poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Chapter 15.

            - Hunter? -słyszę tatę wołającego moje imię. Nareszcie wrócił z pracy.
            -Tak tato, jestem w kuchni. -mówię robiąc kanapkę.
              Wszedł do kuchni w swoim roboczym stroju. Jednoczęściowym, granatowym kostiumie. Cienie pod jego oczami pokazywały, że nie spał zbyt długo zeszłej nocy.
             - Hej słonko, przepraszam, że wróciłem tak późno. Mieliśmy w Portland dostawę i pracowaliśmy aż do późnej nocy. Byłem zmęczony i  nie chciałem wracać do domu, podczas niebezpiecznych godzin. -wyjaśnił.                         
            Kiedy mówi niebezpieczne godziny, ma na myśli czas od północy do około czwartej nad ranem. W sobotnie noce w tych godzinach po ulicy zawsze jeżdżą pijane nastolatki.
            -Jest w porządku. -powiedziałam wkładając swoją kanapkę do plastikowej torebki.
            -Więc, słyszałem o wczorajszej sprawie z oknem. Dostałem telefon z policji. Wszystko w porządku? Jesteś ranna? -zapytał oglądając mnie. Położył wierzch swojej słoni na moim czole.
            -Tato, nie mam gorączki -zaśmiałam się.-I tak, wszystko w porządku. Żadne z nas nie zostało ranne.
            -Nas? -zapytał
            -Taa, Four. -powiedziałam. -Pamiętasz?
            - O tak, ten dzieciak. Co robiliście w tym czasie? -zapytał.
            -Tylko pracę domową, mieliśmy projekt z angielskiego, który musieliśmy skończyć – powiedziałam. Szkoda, że żadne z nas go nie skończyło. Będę musiała skończyć swoją część dziś w nocy i prawdopodobnie jego część, ponieważ pewnie jej nie zrobił.
            -Oh, okej. Jak spałaś? Przepraszam, że nie mogłem być w domu. To musiało być straszne. Mam na myśli, nie mogli nawet przysłać policji aby cię pilnować? -zapytał. Brzmiał na nieco sfrustrowanie.
            -Spałam dobrze –powiedziałam i odsunęłam to na bok. Nie chciałam mówić mu o tym, że Four tutaj nocował, ani o tym, że słyszałam coś zeszłej nocy. Szczerze, nie wiedziałam po której części ześwirował by bardziej.
            -Widzę, że zasłoniłaś okno plandeką. Zatrzymałaś deszcz na zewnątrz? To dobry pomysł. Zadzwoniłem dzisiaj po towarzystwo ubezpieczeniowe. Powinni pojawić się tu jutro, aby wstawić nowe okno -powiedział.
            -Jutro? Czy to nie może być dzisiaj? -zapytałam. Wolałabym nie spędzać kolejnej nocy bez okna. Sama myśl o tym, że ktoś z łatwością włamuje się do domu sprawia, że mam dreszcze.
            -Nie, są nieczynni w niedziele. Gdyby było inaczej, ściągnąłbym ich tutaj migiem. Przepraszam, ale musimy poczekać do jutra -powiedział.
            Co jeśli rzeczywiście ktoś był w domu wczorajszej nocy? Co jeśli wrócą do domu dzisiaj i spróbują mnie zaatakować albo porwać?
            Odepchnęłam tę myśl na tył swojej głosy. Brzmiałam kompletnie szalenie i paranoicznie.  To znaczy,  co to za dziwactwa, że po zeszłorocznym incydencie, ktoś chciałby przyjść i mnie porwać?
            -Cóż, muszę iść do pracy. Więc spadam -powiedziałam zabierając swoją torbę i lunch.
            Pracuję na basenie w każdą niedzielę jako ratownik. Instruuję małe dzieci, a czasami starszych ludzi. Pewnego razu drobna, starsza pani poślizgnęła się wchodząc do basenu i miałam szansę ją uratować. Dostałam nagrodę tego dnia i to był prawdopodobnie jestem z moich najlepszych dni.
