sobota, 30 sierpnia 2014

chapter 23

         Siedzieliśmy w salonie już ponad godzinę. Siedzę cicho na fotelu, podczas gdy tata i Mary siedząc na sofie rozmawiają o rzeczach, które niezbyt mnie obchodzą. Zaczęło się tak, że rozmawialiśmy ze sobą nawzajem, głównie to Mary wypytywała mnie o różne rzeczy na mój temat, ale teraz nie odezwałam się od ponad dwudziestu minut.
         Siedzę cicho i piję gorącą czekoladę, która właściwie jest już zimna. Nie mogłabym się czuć bardziej niezręcznie niż czuję się teraz. Nie zostało już nic co mogłabym powiedzieć, a nie chcę włączać się do ich rozmowy.
         -Więc, Hunter, - Mary mówi, starając się wznowić rozmowę ze mną. – jakie są twoje lekcje w szkole?
         -Uh, w porządku, tak sądzę. Chociaż trochę nudne. – mówię, a ona uśmiecha się miło.
         Coś w tej kobiecie jest zbyt idealne. Jej uśmiech jest zbyt przyjazny, wygląda niezwykle młodo jak na swój wiek, to znaczy późna trzydziestka i jest po prostu zbyt miła. Nawet jeśli jej nie znam, czuję, że nie mogę jej ufać.
         - Jakie zajęcia wybrałaś? – pyta mnie, przerywając moje rozmyślenia.
         - Um, literaturę porównawczą, francuski, biologię, zajęcia polityczne, sztukę i analizę matematyczną. – wyliczyłam powoli swoje klasy.
         - Oh, wow, po twoim planie widać, że masz ręce pełne roboty i wszystkie zajęcia wydają się być bardzo trudne. – mówi.
         - Mhm. – to wszystko co mówię i spuszczam wzrok na mój kubek gorącej czekolady.
         Spoglądam na tatę, wygląda jakby było mu niezręcznie. Widzi, że nie jestem zbyt delikatna dla tej kobiety. Rozmawialiśmy przez całą godzinę, a ja nadal nie wiem o niej nic, poza tym, ze pracuje z moim tatą.
         - Pójdę po dokładkę ciasteczek i gorącej czekolady, Hunter, czy mogłabyś mi pomóc? – pyta tata, kiwając głową w kierunku kuchni.
         - Nie zupełnie-
         - Proszę Hunter. – mówi, tym razem nieco bardziej stanowczo.
         Już wiem, że zamierza dać mi wykład o tym, że nie jestem tak miła jak mogłabym być. Ale szczerze, nie chcę być miła. Ta kobieta, Mary, nie zrobiła nic, aby zdobyć moją życzliwość.
         Idę za tatą do kuchni i siadam na blacie, podczas gdy on przyrządza gorącą czekoladę.
         - Hunter, - zaczyna i wzdycha. Naprawdę nie chcę tego słuchać, ale to lepsze niż siedzenie sam na sam z Mary. Nie chcę nawet sobie wyobrażać, tych wszystkich dociekliwych pytań, które mogłaby zadać.
         - Wiem, że to może być dla ciebie dziwne, nigdy nie byliśmy w takiej sytuacji, ale czy zabiłoby cię bycie trochę bardziej towarzyską? Naprawdę ją lubię i wiem, że ona lubi ciebie. Po prostu chcę, abyście się dogadały. – mówi spokojnie przyciszonym tonem.
         - Tato, ja wiem, że ona pewnie wiele dla ciebie znaczy, ale nie mogę udawać, że wszystko jest okej. Mam na myśli to, że owszem, jestem szczęśliwa z twojego powodu, bardzo szczęśliwa, ale to  wszystko jest mi obce i potrzebuję trochę czasu, aby się do tego przyzwyczaić. – mówię.
         Miesza sproszkowaną czekoladę z ciepłym mlekiem. Wygląda na to, że myśli.- Okej, rozumiem. Ale jedynym sposobem na to, żebyś do tego przywykła, jest przyjęcie tej całej sytuacji. Przyjęcie, że jest z nami urocza kobieta, oraz, że może zostać w naszym życiu na jakiś czas. Nie chcę więcej napięcia między wami. Mary się stara. Stara się ciebie poznać. Proszę, po prostu się otwórz i bądź tak samo miła jak ona jest wobec ciebie. – mówi.
         - Może zostać w naszym życiu na jakiś czas? – pytam. – Chyba nie masz na myśli, ze zamierzasz…- urywam zanim udaje mi się skończyć zdanie. Nie może przecież myśleć o poślubieniu tej kobiety. Widują się ze sobą od zaledwie kilku miesięcy,
         - Nie chcę wypowiadać się o tym zbyt wcześnie. Nie jestem pewien co przyszłość dla nas zaplanowała, ale nie sądzę aby Mary się gdzieś wybierała w najbliższym czasie. – odpowiada. – Możesz zabrać ciastka? Moje ręce są pełne.
         Wchodzi do salonu zostawiając mnie siedzącą na blacie w kuchni. Nie mogę uwierzyć, że rozważa spędzenie z nią reszty swojego życia, kiedy spotykają się od kilku miesięcy i nawet nie są oficjalnie razem.
