzę do drzwi i otwieram je.
- Miło mi było pana spotkać, do zobaczenia później.
- Nawzajem, Five. Przywieź ją do domu przed północą, proszę.
- Robi się, sir.- Four mówi i podąża za mną do drzwi, zamykam je za nim.
Podchodzimy do jego samochodu w ciszy, żadne z nas nie powiedziało ani słowa. Kiedy wchodzimy do auta decyduję się przerwać tą ciszę. Nie chcę aby ta cała radnka była dla mnie niezręczna.
- Więc, lubisz piłke nożną?- mówię zapinając swój pas.
Tak naprawdę nigdy nie widziałam Four'a jako fana sportu.
- Nie, właściwie to nie mogę tego znieść.- odpowiada zwyczajnie.
- Co? Ale ty kibicowałeś z moim tatą?- mówię ale to bardziej brzmiało jak pytanie.
- Wiem, ale chcę aby twój tata mnie lubił. Oczywiście polubi mnie jeśli będzie myślał, że jestem fanem jego ulubionej drużyny.
- Dlaczego chcesz aby cię polubił? Nie spotkacie się więcej. Wychodzimy razem dzisiaj i tylko dzisiaj. Ty i ja nie jesteśmy przyjaciółmi, kompanami czy coś innego. Jesteśmy niczym.- mówię.
Od razu poczułam się źle, brzmiałam bardzo cierpko. Najprawdopodobniej moglibyśmy być przyjaciółmi gdy on nie był dupkiem.
On nic nie odpowiedział. Tylko odwrócił wzrok na drogę, jechaliśmy w ciszy i ciemnościach. Na szczęście nie pada. Ostatnio bardzo często padają deszcze, teraz niebo jest czyste a droga jest sucha. Mogę nawet ujrzeć błyszczące gwiazdy na niebie.
Kątem oka spoglądam na Four'a. Wygląda na skupionego na drodze ale widzę, że myślami zawędrował gdzie indziej. Wygląda na bardzo rozproszonego. Prawdopodobnie powinnam zacząć jakąś rozmowę albo zignorować go.
- Więc, gdzie jedziemy? - pytam próbując rozjaśnić nastrój.
Jego twarz wygląda na trochę bardziej zrelaksowaną.
-Niespodzianka.- odpowiedział wracając wzrokiem na drogę.
- Och, no dalej, możesz mi powiedzieć.- mówię.
Teraz jestem bardziej ciekawa niż kiedykolwiek. Mam na myśli, co może być do robienia w tym małym mieście?
- Nope, niespodzianka jest lepsza. Przyjmując, że więcej nigdzie ze mną nie wyjdziesz.- powiedział dając mi zarozumiały uśmieszek.
- Nie, myślę, że powinieneś być szczęśliwy, że zostaniesz zobaczony ze mną publicznie.- Uśmiecham się.
- Jestem szczęśliwy.- Mruga.
Czy on... flirtuje?
Nie chcę żeby myślał, że jest to randka, to tylko spotkanie abym udowodniła, iż nie jestem sztywniarą.
Wjeżdżamy na opustoszały parking. Jest tu jeden budynek z kilkoma świecącymi latarniami otaczającymi go. Zaparkowanych jest tu tylko kilka aut i wygląda to tak jakbyśmy byli w środku pustkowia.
- Wywiozłeś mnie tutaj aby mnie zabić?- Żartuję i oboję zaczynamy się śmiać.
- Tak, teraz bądź cicho i nie mów ani słowa, wtedy załatwie to szybko.- On również żartuję i kładzie swoją dłoń na moich ustach abym nie mogła mówić.
Liżę jego dłoń a on od razu ją odsuwa.
- Teraz muszę umyć ręke.- mówi wycieracjąc dłoń o spodnie.
Wieć, co to za miejce?- pytam kiedy podchodzimy do wejściowych drzwi.
Słowa Champions Arms namalowane są na drzwiach na pomarańczowo.
- Champions Arms?
- Taa.- odpowiada a na jego twarzy pojawia się dumny uśmiech.- Chciałbym pokazać ci moje ulubione zajęcie.- Otwiera drzwi i wchodzimy.
Pierwszą rzeczą, którą widzę jest duża ściana z bronią. Są tam małe i duże pistolety, wypasione, skromne, ciemne, jasne, proste, wyglądające na skomplikowane, wszędzie pistolety. Śmierdzi tu mieszanką petard i palonej gumy. Jest tu rząd drewnianych stołów, każdy oddzielony szklaną ścianką. Za stołami są zasięgi. Nie ma tu ścianek, więc tu jest wyjście na zewnątrz.  Na zewnątrz jest wiele światła, więc właściwie można zobaczyć co tam się znajduję. Jest tam kilka drzew i obszary z celami. Każdy strzał zaskakuje mnie. Są głośne, Brzmią jak małe wybuchające bomby w moich uszach.
- Strzelnica?- mówię niepewnie.
Sądze, że nie wytrzymam tutaj długo.
- Tak, zamierzam nauczyć cię strzelać.- Four odpowiada.
- Um, ja...- zaczynam mówić ale on odchdzi ode mnie w środku zdania.
Podążam za nim do mężczyzny za ladą, która jest przy początku ściany wypełnionej różnego rodzaju bronią. Facet ma parszywą, szarą brodę i tatuaże, które pokrywają całe jego ręce i szyję. W brwiach i nosie ma piercing.
- Hej Dan, daj mi bravo squad assault**, a jej, podstawowy karabin maszynowy. Prawdopodobnie będzie potrzebowała też zatyczki. Och, i około 50 kul do każdego.- Four mówi do faceta za ladą.- Chcesz kamizelkę?- Odwraca się do mnie i pyta.
- Co? Jestem już w kamizelce?- Dlaczego on mnie o to pyta, skoro mam już jedną?
On śmieję się i spowrotem odwraca się twarzą do gościa za ladą.
- I jedną małą kamizelkę.
facet wchodzi do pokoju za kontuarem.
- Kuloodporna kamizelka. Nie chce abyś skończyła zastrzelona, myślę, że twojemu tacie by się to nie spodobało.- Four śmieję się.
- Co? Nie będę strzelała; nie. Czy to jest chociaż legalne?- Na pewno nie będę strzelała z broni, nie wiem jak to się używa.
Nie ma mowy żebym strzeliła chociaż raz kiedy w pomieszczeniu będą inni ludzie. To niebezpieczne.
