poniedziałek, 6 października 2014

Chapter 24

      Leżę sztywno na łóżku, bez koszulki, z sylwetką Four unoszącą się nad moim ciałem. Nie wiem co o tym myśleć, moje myśli nadal pędzą z niesamowitą szybkością , spowodowaną tym co działo się kilka sekund temu.
      Four powoli się podnosi. – Co ty robisz? – szepczę.
      Unosi palec wskazujący do ust próbując mnie uciszyć. Podnosi moją bluzkę z podłogi i rzuca ja w moim kierunku.
      - Hunter? Odpowiedz mi. – mówi tata przez drzwi, traci cierpliwość.
      Szybko przekładam koszulkę przez głowę , a Four kładzie się na podłodze i chowa pod łóżkiem. Serce bije mi z ogromną prędkością i boję się, że zaraz zostaniemy przyłapani.
      Drzwi zaczynają się otwierać i pojawia się twarz mojego taty. – Hunter, gdzie jest Four? Co wy tutaj robiliście? – pyta, rozglądając się z ciekawością po moim pokoju. Proszę, nie zaglądaj pod łóżku, modlę się w duchu kilkanaście razy.
      - On wyszedł. – mówię tak spokojnie jak tylko mogę. Nie chcę sprawiać wrażenia zdenerwowanej. Z pewnością by się zorientował, że kłamię gdybym była zdenerwowana.
      - Co? Kiedy? – pyta, nadal rozglądając się po pokoju. Nawet wyjrzał przez okno.
      - Zaledwie kilka minut temu. – mówię unikając kontaktu wzrokowego. Wiem, że jeśli spojrzę mu w oczy, to będzie szansa na to, że zacznę czuć się winna i przyznam się do wszystkiego.
      - Oh, w porządku. Nie widziałem aby wychodził. Cóż, Mary zbiera się do wyjścia, zejdź na dół i pożegnaj się. – mówi tata.
      Naprawdę nie chcę tam iść i mówić jej `do widzenia`, ale nie chcę być niegrzeczna. To i tak zajmie tylko kilka sekund.
      Zeskakuję z łóżka i idę za tatą na dół. Deski podłogowe są jeszcze zimniejsze niż były gdy szłam tędy z Four.
      Gdy jesteśmy już na dole, Mary stoi przy drzwiach, ubrana w swój długi płaszcz przeciwdeszczowy i kalosze. Zawsze nienawidziłam kaloszy.
      - Miło było cię poznać Hunter. – mówi słodko. Wtedy nieoczekiwanie oplata mnie swoimi ramionami, czy ona mnie przytula? Jeśli tak, to jest to najbardziej niewygodny uścisk którego kiedykolwiek doświadczyłam i chcę żeby się skończył.
      Spoglądam na tatę ale on tylko posyła mi spojrzenie mówiące `odwzajemnij jej uścisk`. Powoli przesuwam swoje ramiona i obejmuję ją, a ona ściska mnie jeszcze mocniej.
      Gdy zabieram swoje ręce z jej ciała, Mary przytula mnie jeszcze przez kilka sekund i wreszcie mnie puszcza. - Mam nadzieję, że niedługo znowu się zobaczymy Hunter! – mówi wesołym tonem. To jest tak, jakby nie odczuwała tego, ze jej nie lubię.
      - Taak. – to wszystko co mówię. Chcę być milsza dla tej kobiety, ale nie mogę się do tego zebrać. Czuję się jakby próbowała zastąpić mi matkę, której nawet nigdy nie poznałam. Wiem, że wcale nie próbuje tego zrobić, ale nie mogę myśleć o niczym innym.
      Tata podchodzi do niej i daje jej wielki, ciepły uścisk. Cieszę się, że nie całuje jej na moich oczach, mogłabym zwymiotować.
      - Do widzenia Kyle. – mówi do taty, gdy on otwiera jej drzwi. Czuję zimny podmuch powietrza, który wpadł przez otwarte drzwi.