         To jest jego problem. Zawsze opowiada mi o tym, że dużo randkował w szkole średniej. Mówi, że często spotykał się z dziewczynami i za szybko mówił im, że je kocha. Za każdym razem kończyło się na tym, że łamały mu serce i zostawał sam. Z moją mamą ożenił się po roku znajomości. Mama zaszła z nim w ciążę na pierwszym roku  koledżu, więc się pobrali.
         Boję się, że ta kobieta nie czuje do niego tego samego, co on czuje do niej. Nie chcę widzieć, że jest załamany.
         Podnoszę talerz ciastek i idę do salonu. Kiedy wchodzę do pomieszczenia, widzę jak Mary opiera się o mojego tatę. Ten widok sprawia, że chcę upuścić talerz i pójść prosto do mojego pokoju, ale nie robię tego, ponieważ nie chcę rozczarować taty.
         Odkładam ciastka na stolik i biorę kubek czekolady. Właśnie kiedy zamierzam się odezwać, rozlega się pukanie do drzwi.
         Tata wygląda na zaskoczonego, jakby nikogo się nie spodziewał, ale Mary ciągle się uśmiecha. Mam wrażenie, że ona nigdy nie przestaje się uśmiechać.
         - Kto to? – pytam.
         - Nie mam pojęcia, zaprosiłaś kogoś? – pyta tata.
         - Nie, a ty? – pytam.
         - Nie.
         Wstaję i podchodzę do drzwi. Nie wiem kto to może być, o tak późnej porze. Staję na palcach aby zerknąć przez wizjoner i zobaczyć kto stoi za drzwiami.
         Prawie dławię się powietrzem, kiedy dostrzegam znajomego chłopaka stojącego na werandzie.
         - Więc kto to? – pyta tata.
         - To, um, to Four. – mówię spokojnie.
         Tysiąc pytań rodzi się w mojej głowie, a ja nie mogę znaleźć odpowiedzi na żadne z nich. Co on tutaj robi o tej porze?
         - Kto? – tata ponownie pyta.
         - Oj wiesz, Four. Kręcone włosy, nosi bandanę. – mówię.
         - Oh, to on. – mówi tata.
         - Four? – Mary zadaje pytanie, podczas gdy ja otwieram drzwi.
         - Co ty tutaj robisz? – pytam starając się utrzymać swój głos na wodzy.
         - Nie wiem. – odpowiada zwyczajnie.
         Wychodzę na werandę i zamykam za sobą drzwi, aby tata i Mary nas nie usłyszeli. – Co masz na myśli mówiąc, ze nie wiesz?
         - Nie wiem. Po prostu pomyślałem, że się pokażę. – mówi.
         - Cóż, tak jakby mamy gości.
         - Kogo? – pyta, patrząc w okno, aby zobaczyć kto jest w środku.
         - Przyjaciółka mojego taty. – odpowiadam.
         - Oh, tylko tyle? – pyta.
         - Taak. – mówię i spoglądam na swoje stopy.
         Nic nie mówi, więc oboje siedzimy przez dłuższą chwilę w ciszy. – Spójrz, jeśli chodzi o dzisiejszy dzień, byłam-
         Zaczynam mówić zanim frontowe drzwi się otwierają. twarz taty pojawia się w drzwiach. – Oh, cześć Four. – mówi.
         - Wy dwoje powinniście wejść do środka, na zewnątrz jest trochę zimno. – mówi zakładając ręce na ramiona. Jest zimno, ale nie wiem co sądzę o siedzeniu w domu z Four, tatą i Mary. Sytuacja prawdopodobnie stałaby się niezręczna, a Mary będąca wścibską kobietą, zaczęłaby zadawać pytania.
         - Jest w porządku. Myślę, że tutaj jest okej. – mówię.
         - Nie bądź niemądra. Wejdź do środka zanim się rozchorujesz. – mówi, otwierając drzwi abyśmy mogli wejść do środka.
         Four nie marnuje czasu i od razu wchodzi do domu. Wzdycham głośno i idę za nim do środka. Zamykam za sobą drzwi i wycieram stopy o dywanik. Four zdejmuje swoje buty i wchodzi do salonu, gdzie siedzą tata i Mary.
         Siada naprzeciwko ich, na moim miejscu. Przekręcam tylko oczami i siadam w fotelu obok niego.
         - Mary, to jest Four. – mówi mój tata gestykulując przy tym w stronę chłopaka z kręconymi włosami. – I Four, to jest Mary.
         - Cześć Four, miło mi cię poznać. – mówi Mary, oczywiście z uśmiechem i wyciąga ku niemu dłoń.
Four tylko zerka na jej rękę, nie wyciąga swojej aby odwzajemnić gest, patrzy na nią jakby była jakimś dzikim zwierzęciem. Z całych sił staram się powstrzymać śmiech, ponieważ ja zrobiłabym to samo.