- Tak, to jest legalne i tak, ty będziesz strzelać. Jest dobrze, nauczę cię. Tylko, musisz się upewnić, że nie trzymasz go odwrotnie.- On żartuje.
- Nie wiem, a co jeśli to boli?- Słyszałam, że od strzelania bolą ręce i cieśnienie jest bolesne.
- To nie boli, tylko zaufaj mi. To będzie zabawa.- zapewnia mnie, ale nie czuję się komfortowo będąc w tym miejscu.
Kolejny strzał, ten jest głośniejszy od reszty. Dźwięk zaskakuję mnie i cofam się.  Nie potrzbuję pomocy ale zaczęłam lekko panikować przez te głośne dźwięki. To nie jest to co działo się 10 lat temu.
- Nie wiem czy to...- mówię niepewnie do siebie.
Co powiedziałby mój tata gdyby dowiedział się, że jestem w strzelnicy z chłopakiem, którego nie znam.
- Przestać być niepewna wobec siebie i udowodnij mi, że nie jesteś sztywniarą. Albo będe tak mówił do ciebie. Albo może wymyśle nowe przezwiska dla ciebie.- powiedział dając mi mały karabin.
Na prawdę powinnam do zrobić? Mam na mysli, że strzelnica to duży pierwszy krok. Nigdy nawet nie widziałam prawdziwej broni, a teraz mam z niej strzelać. Co jeśli w kogoś trafię? Co jeśli przypadkowo trafię w Four'a lub siebie?
Muszę przestać panikować. Nic takiego się nie stanie; moge to zrobić.
Siegam po broń i biore mały karabin w swoją dłoń. To jest cięższe niż na to wygląda. Metal, z którego jest zrobiony jest zimny i połyskuje.
- Okej, teraz nie strzelaj tym dopóki nie będziemy w strzelnicy, dobrze?- mówi.
- Okej.
Four idzie do dwóch rzędów i kładzie cały sprzęt. Tam jest duży stół między rzędami do położenia na nim. Chłopak otworzył małe pudełko z małymi kawałkami metalu. Myślę, że to kule.
- Ile to kosztuje?- pytam.
Wygląda to na bardzo drogie.
- Wszystko? Dużo. Ale jest okej. Pracowałem tu kiedyś, więc mam zniżkę.- Wyjmuje dwie kamizelki z torby.
Jedną podaje mi a drugą zakłada na siebie.
- Dlaczego masz kamizelke?- pytam go.
- Cóż, to twój pierwszy raz. Nie chce ryzykować.
- Skąd wiesz, że to mój pierwszy raz?
- Moge powiedzieć przez sposób w jaki twoje dłonie trzęsą się pierwszy raz dotknęłaś broni.- mówi próbując wstrzymać śmiech.
- Och, zamknij się.
Spoglądam na obszar gdzie będziemy strzelać. Mam nadzieję, że nitk się tam nie czai, jeśli jest ktoś na tyle głupi aby chodzić po strzelnicy.
- Więc, w co będziemy strzelać?- pytam.
Four przestaję robić to co robił i spogląda na obszar strzelecki. Mruży oczy i porusza oczami tam i spowrotem.
- Jest późno i zwierzęta nie wychodzą, szukasz celów ukrytych w drzewach, takich jak nietoperz. Ale jeśli trafisz w sowę, będę pod wielkim wrażeniem.
- Zwierzęta? Co? Nie ma mowy, ne strzelę w zwierzę!- protestuję.
Nie ma mowy żebym zraniła jakiekolwiek niewinne zwierzę. W pierwszym roku od otrzymania prawa jazdy potrąciłam małą mysz. Płakałam kilka dni. To była najgorsza rzecz jaką kiedykowliek zrobiłam.
- Jak chcesz, albo ty albo ja je zastrzele.- powiedział i załadował broń z kilkoma kulami.
Nie mogę uwierzyć, że on nawet nie przemyślał strzelania do zwierząt.
Po załadowaniu broni podszedł do mnie i pomógł mi.
- Tutaj.- powiedział wręczając mi dwa małe, żółte, wyglądające jak cukierki, objekty.
- Co to?- pytam.
- Zatyczki do uszu.- mówi upuszczając je na moją otwartą dłoń.- Potrzebujesz tego.
Biorę zatyczki i wrzucam je do kieszeni, użyję ich gdy zaczniemy strzelać.
Four zabiera ode mnie mały pistolet i ładuję w niego kilka naboi.
- W ten sposób będziesz go trzymać.- mówi wkładając małą broń w moje dłonie.- Tutaj.- mówi pokazując palcami jak poprawnie trzymać.- Trzymaj palce poza spustem dopóki nie jesteś gotowa do strzału.- powiedział zdejmując mój palec ze spustu.
- Okej, lewą ręke używasz do owinięcia drugiej strony ramy, o tak.- mówi biorą moją lewą dłoń i zawijając moje palce wokół drugiej strony ramy, tak jak powiedział.
To uczucie jest dziwne. To dziwne, trzymam broń używaną do morderstwa w swoich dłoniach.
- Upewnij się, że twoje kciuki skierowane są do punku celu. Celuj w co chcesz. Zamknij swoje dominujące oko i trzymaj stopy w takim samym rozstawieniu co ramiona. Dla dobrej równowagi zegnij powoli kolana.- Stanął teraz za mną.- Rozluźnij ramiona. Nie bądź taka spięta, to może wystraszyć twój cel.- powiedział kładąc swoje dłonie na moich ramionach.
Jego dotyk wysłał prąd przez moje ciało.
- Odbezpiecz spust.- mówił powoli do mojego ucha.- Ciągle patrz na swój cel, nie spuszczaj z niego wzroku.- Jego głos jest wolny i cichy.
Jego dłonie nadal są na moich ramionach a on jest bardzo blisko, czuję jego gorący oddech na swojej szyi, wysyła dreszcze po całym moim ciele.
- Teraz.- Zaczyna i jego ręce przesuwają się w dół mojego ciała.- Kiedy będziesz gotowa, naciśnij spust.
Zamykam swoje lewe oko, trzymam prawe na moim celu; małe czerwone i czarne kółko ukryte jest w drzewie. Biorę mały wdech a sekundę później wydech.
Powoli naciskam spust, słyszę ciche kliknięcie po którym następuje głośny wybuch.