      - Do zobaczenia Mary, zobaczymy się jutro. – mówi i macha do niej.
      W końcu zamyka drzwi i Mary  znika z pola widzenia. Jestem wdzięczna, że nie została ani chwili dłużej, ponieważ muszę wracać na górę do Four. Pewnie nadal leży pod moim łóżkiem i czeka aż wrócę.
       - Dziękuję, że była miła dla Mary, ona wiele dla mnie znaczy.- mówi tata i obejmuje mnie ramieniem.
      - Tak, tak. – mówię. – Dopóki sprawia, ze jesteś szczęśliwy to ja tez jestem szczęśliwa. – mówię i wymuszam na twarzy fałszywy uśmiech i wygląda na to, ze tata myśli ze jest szczery.
      - Dziękuję za wyrozumiałość. Chcesz obejrzeć ze mną resztę meczu? – pyta kiwając głową w stronę telewizora.
      - Myślę, ze pójdę na górę i dokończę zadanie domowe, a później pójdę spać. – mówię idąc w kierunku schodów. Nie mogę tu zostać ani chwili dłużej, Four pewnie zaczyna się niecierpliwić.
      - Okej, ale jeśli zmienisz zdanie to jestem tutaj. – mówi i siada na kanapie.
      - Okej. Dobranoc tato. – mówię i wchodzę po schodach.
      - Oh, Hunter? – tata woła z salonu gdy jestem już na górze.
      - Tak?
      - Kocham cię. – mówi i nie mogę nic poradzić na to, że się uśmiecham.
      - Też cię kocham tato. – odpowiadam i wchodzę do pokoju.
- Four? Tata jest na dole. – mówię gdy zamykam za sobą drzwi. Staram się mówić cicho, aby tata mnie nie usłyszał.
      Four nie odpowiada, nie słysze też żadnych ruchów. Może zasnął? Nie byłabym zaskoczona.
      - Four? – mówię trochę głośniej, ale on ciągle nie odpowiada.
      To dziwne. Podchodzę do łóżka i podnoszę narzutę, abym mogła zajrzeć pod łóżko. Nie widzę niczego poza kilkoma pudełkami, które są tam od zawsze. Zero znaków obecności Four.
      - Four? – znowu wołam i zaglądam do szafy, ale tam też go nie ma.
      Wychodzę z pokoju i idę do łazienki, może jest tam? Ale kiedy wchodzę do łazienki, jest pusta. Wchodzę do mojego pokoju i siadam na łóżku, dokąd mógł pójść? Nie mógł wyjść przez okno, bo zostałby przyłapany.
      Zimno powiew powietrza uderza mnie w plecy. Odwracam się i zauważam, że okno jest otwarte. Jestem pewna, ze wcześniej było zamknięte, więc Four musiał wyjść przez okno. Odległość z dachu do ziemi jest niewielka, więc z łatwością mógł wyjść w ten sposób.
      Wzdycham i podchodzę do okna aby je zamknąć. Pada deszcz, więc na trawie pojawiają się niewielkie kałuże. Zamykam okno zanim krople deszczu wpadną do mojego pokoju.
      Kładę się na łóżku, a serce zaczyna mi przyspieszać na myśl o tym co mogło się wydarzyć. Nie czułam się jak ja. To było tak, jakby przejął nade mną kontrolę. Coś w moich myślach krzyczało abym mu przeszkodziła, ale i tak tego nie zrobiłam.
      To było dziwne, ponieważ wydarzyło się zupełnie to co w moim wczorajszym śnie, z tym, że nie czułam niewielkiego bólu gdy wszystko się zatrzymało. Nie jestem pewna jak daleko by to zaszło, ale nie mogę przestać myśleć o tym, że chciałabym aby trwało to trochę dłużej, aby zobaczyć co by się stało.
      Koc na moim łóżku jest zimny. Gdy się nim okrywam, czuję jak na moim ciele pojawia się gęsia skórka, która znika równie szybko jak się pojawiła. Część mnie chce uniknąć natknięcia się jutro na Four, nie chcę mieć z nim żadnej niezręcznej rozmowy o tym co się wydarzyło, a inna część ma nadzieje, że może wróci później w nocy.

