niedziela, 4 maja 2014

Chapter 16.

- Przyszedłem tu, by ci coś dać – powiedział.
- Hunter, on jest cudowny! – powiedziała panna Jones.
Co? Cudowny? Czy ona żartuje?
- Cudowny? – odezwał się Four, zbierając uwagę wszystkich na basenie.
Podeszłam do niego, chwyciłam za dłoń i pociągnęłam za róg, więc staruszkowie nie mogli nas usłyszeć.
- Bawcie się dobrze! – usłyszałam krzyk starszej kobiety, kiedy byliśmy już za rogiem.
To bardzo żenujące, dlaczego te kobiety twierdzą, że jestem w nim zakochana?
- Przeszedłeś tu całą drogę, żeby mi coś dać? Jak się w ogóle dowiedziałeś, że tu jestem? Czy ty mnie śledzisz? - zapytałam.
Musiałam przyznać, że to trochę dziwne, że wiedział gdzie byłam, to nie tak, że ja powiedziałam mu, gdzie mogłabym być.
- To nie ważne – powiedział. – Ale musisz to mieć.
Wyjął małą, zabawkową broń, widziałam to w jego kieszeni i wręczył mi to. Wyglądało jak różowy pistolet.
- Co? Co to jest? – zapytałam przed wzięciem tego z jego dłoni.
Nie chciałam być widziała tu z pistoletem. Mogłam mieć przez to kłopoty.
- To pistolet pieprzowy – odpowiedział i wręczył mi to.
- Pistolet pieprzowy? Dlaczego? Do czego jest mi on potrzebny?
Dlaczego mi to dał?
- Czy muszę ci przypominać co się wczoraj stało? To jest dla bezpieczeństwa.
- Od kiedy dbasz o moje bezpieczeństwo? – zapytałam go.
On był tym, który pozwolił mi wracać samej do domu z baru w nocy.
- Po prostu weź tą broń – powiedział i wymusił ode mnie zabranie pistoletu.
Wyglądał na urażonego moim pytaniem.
- Co jeśli nie chcę broni? – zapytałam, ale brzmiało to bardziej jak komentarz.
- Cholera, nie bądź uparta. Byłem miły, a teraz weź tą cholerną broń – powiedział, a jego głos nijak nie przypominał już szeptu.
- Nie jestem uparta – broniłam się.
Jeśli ktoś tu jest uparty, to właśnie on.
- Dobra, mam to w dupie – powiedział, wpychając mi pistolet do dłoni.
Odwrócił się i odszedł. Po kilku sekundach już go nie było.
Szedł szybko i tak po prostu opuścił pomieszczenie. Co? Jeżeli dał mi pistolet pieprzowy, to musiał wiedzieć, że stanie się coś, gdzie będę go potrzebowała.
Czułam, że on wiedział coś, o czym nie wiedziałam ja. Wiedział więcej niż mi mówił. Wyglądał dzisiaj trochę inaczej, jakby trybiki w jego głowie się przestawiły. Jego postawa wobec mnie, była tak różna.
Zapomnij o nim. Miałam naprawdę dobry dzień i tylko on go zniszczył.
Wracam na basen, gdzie pływali emeryci. Ich uśmiechy znikły, kiedy ujrzeli nieszczęśliwą mnie. Byłam szczęśliwa, że nic nie mówili i na szczęście nic nie słyszeli. Four miewam czasami dosyć ubarwiony język, który niekoniecznie spodobałby się starszym ludziom.
- Okej. Dobierzcie się w pary i weźcie piankowy makaron – powiedziałam do ludzi w basenie pode mną.
Dałam im chwilę na wzięcie partnera z piankowym makaronem.
- Zrobimy to co w zeszłym tygodniu. Każdy z partnerów bierze po końcu makaronu i pochyla się, dobrze? – zapytałam i wszyscy potaknęli.
- Nie chcę – Pan Jensen krzyknął do mnie.
- Przepraszam, ale wszyscy muszą brać udział – odpowiedziałam.
- Ale moja ręka ma humorki, czuję się sennie.
Zawsze miał wymówki, by nie angażować się w to co robimy.
- Spróbuj nią potrząsnąć i może ten ruch pomoże.