            Wyszłam na zewnątrz, prosto w zimne powietrze i zamknęłam za sobą drzwi. Deszcz niespodziewanie przestał padać. Mam nadzieję że mój samochód nie padnie, tak jak zrobił to tamtego dnia. Nie wyjdę z pracy do ósmej, a nie chcę być zdana na własne siły nocą, na basenie.
            Nic nie może się stać. Nie ma tam sąsiadujących budynków, pływalnia jest otoczona ulicami i wysokimi drzewami. Jeśli cokolwiek się stanie, nie będzie dokąd uciekać.
            Kiedy samochód odpalił, włączyłam ogrzewanie i wyjechałam na drogę. Dotarcie z mojego domu dokądkolwiek zajmuje wieki. Ja i mój tata dosłownie żyjemy na pustkowiu. Jedyne rzeczy znajdujące się w pobliżu to drzewa i pola. Nie mamy żadnych sąsiadów w obrębie mili od naszego domu.    
            Kiedy docieram do miasta, jadę tą samą trasą, którą poprzednio przemierzałam drogę do baru. Z tym wyjątkiem, że ominęłam go i skierowałam się na małą autostradę aby dotrzeć na basen. 
            Jest dopiero czternasta, a ja pracuję od czternastej trzydzieści. Nienawidzę być za wcześnie, ponieważ nie lubię czekania. Ale nie lubię też być spóźniona, ponieważ wtedy istnieje szansa, że zostanę zwolniona. Nigdy nie mogę idealnie trafić w czas.
            Zaparkowałam samochód na parkingu przed budynkiem, zabrałam swoje rzeczy i wyszłam na zewnątrz. Właśnie zaczął padać deszcz. Padało dosłownie każdego dnia. Przyzwyczaiłam się do deszczu, ale ostatnio ta pogoda wprowadza mnie w zły nastrój.
            Zaraz po tym jak wyszłam z auta, wielka kropla deszczu uderzyła mnie w miejsce pomiędzy brwiami. Zamknęłam drzwi i szybkim krokiem skierowałam się ku budynkowi.
            Gdy wchodzę do środka, od razu uderza mnie zapach chloru i wybielacza. Cały budynek pachnie chemikaliami każdego dnia.
            Przebyłam drogę do szatni i weszłam do pomieszczenia dla pracowników. Mam tutaj swoją własną szafkę, biurko i półkę, aby umieścić na niej swoje rzeczy. Pracuję tylko raz w tygodniu, a i tak mam te wszystkie rzeczy.
            Układam swoje rzeczy na biurku, a następnie zdejmuję koszulkę i spodnie. Kostium założyłam już wcześniej, nie czuję się komfortowo przebierając się przy innych ludziach. Zdejmuję swoje wodoodporne szorty i związuję włosy w wysokiego kucyka.
            Rozpiska pokazująca zajęcia wszystkich dzisiejszych instruktorów wisi na dużej tablicy. Podeszłam do niej aby sprawdzić którą klasę dzisiaj uczę. Przeszukałam całą listę zanim zobaczyłam swoje imię.
            Hunter Goode: wodny aerobik dla osób 60+, basen203
            Jest to jedna z moich ulubionych klas. Starsi ludzie zawsze są mili i nie muszę się nimi opiekować, tak jak robię to z młodszymi pływakami. Starsi są uroczymi osobami, poruszają się powoli i mało mówią.
            Znam większość z nich, a oni znają mnie. Z wyjątkiem pana Jensen’a, starszego pana z plamami wątrobowymi na klatce piersiowej. Zawsze nazywa mnie Blondie albo księżniczką. Wracam do swoich rzeczy i biorę gwizdek, saszetkę z przyborami do ran i rurkę ratunkową.
            Gdy wchodzę do pomieszczenia z basenem mogę zauważyć obecność kilku osób, które się rozgrzewają. Podchodzę do basenu 203 i zostawiam swoje rzeczy na pobliskiej ławce, dopóki nie zacznie się lekcja.
            - Hej Blondie! Czy zamierzasz nareszcie nauczyć nas pływać? –usłyszałam głos starszego mężczyzny.