*****
      Zauważam Matt’a siedzącego przy stoliku na drugim końcu stołówki, z tymi samymi osobami co zawsze. Podchodzę do niego i witam się z nim gdy jego wzrok napotyka mój.
      - Hej Matt. – mówię i podchodzę do pustego miejsca obok niego.
      - Cześć Hunter. – Matt posyła mi przyjazny uśmiech i odsuwa dla mnie krzesło, abym mogła usiąść.
      Gdy siadam, dziewczyna siedząca naprzeciwko wywraca oczami i wydaje z siebie coś, co brzmi jak poirytowany śmiech. Spoglądam na nią, ale ona szybko się odwraca i skubie paznokcie. Zdaje się, że Matt nie zauważył jej niegrzecznego gestu, podobnie jak reszta osób.
      Staram się ją ignorować i kładę swój plecak na ziemi obok mnie. – Czuję się jakbyśmy się już nie widywali. – mówi Matt przysuwając moje krzesło bliżej niego.
      - Wiem, powinieneś kiedyś do nas wpaść. Mój tata nie widział cię już od jakiegoś czasu. – mówię. Matt jest moim przyjacielem od bardzo dawna. Regina nie była moją przyjaciółką, raczej moją drugą połową. Ale Matt, on jest moim najbliższym przyjacielem. Kiedyś ciągle spotykaliśmy się po szkole, nie wiem co się stało.
      - A ja nie widziałem jego od jakiegoś czasu. Brakuje mi oglądania z wami meczów. Twój tata jest jedyną znaną mi osobą, która angażuje się w rozgrywki bardziej niż ja.  – mówi z lekkim śmiechem ale to prawda, Matt jest bardzo konkurencyjny i kocha futbol, ale mój tata jest prawdziwym pasjonatem.
      - Możesz przyjść jutro, chyba będzie mecz, prawda? Mój tata bardzo chciałby cię zobaczyć. I mamy mnóstwo meczowych przekąsek. – mówię, a jego twarz się rozjaśnia.
      -Okej. Mogę przyjść. Czy muszę przynosić swoją bluzę? Twój tata zawsze lubił sparowane bluzy. – żartuje. Mój tata i Matt mają takie same bluzy i zakładają je w tym samym czasie.
      - Tylko jeśli tego chcesz. – uśmiecham się.
      - Brakuje mi tego Hunter. – zaczyna mówić. – Nie mieliśmy normalnej rozmowy odkąd… - przerywa bez kończenia zdania. Żadne z nas nie lubi przypominania o wypadku, to tylko przywraca złe wspomnienia. I tak nigdy nie zapomnę tego dnia, ale myślę, że jestem gotowa aby ruszyć do przodu. Nie chcę aby to miało wpływ na to co przede mną, to tylko ciągnie mnie w tył.
      Skąd ta pewność siebie? Pytam siebie w myślach, ale odtrącam to pytanie.
       - Jest w porządku Matt, naprawdę. – mówię i posyłam mu lekki uśmiech.
      Uśmiecha się słodko i zaczyna jeść swój lunch.
      Wyciągam swoją kanapkę z kurczakiem i zaczynam ją jeść. Zapominam o rozmowie z Matt’em i moje myśli wędrują do Four. To dziwne, ponieważ nie było go dzisiaj na literaturze porównawczej. Nawet nie widziałam go dzisiaj przy szafce, a przecież zazwyczaj tam jest. Zwykle stoi przy szafce i bawi się zapalniczką. Założę się, że kiedyś podpali tą szkołę.
      Nie było go na pierwszej lekcji od dwóch dni. Ale wczoraj przynajmniej widziałam go w szkole, a dzisiaj go nie ma.
      Może źle sie czuje? Nawet jeśli wczoraj wyglądał w porządku, przeziębienie może cię dopaść przez noc.