         Mary śmieje się nerwowo i wycofuje swoją rękę. – Też nie należę do fanów takich powitań. – mówi wyraźnie podenerwowana.
         Pochylam się i biorę swoją gorącą czekoladę. Muszę przyznać, że cynamonowe ciastka są całkiem niezłe, ale nie zdołam zjeść jeszcze jednego.
         - Jak leci Four? – pyta tata, opierając się o oparcie sofy.  Wracam myślami do dnia, kiedy Four przyszedł tutaj po raz pierwszy, wtedy kiedy wyszliśmy razem. Kiedy zeszłam na dół, mój tata i Four oglądali mecz futbolu. Kibicowali i cieszyli się każdym zdobytym przyłożeniem.
         - Dobrze. – odpowiada Four.
         Nie mogłam czuć się bardziej niekomfortowo. Siedzę tutaj z Four, chłopakiem którego poznałam pięć dni temu, a zdążyłam pocałować już dwa razy, Mary, kobietą, która jak się dowiedziałam kręci z moim tatą, no i oczywiście jest też tata.
         - Co sprowadza cię tutaj o tak późnej porze? – tata pyta Four, a ja bardzo chciałam aby o to nie pytał. Znając Four, pewnie powie coś, czego nie chcę aby mówił, a to sprawia, że całe sytuacja staje się jeszcze bardziej niekomfortowa. Biorę Duzy łyk czekolady, aby uniknąć konieczności mówienia czegokolwiek.
         - Chcę prosić o pozwolenie, aby zabrać gdzieś twoja córkę w piątek. – mówi, a ja wypluwam czekoladę powrotem do kubka. Już tego nie wypiję.
         - Co? – mówię zaskoczona, ale Four nie zauważa tego, jak bardzo jestem zszokowana.
         - Ten piątek? – pyta tata.
         - Tak. – odpowiada Four.
         - Hmm, wydaje mi się, że to w porządku. Mam na myśli to, ze Mary i ja mieliśmy zamiar wyjść gdzieś w piątkowy wieczór, więc tak. Zgadzam się. – mówi tata, a mi do gardła podchodzi czekolada, którą połknęłam kilka minut temu.
         Nie wiem czym jestem zaskoczona bardziej, faktem, ze Four przyszedł do mojego domu i zapytał tatę o to, czy mogę z nim wyjść w piątek, czy też o to, że tata i Mary idą na randkę.
         - Dziękuję. – mówi Four.
         Nie wiem dlaczego zapytał o to mojego tatę, bez przedyskutowania tego ze mną. Coś mi mówi, że to nie jest powód dla którego tutaj przyszedł. Myślę, że może chciał porozmawiać ze  mną o tym, że go wcześniej pocałowałam? I to pytanie taty o zgodę jest tylko przykrywką? Wszystkie znaki wskazują na to, że mam rację.
         - Czy mam coś tu w ogóle do powiedzenia? – szepczę pochylając się w kierunku Four.
         Zanim mi odpowiada, Mary przerywa i pyta – Oh, rozumiem. Wy dwoje chodzicie ze sobą, tak? – pyta, a ja czuję, że moja twarz oblewa się rumieńcem. Po prostu wiedziałam, że to pytanie padłoby z ust taty albo jej.
- Nie. – odpowiadamy z jednocześnie.
- Ale chodzicie na randki? – pyta.
         - To nie są randki. – mówię poirytowana tą kobietą, która stara się wciskać nos w nie swoje sprawy, nie staram się nawet ukrywać  swojego zdenerwowania.  
         - Oh, wielka szkoda. Tworzylibyście całkiem uroczą parę. – mówi.
         Całkiem uroczą parę? Chciałabym aby Four tutaj w ogóle nie przychodził. W ten sposób uniknęlibyśmy tej dziwacznej sytuacji. Wiedziałam, że jeśli wejdzie do środka, to Mary będzie zadawała wścibskie pytania.
         Zdecydowałam, że nic więcej nie powiem, aby zakończyć tą rozmowę. Four i ja siedzimy w ciszy, podczas gdy tata i Mary rozmawiają ze sobą, o czymś co mnie nie interesuje. Cała ta sytuacja zaczyna mnie irytować i jedyne czego chcę to pójść na górę, ale wiem, że Four nie wyjdzie, a nie mogę go tak po prostu zostawić z tatą i Mary.
         Jeśli wyjdę, to Four prawdopodobnie po prostu pójdzie do domu. To lepsze niż siedzenie tutaj. Wstaję i zaczynam iść w kierunku schodów, ale zatrzymuję się gdy Four łapie mnie za ramię. – Gdzie idziesz? – pyta.
         - Do swojego pokoju. Nie podoba mi się siedzenie tutaj. – mówię.
Puszcza mnie i wstaje. – Idę z tobą. – mówi i idzie za mną.
         - Co? Nie, nie idziesz. Możesz iść do domu. – mówię nieco ostrzej niż chciałam, ale on nie wydaje się być tym urażony.
         -  Idę z tobą. – mówi i nadal za mną idzie.
         - Dokąd idziecie? Co robicie? – mój tata pyta podejrzliwie, gdy jego oczy zauważają nas na schodach.