            Odwracam się aby zobaczyć pana Jensen’a powoli wchodzącego do basenu. Mocno trzyma się barierki, nie odważa się nawet spojrzeć w górę, gdy powolnie schodzi po stopniach basenu.
            -Wie pan, że to nie jest klasa w której uczy się pływać – posłałam mu przyjazny uśmiech.  -To jest wodny aerobik.
            Nic nie odpowiedział, machnął tylko ręką w moją stronę i kontynuował wchodzenie do basenu. Zawsze błaga mnie, abym nauczyła go pływać, a i tak zapisuje się na lekcje wodnego aerobiku. Poza tym nasz oddział nie oferuje lekcji pływania dla osób w jego wieku. To trochę zabawne, bo pan Jensen jest jedynym mężczyzną w tej klasie.
            Przypięłam saszetkę wokół mojej talii i zawiesiłam gwizdek na szyi.
            Po tym jak na basenie pojawiło się o kilka więcej osób, rozpoczęłam swoje zajęcia. Te osoby to jedna z moich ulubionych grup ludzi. Wszyscy są uroczy, poza panem Jensen’em. Zawsze robi jakieś sarkastyczne uwagi, ale przynajmniej robi to w zabawny sposób.
            -Okej ludzie. Wiecie co robić. Zaczniemy od podstawowego rozciągania. Złapcie się za ręce i podnieście je ku górze –powiedziałam i wyciągnęłam swoje ramiona najbardziej jak mogłam.
            Wszyscy seniorowie naśladowali moje kroki. Wykonaliśmy więcej podstawowych ćwiczeń na rozciąganie, zanim przeszliśmy do właściwej części zajęć.
            -W porządku. Teraz każdy podejdzie i weźmie dwa piankowe hantle –podniosłam pudełko z piankowymi hantlami na brzeg basenu, aby każdy mógł je wziąć.
Gdy każdy miał już hantle, ja wzięłam swoje i odstawiłam pudełko w kąt pomieszczenia.
            -To będą ćwiczenia na bicepsy i tricepsy. Wszystko co musicie zrobić to trzymać swoje ramiona równolegle po bokach, z dłońmi zwróconymi do mnie. Kiedy to zrobicie, będziecie podnosić swoje ramiona o 90 stopni w kierunku sufitu. Tak jak ja –powiedziałam demonstrując ćwiczenie.
Każdy po kolei zaczął dołączać do ćwiczenia.
            -Gdy zrobicie dwadzieścia powtórzeń, będziecie obracać swoje ramiona dookoła, tak aby były zwrócone do ściany. Zróbcie tyle samo powtórzeń, ile przy ostatnim ćwiczeniu. –powiedziałam i kolejny raz zademonstrowałam ćwiczenie.
            Podeszłam do krawędzi basenu, aby sprawdzić czy każdy robi to zadanie tak jak powinien. Wszyscy poruszają się powoli, zrobienie tego ćwiczenia zajmie prawdopodobnie pięć minut.
            Kiedy podeszłam do pana Jensen’a, stał nie wykonując ćwiczenia. 
            –Panie Jensen, dlaczego pan nie ćwiczy? –wydęłam usta.
            -Nie chcę robić tych ćwiczeń, chcę pływać –powiedział krzyżując ręce.
            -Nie może pan pływać, jeśli nie może pan wykonać tych podstawowych ćwiczeń, panie Jensen –powiedziałam, upewniając się że podkreślę słowo podstawowych.
-Mogę je zrobić –powiedział.
            -Niech pan to udowodni –odpowiedziałam.
            -Dobrze Blondie! – powiedział. Podniósł swoje hantle i kontynuował wykonywanie ćwiczenia.
            -Tak trzymaj –powiedziałam i wróciłam na przód basenu.
            Wszyscy seniorzy skończyli ćwiczenie w ciągu następnych kilku minut, więc przenieśliśmy się do następnego.
            -Okej, to będzie trochę trudniejsze. Będziecie dotykali swoją pianką swojej stopy. Więc będziecie musieli schylić się i poruszać stopę w tym samym czasie –oznajmiłam po raz kolejny demonstrując ćwiczenie. Podniosłam prawą stopę i dotknęłam pianki z lewej ręki do prawej stopy. Następnie zrobiłam to samo z lewą stopą i prawą ręką. –Spróbujcie zrobić dwadzieścia powtórzeń na każdą stronę.     