* to takie EMU jakby ktoś nie wiedział
** nie wiedziałam jak to dokładnie przetłumaczyć, ale wygląda to jak taki większy karabin maszynowy, przynajmniej tak mi powiedziało google ;)


____


Four, jakiś ty romantico

wgl to chce wam powiedzieć, że rozdział sprawdziłam tak 75% bc musze szybko dodać i
możliwe, że przez dłuższy czas nie będę dodawała rozdziałów bc wczoraj się okazało, że laptop trzeba oddać do serwisu :)))))) też się cieszę

CZYTASZ=KOMENATRZ

8 komentarzy:

  1. w końcu się rozkręcają :D czekam na dalszy ciąg z niecierpliwością! powodzenia w dalszym tłumaczeniu xx

    OdpowiedzUsuń
  2. hsdfbghszdbxszjd *.* TAAK!
    Nie mogę się już doczekać następnego rozdziału! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Robi się hottt :D. Podoba mi się to xd.
    @EdziaCyrklaff

    P.S. Jeśli chcesz to mogę Ci pomóc przez tą chwilę jak laptop będzie w naprawie :). Jak będziesz zainteresowana to daj znać na tt xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Chcę więcej! Cholernie mnie ciekawi co będzie dalej.

    Trzymaj się! x

    OdpowiedzUsuń
  5. Awwww. Four Six Three. Awww.
    W sumie dobrze, że ubrała te antygwałty, a nie sukienkę XD
    I Four ''poznający'' się z tatą Hunter omg.
    Wgl jaki tajniak, wyzywa swoją córkę od nudziarzy. Właśnie, Hunter, racja - straszna z ciebie nudziara i boisz się zatyczek do uszu o.O
    Ostatnia scena omg.... Four ręce, ramiona, dół Hunter - nie ważne, oddech, dotyk awww
    Oficjalnie ogłaszam Poison moim ulubionym ff ever forever aww feknwbvui

    OdpowiedzUsuń
  6. tata Hunter >>>>>>>
    zajebisty gość! hahaha
    + harry wymyślił bardzo ciekawą pierwszą randkę, jest szał :D

    dziękuje za informacje o rozdziale, buziaki!
    @oliczek_

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. JAK ZWYKLE PER-ECT ! WRESZCIE AKCJA NABIERA ROZMACHU :) POZDRAWIAM ♥ @HoranFever4ever

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz motywuje! ☺