         - Nic tato, nic. – mówię i dalej się wspinam po schodach, Four idzie tuż za mną. Gdyby tylko wiedział, że Four spędził tutaj noc.
         - Zostawcie drzwi otwarte! – mówi głośno, gdy jesteśmy już na górze.
         Gdy docieramy do mojego pokoju, głośno zamykam drzwi, tak aby tata usłyszał. Nienawidzę tego, że zachowuje się tak tylko i wyłącznie ze względu na to, ze Mary tutaj jest.
         Four podchodzi do mojego łóżka i siada na nim. – Wyczuwam tu jakieś napięcie? – mówi, ale brzmi to jak pytanie.
         - Nawet jej nie znam. – mówię i siadam na łóżku, plecami oparta o wezgłowie. Nic więcej nie mówię, ponieważ nie chcę ciągnąć rozmowy o Mary.
         - Więc jaki jest prawdziwy powód twojej wizyty tutaj? – pytam. Wiem, że nie przyszedł tutaj po to, aby uzyskać zgodę mojego taty na wyjście ze mną. Jeśli chciał mnie gdzieś zabrać w piątek, mógł wtedy po prostu po mnie przyjść. Nie musiał planować tego z moim tatą.
         - Przecież już wiesz. Przeszedłem, aby zapytać twojego ojca o zgodę- - przerywam mu, zanim zdąży dokończyć zdanie.
         - Nie, nie dlatego. Wiem, że to nie jest twój powód. To przez to co się wcześniej stało, tak? Nie wiem co sobie myślałam, przepraszam, jeśli to nie było to czego chciałeś, to było jakby odruchowe działanie. Nigdy nie miałam zamiaru… - moje paplanie nagle ucicha.
         Four przybliża się do mnie, a moje serce przyspiesza. – Nigdy nie miałam z-zamiaru.. – próbuję mówić, ale nie mogę znaleźć odpowiednich słów, aby powiedzieć to co chcę powiedzieć.
         Sposób w jaki powoli pochyla się w moi  kierunku przypomina mi o moim wczorajszym śnie. To jak déjà vu.  Dzieje się zupełnie to samo, co działo się w moim śnie. Moje myśli krzyczą abym się od niego odsunęła, ale nie mogę znaleźć w sobie siły, aby to zrobić.
         - Co ty… - próbuję powiedzieć.
         - Ciii, twój tata nas nie słyszy Hunter. Zamknęłam drzwi, pamiętasz? – mówi, wskazując palcem drzwi, ale żadne z nas nie patrzy w tym kierunku.
         Muszę zapytać samą siebie, czy to się dzieje naprawdę? Czy może tylko śnię na jawie? Wydaje mi się to trudne, myśleć, że to się w ogóle dzieje, ale jednocześnie to wydaje się być takie właściwie i pełne życia.
         Ręce Four delikatnie dotykają moich policzków, a ja dostaję dreszczy od jego zimnego dotyku. Jego twarz znajduje się jakiś cal od mojej i jego chłodny oddech omiata moją twarz. – Czy ktokolwiek cię kiedyś całował? – pyta.
         Nie chcę przyznać, że on jest jedyną osoba, którą całowałam. –Taak. – mówię nieśmiało.
         - Poza mną, Hunter. – mówi.
         - Tak. – mówię, co za wstyd. Jestem okropnym kłamcą.
         - Kłamiesz. – mówi, nie zmieniając tonu swojego głosu.
         Za każdym razem kiedy wypowiada moje imię, kolejna fala dreszczy spływa po moim kręgosłupie. Patrzę na jego usta przez długi czas, dopóki światło przed moja twarzą nie znika, a jego miękkie usta są przyciśnięte do moich.
         - Four… - zaczynam mówić. – Mój tata tu jest.
         - Shhh, nikt nas nie usłyszy. – mówi, a jego usta przesuwają się do mojej szyi.
         Jego ręce przesuwają się w dół mojej koszulki i podciąga ją do góry. Moja ręka utknęła w rękawie, a ja czuję, że się czerwienię. Ale Four tylko chichocze i ściąga ją, ukazując mój nagi brzuch.
         Jego oczy się rozszerzają i wędrują od mojej klatki piersiowej na dół i z powrotem.
         - Co? – mówię nerwowo.
         - To tylko, to nic czego się spodziewałem. – odpowiada.
         - Przepraszam, ja po prostu – mówię, podnosząc swoją koszulkę, ale Four zabiera ją i rzuca na drugi koniec pokoju.
         - Nie. Jest lepiej niż sobie to wyobrażałem. – mówi.
         - Co? Co masz na myśli? – pytam, ale żałuję tego. Nienawidzę tego, że moja ciekawość bierze górę.
         - Hunter? – słyszę swoje imię, gdy tata puka do drzwi.
         Zamieram, a moje oczy rozszerzają się.
         - Hunter, co tam robicie? – pyta tata.
         - Cholera. – szepcze Four.