            -Hunter? –urocza staruszka zawołała.Odwracam się aby zobaczyć patrzącą na mnie panią Jones.
Jest milutką starszą panią z białymi włosami i niewielką ilością zmarszczek, co sprawia że wygląda znacznie młodziej.
            Podchodzę do niej, podczas gdy wykonuje swoje ćwiczenie.
            -Hunter, wyglądasz dzisiaj inaczej –powiedziała.
            -Co? Naprawdę? –spytałam. Nie czuję się jakbym była inna, niż byłam tydzień temu.
            -Tak, zgadzam się –kolejna pani powiedziała dołączając do naszej rozmowy.
            -Jak to? –zapytałam.
            -Jesteś w lepszym nastroju. Zwykle jesteś monotonna, ale teraz jesteś wesoła i entuzjastyczna –znowu kolejna pani dołączyła do rozmowy. Nie znam jej imienia.
            -Naprawdę? Zgaduję że, -zaczęłam, -zgaduję że jest lepiej. To staje się łatwiejsze. Minęło trochę czasu –powiedziałam nawiązując do incydentu.
            -Oh kochana, to nie to. Jesteś po prostu bardziej żywa. Coś się w tobie zmieniło od zeszłego tygodnia. –powiedziała pani Jones.  
            -Myślę że to przez chłopaka –dodała stojąca kilka kroków dalej pani.
             Chłopak? Że co?
            -Co? Nie –zaprotestowałam.
            -Tak, to prawda, spójrz jak się rumienisz –powiedziała pani Wilson. Moje policzki są czerwone i staje się trudnym nawiązanie kontaktu z którąkolwiek z tych pań.
            -Jest w porządku Hunter. Wszyscy kiedyś byliśmy zakochani –powiedziała pani której imienia nie znam.
            Prawie zadławiłam się powietrzem kiedy to powiedziała. Zakochana? Nie jestem w nikim zakochana.
            -Nie, wybaczcie ale mylicie się. Nie jestem zakochana. I nie ma żadnego chłopaka –powiedziałam i wyprostowałam się.
            Teraz prawie cała grupa przygląda się rozmowie, która zaczęła się tylko ode mnie i pani Jones. Nawet pan Jensen jest wsłuchany.
            -Nie musisz zaprzeczać skarbie, możemy to powiedzieć tylko po przyjrzeniu się –powiedziała pani Jones. –Więc jak ma na imię? Gdzie się spotkaliście? –zapytała.
            Co? Nie mam pojęcia o czym ona mówi. Nie mam także pojęcia o kim mogłaby mówić. Matt? Nie, znamy się od dawna, ale niczego pomiędzy nami nie ma.
            Four?
            Nie, to nie może być Four. Muszę przyznać, że przez ostatnie kilka dni był całkiem miły, ale nie lubię go w ten sposób. Jest irytujący, niedojrzały i niegrzeczny.
            -Kim on jest? –zapytała pani Wilson.
            Gdy otrząsnęłam się ze swojej zadumy, rozejrzałam się aby zobaczyć wszystkich czekających na moją odpowiedź.
            -Nikim! Jest nikim! I naprawdę mnie nie obchodzi. Sprawia że jestem szalona, zła i smutna! Nie darzę go żadnymi uczuciami! –wykrzykuję. Chwilę po tym pragnę to odwołać, ponieważ teraz wszyscy wiedzieli że jest jakiś chłopak w moim życiu. Nawet jeśli nie jest pozytywną rzeczą mojego życia.
            -Ałć –usłyszałam głos za sobą.
            Odwróciłam się w kierunku głosu, aby zobaczyć Four, który stał oparty o ścianę.
            Jak zawsze ma na sobie czarny t-shirt, czarne spodnie i granatową bandanę.
            -F-Four? –zdołałam wyjąkać. Co on tutaj robi? –Co ty tu robisz? –zapytałam.
            -Oh Hunter, czy to on!? –jedna z pań zapytała, ale zignorowałam ją.
            Co on mógłby tu robić?