On tylko westchnął i machnął na mnie ręką, jak zwykle to robił. Usiadłam na ławce, podczas gdy inni spędzali swój słodki czas na ćwiczeniach.
Czułam, że powinnam wziąć pistolet pieprzowy od Four’a. Wyglądał na trochę… zmartwionego? Jakby wiedział, że coś się kiedy stanie.
Co jeśli jednak coś się wydarzy i naprawdę będę potrzebowała czegoś takiego jak gaz pieprzowy? Co jeśli osoba, która rzuciła kamieniem w okno mnie zaatakuje?
Ale mogę o siebie zadbać bez pomocy gazu pieprzowego. Słyszałam, że te rzeczy nie pomagają. Dodatkowo osoba wyglądająca jak mała dziewczynka nikogo nie zastraszy trzymając różowy, zabawkowy pistolet.
Patrzyłam jak emeryci wykonywali ćwiczenia i oczywiście pan Jensen, ponownie nic nie robił. Ponownie na mnie spojrzał i usiadł na basenowych schodkach. Wstałam i podeszłam do niego.
- Panie Jensen, już panu mówiłam. Nie nauczę pana pływać. To nie klasa pływacka. Mogę jedynie nauczyć pana wodnego aerobiku – powiedziałam.
Pan Jensen nic nie odpowiedział. Tylko siedział odwrócony do mnie tyłem, nawet nie zadając sobie trudu, by na mnie spojrzeć.
- Panie Jensen? – powiedziałam i dotknęłam jego ramienia, ale on nie drgnął.
Co się z nim dzieje? Obeszłam go i zobaczyłam, że jego twarz była blada, a oczy miał zamknięte. Ręce trzymał na klatce piersiowej, a twarz pokazywała, jaki ból doświadczał.
- Jensen, o Boże, co się stało? – pytałam, ale nie reagował.
Wyciągnęłam gwizdek z tylnej kieszeni i dmuchnęłam, upewniając się, że trafiłam do ucha pana Jensena.
- Wszyscy wychodzą z wody! – krzyknęłam.
Wyciągnęłam czerwony przycisk z kieszeni i nacisnęłam go. Był to przycisk alarmowy, używaliśmy go, kiedy jest zagrożenie. Zawiadamiał on biuro w budynku i wzywana zostawała karetka z pogotowiem.
Nie dłużej niż sekundę później, dwóch mężczyzn wbiegło na basen z torbą, w której znajdował się sprzęt.
- Myślę, że miał zawał – powiedziałam do jednego z mężczyzn, który do mnie podbiegł.
- Dobrze panienko. Dziękuję za naciśnięcie przycisku, zabierzemy go stąd – powiedział i stanął w wodzie, chwytając pana Jansena i wyjmując go z wody.
Cofnęłam się, dając im trochę miejsca.
Pamiętałam z tamtego roku o objawach zawału. Jednym z nich było stracenie czucia w jednej z rąk. Kilka minut później Pan Jensen czuł się sennie. Trzymał tez rękę na klatce piersiowej, co jest kolejnym znakiem.
- Hunter, ojej, co się stało? – Panna Jones podeszła do mnie i zapytała.
Miała zaniepokojony wyraz twarzy, tak jak pozostałe kobiety, które wyszły z basenu.
- Myślę… Myślę, że pan Jensen miał zawał – powiedziałam spokojnie. – Myślę, że miał zawał.
Nigdy nie byłam blisko umierającej osoby.
- Och nie, czy będzie z nim dobrze? – zapytała.
- Nie wiem pani Jones. Ale jeśli się dowiem, to na pewno o tym powiem – powiedziałam i podeszłam do ławki, zabrać swoje rzeczy.
Wszystkie starsze panie skierowały się z basenu do szatni. Reszta lekcji została odwołana.
Zabrałam wszystkie swoje rzeczy i udałam się do szatni. Mimo, że pan Jensen był dosyć irytujący, uparty i wredny, miałam nadzieję, że wszystko będzie z nim w porządku. Nie chciałam, by przytrafiło mu się coś złego. Czułam w tym częściowo swoją winę, ponieważ kiedy powiedział mi o bólu ręki, ja kazałam mu to olać.