________________________
Nie będę przepraszać za to, że mam grypę i czuję się jak kupa i że rozdziały są coraz dłuższe. 
Ale przepraszam za to, że obiecałam rozdział tydzień temu i za ewentualne błędy.   

14 komentarzy:

  1. Kuruj się tam kochana ;* A rozdział nie zająć nie ucieknie ;* Czy przeczytamy go tydzień wcześniej czy później różnicy nam to nie zrobi ;* Przynajmniej nie mi ;* Przepraszam, jeśli kogoś uraziłam wymawiając się w liczbie mnogiej.
    Co do rozdziału... WoW ciekawe co oni teraz zrobią :D Niech on szybko leci po jej koszulkę na drugi koniec pokoju :D Ale będą jaja jak jej tata wejdzie zanim ona założy koszulkę hahahahaha :D
    I naprawdę zastanawiam się czy ona pozna kiedykolwiek jego imię czy też nie :D
    Czekam na kolejny ;*
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Wreszcie jest
    Jeju jakie napiecie na koncu
    Czekam na wiecej

    OdpowiedzUsuń
  3. Uhh jezu jak ja uwielbiam to tłumaczenie! Ciekawe co teraz nasza " urocza para" wykombinuje ^.^ czekam na następny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam to tłumaczenie i nie moge się doczekac co bedzie dalej hzbsjbzjabaj
    Muszę się przyznac, ze śmiałam się jak glupia, kiedy wyznałas, że czujesz sie jak kupa hahahahaha przepraszam
    Czekam na kolejny x

    @PEDOFILJUSTIN

    OdpowiedzUsuń
  5. ALKJDSHFALKDH NARESZCIE ♥♥
    CZEKAŁAM NA TO HYHYHY
    KOCHAM TEN ROZDZIAŁ!

    OdpowiedzUsuń
  6. świetny ♡ czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  7. Jesteś jeszcze chora? pls wstawcie następne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie jestem, ale następny rozdział nie zależy ode mnie

      Usuń
  8. Będzie kontynuowane tłumaczenie????

    OdpowiedzUsuń
  9. i znowu codziennie przez miesiąc tu wchodzę i nic

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie będę już czekała i dodam na 100000000000% do końca tygodnia

      Usuń
  10. miał być na 10000% do końca tygodnia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz rację, nie będę teraz nic obiecywać bo nie wiem kiedy ile nauki będę miała. jestem już w liceum i nie mogę tak sobie olewać spraw jak w gimnazjum. jeśli chcesz mi pomóc to chętnie przyjmę pomoc.

      Usuń

Każdy komentarz motywuje! ☺