___________________________
Witam! Jestem świeżakiem jeśli chodzi o tłumaczenie opowiadań, 
ale mam nadzieję, że nie jest tragicznie.  
Po prawej stronie bloga możecie znaleźć moje dane kontaktowe i twittera. 
Nie przedłużając, 10 komentarzy (jeden komentarz z jednego konta) do tego rozdziału = szesnastka w piątek. 
Nie zapomnijcie o tweetowaniu z hasztagiem #poisonPL! (: 

15 komentarzy:

  1. Oficjalny mój komentarz. Prawa autorskie są zastrzeżone. xdd
    Tsaaa. xdd No tak więc ciesz się bo dodałam komentarz. Lolz. xdd
    Rozdział świetnie przetłumaczony. Pff czemu ja Ci daje komplementy ? Wtf ? xdd
    Tak więc Harry jest chujem, był chuje i będzie chujem.
    Pozdrawia ta z którą rozmawiasz na skype. xdd
    @NIall_Patka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Interesujące to jest wiesz. Ale shhh. xdd
      Dobra nie czytam kto dodał rozdział pfff.
      Ale okej tak więc oficjalnie DRUGA TŁUMACZKA ŚWIETNIE PRZETŁUMACZYŁA. XDD
      @NIall_Patka

      Usuń
  2. Jak mam mówić prawdę to nie mam pojęcia dlaczego czyta i konentuje to tak mało osób. Już to raczej pisałam ale powtórzę. To jeden z najgenialniejszych fanfikow i należy do trójki moich ulubionych.
    Odnosząc się do tłumaczenia, jest naprawdę dobre. Ten rozdział czytalam już jakieś dwa miesiące temu i cieszę się że tłumacząc POISON pozwalacie mi przypomnieć sobie co było we wczesniejszych rozdziałach.
    Kocham Was i czekam na kolejny rozdział. xx
    @anne_diamondx

    OdpowiedzUsuń
  3. już chce dalej. Ciekawość mnie zżera co Four robił na basenie. Przepraszam że komentarz jest krótki no ale powiem tyle że okropnie mi się podoba. @LondonsPie

    OdpowiedzUsuń
  4. hunter aka. ewa chodakowska XD
    rozdział troche monotonny,ale wiem że to nie wasza wina więc się nie czepiam. końcówka rozwaliła wszystko!! obstawiam że ten dziadziuś w basenie to dziadek harrego XD
    @oliczek_

    OdpowiedzUsuń
  5. Juz nie mogę doczekać się następnego rozdziału, jest to bardzo ciekawe opowiadanie i chce się w końcu dowiedzieć co się stało Hunter, see ya!

    OdpowiedzUsuń
  6. hahaha Hunter i Four <3 uwielbiam ich

    OdpowiedzUsuń
  7. Hour tak słodko ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. JA CHCĘ JUŻ NASTĘPNY ROZDZIAŁ, NATYCHMIAST!!

    OdpowiedzUsuń
  9. dawaj następny!! <3
    cudowne tłumaczenie dziewczyny :) x

    OdpowiedzUsuń
  10. błagam wstawcie następne

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawe skąd tam Harry xd czekam z niecierpliwoscią na następny rozdział @cammerbist

    OdpowiedzUsuń
  12. Omg! Świetnie tłumaczysz! :D bardzo przyjemnie się czyta x
    Chcę już kolejny rozdział.
    Ciekawe jak ona mu to wytłumaczy. Ta pani ma racje. Hunter zakochała się w nim :3

    OdpowiedzUsuń
  13. kocham to kdhfsliudnhvjksndflsaidhlzx ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz motywuje! ☺