Szybko przebrałam się, zdejmując strój pływacki, na suche ubrania. Pozostałe baseny prawdopodobnie zostaną odwołane, więc powinnam sobie iść.
Kiedy wyszłam na zewnątrz, byłam zaskoczona, że nie padało i nie było jeszcze ciemno. Kiedy sprawdziłam godzinę w telefonie, była czwarta.
Nie chciałam od razu wracać do domu, ponieważ wiedziałam, że prześpię resztę dnia, a kiedy się obudzę, będzie poniedziałek.
Wsiadam do samochodu i odpalam go. Wyjechałam z parkingu i nie udałam się w stronę domu, tylko w przeciwnym, prowadzącym do szkoły.
To miejsce było jednym z moich najmniej ulubionych w historii, ale lubiłam tam posiedzieć i powspominać moje najlepsze momenty.
Do szkoły dotarłam w dwadzieścia minut. Zaparkowałam na normalnym parkingu i wyszłam z samochodu, blokując go za sobą. Nie było tam innych samochodów, jednak nie zaskoczyło mnie to – była niedziela.
Skierowałam się na tyły szkoły, minęłam tereny do gry w koszykówkę. piłkę nożną i golfa. Nasza szkoła miała duży kurs złota. Nie widziałam jak inaczej wybudowaliby tyle rzeczy, które dużo kosztowały, z budżetu szkoły.
Zapolem golfowym, było takie miejsce, do którego przychodziłam z Reginą. To było nasze ulubione miejsce, by uciec i być gdzieś, gdzie nie musiałyśmy się o nic martwić. Wracam tam od czasu do czasu. To idealne miejsce do przemyśleń.
Gałązka za mną zazgrzytała, a ja zatrzymałam się. To nie brzmiało jak wiatr. Mogły być to dwie rzeczy: zwierzę lub inny człowiek, idący za mną.
Nie odwracałam się, tylko szłam dalej, jakby nigdy nic. Mogła to być tylko moja wyobraźnia.
Nie mogłam nic poradzić na to, że czułam czyjś wzrok na sobie. Uczucie to towarzyszyło mi tylko, kiedy ktoś mnie obserwował. Gdy to zignoruję, odejdzie. Powtarzałam sobie w głowie. Poza tym, mógł to być ktoś ze szkolnego klubu golfowego?
Widziałam, że kurs golfa był skończony. Wiele wierzb, w otoczeniu jedynie trawy. Hektary i hektary trawy. Podeszłam do drzewa. Ostatnim razem, byłam tu miesiąc temu.
Usiadłam na ziemi i zamknęłam oczy.
Coś w tym miejscu sprawiało, że się odprężałam. Dźwięk dzięciołów w oddali i okazjonalny śpiew ptaków był hipnotyzujący. Wiatr był perfekcyjny i czułam jak mogłabym zasnąć tu na zawsze…
- Co robisz? – Głos zapytał.
Znałam ten głos. Znałam ten irytujący, denerwujący, zakłócający myśli głos.
- Czego chcesz? – zapytałam otwierając prawe oko.
Poczucie odprężenia zniknęło.
Four stał niedaleko drzewa. Ubrany był w zwykłe czarne jeansy i czarną koszulkę. Ale tym razem, jego włosów nie przytrzymywała bandama, wisiały leniwie nad jego czołem.
- Przyszedłem tu pomyśleć – powiedział.
- Co? Nie, ja tu przyszłam by pomyśleć. Ty mnie śledziłeś.
Mój relaks kompletnie zniknął.
- Przychodziłem tu cały czas i nigdy nie widziałem tu ciebie – odpowiedział.
Uniósł na mnie brwi, patrząc zdezorientowanie.
- przyjeżdżam tu całe moje życie i nigdy nie słyszałam, by ktoś tutaj był. Czy możesz już iść, muszę pomyśleć – powiedziałam.
Skrzyżował ręce i stanął na jego ziemi.
- Ja nigdzie nie idę. Możesz sobie iść jeżeli chcesz, ale ja tu zostaje.
Chcę stąd iść, ale nie chcę, by pokazać mu jego porażkę. Pewnie nie zostanie tu długo.
- Nie pójdę – odpowiedziałam.
- Dobra – powiedział i podszedł siadając za mną, również przy wierzbie.
- Dobra – powiedziałam, krzyżując ręce.




Witam :) wiem, że miał być w piątek, ale mama stwierdziła, że mój brat ma używać w czwartek lapka, a potem wyjazd do babci... so...
no a więc do rzeczy
piszcie w komentarzach co sądzicie i kolejny rozdział za: 15 komentarzy!
inforumowanych jest 30 osób... więc ledwo 5 komentarzy pod rozdziałem... sooo działajcie a rozdział się pojawi
im mniej komentarzy tym rzadziej rozdział pamiętajcie
i przypominam o hashtagu #poisonpl :)



i pytanko
czy czytałby ktoś ff z listami pisanymi przez Harryego? nazywa się Hundred Letters :)

22 komentarze:

  1. ohh boze rozdział chodziaz krótki to fajny dzieki ze go dodalas, podoba mi sie ten pomysl na ff z listami pisanymi przez harrego

    OdpowiedzUsuń
  2. harry jest jakiś dziwny. najpierw śpi u hunter a za chwilę zachowuje się jak ktoś obcy. wtf? strasznie tajemniczy typek z niego. a sprawa z pistoletem to już w ogóle zagadka.
    czekam na kolejny.
    @oliczek_

    OdpowiedzUsuń
  3. oczywiście ze bym czytała :) swietne! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział świetny! Trochę krótki ale to nic ;)
    Hm, musi się coś stać, że Four dał jej ten pistolet.. W końcu będzie się coś dziać hdbivtscivdk
    Czekam na nn ;)
    @seIinka92

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowne tłumaczenie! Kocham to opowiadanie :) I TAK, JA CZYTAŁABYM <3 Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału xx

    + zapraszam do mnie: http://afraid-angel-fanfiction.blogspot.com/
    http://backfire-niall-horan-tlumaczenie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. świetny rozdział nie mogę się doczekać następnego;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oni się nawzajem wkurzają ale to jest słodkie :3 xd Harry coś wie. A ktoś chce ją skrzywdzić :c

    OdpowiedzUsuń
  8. jak zawsze świetny *.*
    tylko szkoda że taki krótki ;p
    kiedy następny? ♥
    @aka_perfect

    OdpowiedzUsuń
  9. Oni sa tacy słoooodcy! <333 czekam z niecierpliwoscia na.nn <33
    @Blo_odyy

    OdpowiedzUsuń
  10. Swietny rozdział :)
    +podoba mi się to ff 'Hundret Letters', rzadko zdarza sie, ze spodoba mi soe jakies ff po tytule, ale to na prawde fajne sie zapowiada :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowne. I ten różowy pistolet z gazem pieprzowym. No ale serio różowy? Jejku ,niech oni się w końcu polubia no.

    Czekam na kolejny
    Twoja
    @SWAGGERBROOKS

    OdpowiedzUsuń
  12. Harry na serio jest jakis dziwny... czekam z niecierpliwością na kolejny ♥ @cammerbist

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciekawe co się stanie pod tym drzewem XD

    OdpowiedzUsuń
  14. Boski rozdział! bswugseikffjidvkosujb
    Ja bym czytała takie ff ;)
    ps. mogłabyś mnie informować?
    jestem na tel więc pisze tu :) x
    @KissMeAgainBabe

    OdpowiedzUsuń
  15. błagam o następny

    OdpowiedzUsuń
  16. Kocham to! <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Harry wie, kto jej grozi a może wie komu się nie podoba, że oni razem przebywają, ale nie wie, że ta osoba jej grozi.. ale i tak się martwi, bo mu na niej zależy iwgl i dał jej ten pistolet! ;D napweno tak jest, albo coś w tym stylu.. hehe czekam na nexta ;) dziękuje, że tłumaczysz ! <33

    OdpowiedzUsuń
  18. świetny czekam na next <3
    dziękuję ze to tłumaczysz
    a co do Hundret Letters, brzmi ciekawie ;) x

    OdpowiedzUsuń
  19. to jest świetne :)
    dziekuje ze tlumaczysz tp ff, jestes swietna xx
    A Hundert Letters pokochalam po tytule :3 ciekawe co bedzie opisywane w tych listach, czy cos ^^

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz motywuje! ☺