      Reszta dnia zdaje się ciągnąć. Na każdej kolejnej lekcji moje myśli jakimś cudem znajdują swoją drogę do Four. Gdzie on jest? Co takiego może robić, że jest to ważniejsze od szkoły? W sumie, to przecież nie wygląda na kogoś kto przejmuje się szkołą.
      Muszę przestać o nim myśleć, ledwo go znam. Nic o nim nie wiem. Odkąd mnie pocałował kilka nocy temu, nie mogę myśleć o niczym innym niż o nim. Może to dlatego, że myślę o porzuceniu drużyny, ponieważ jedynie tracę przez to czas, nie poprawiam swoich umiejętności.
      Chmury przybrały ciemno szary odcień i wyglądają na wypełnione deszczem, gdy wychodzę na zewnątrz po treningu pływackim. Prawdopodobnie zaraz zacznie padać, typowa zimowa pogoda w Maywood. Nie w całym Oregonie zawsze pada, tylko w Maywood.
      Odnajduję swój samochód i otwieram drzwi. Odczuwam ulgę gdy nie znajduję kolejnej tajemniczej notki. Wyrzuciłam tą ostatnią i nikomu o niej nie powiedziałam.
      Nie jestem zbytnio zmartwiona tymi karteczkami. Nie są wcale takie groźne, poza tą jedną, w którą owinięty był kamień, który wpadł przez okno do mojego domu. Ta mnie przeraziła, ale był wtedy ze mną Four. Gdyby go tam nie było, cała ta sytuacja byłaby o wiele gorsza.
      Moje auto wydaje z siebie dźwięk gdy go odpalam. Bak jest prawie pusty. Ostatnim razem zatankowałam za dwadzieścia dolarów, więc to ma sens.
      Zamiast skierować się w stronę domu, obieram przeciwny kierunek, prowadzący do stacji paliw. Nie sądzę, że udałoby mi się dojechać do domu z tak małą ilością paliwa.
      Pada lekki deszcz gdy jadę w stronę stacji. Nie jest aż tak źle, jak bywało ostatnio, to tylko lekka mżawka. Miasta pokrywa warstwa mgły. Mglista pogoda nigdy nie była moją ulubioną do jazdy samochodem, ale to i tak lepsze niż burza z piorunami.
      Kiedy zajeżdżam na stację benzynową, zaparkowanych jest tylko kilka samochodów. Upewniam się, że zamknęłam drzwi, zanim kieruję się do środka.
      Wnętrze stacji zawsze śmierdzi dymem, więc staram się nie brać głębokich oddechów. Gdy już tu jestem, decyduję się na małą paczkę Oreo. Zawsze miałam słabość do tych ciastek, a teraz pragnę ich bardziej niż czegokolwiek innego.
      Omijam dział z napojami i gorącymi daniami, aż dochodzę do stoiska ze śmieciowym jedzeniem. Przy stoisku stoi jakiś mężczyzna. Chcę szybko go wyminąć i wziąć Oreo.
      - Hunter? To ty? – słyszę za sobą znajomy głos.
      Powoli przekręcam głowę aby zobaczyć kto mnie woła. Nie jestem zbytnio zaskoczona gdy widzę Tripa, przyjaciela Four. Uśmiecha się i bierze do ręki paczkę Oreo.
      - Oh, hej. – mówię nieśmiało. Nie chcę przeciągać tej rozmowy, nie czuję się komfortowo w jego towarzystwie.
      - Też masz ochotę na Oreo? – pyta z uśmiechem.
      - Taak. Zawsze je uwielbiałam. – mówię i staram się zaśmiać, ale brzmi to dziwnie i nerwowo.
      - Ja też. – odpowiada i podchodzi ze mną do kasy. W kolejce przed nami stoi kilka osób.
      - Więc co dzisiaj porabiasz? – pyta.
      - Niewiele, myślę, że po prostu obejrzę mecz z moim tatą. – kłamię. Nie ma dzisiaj meczu, ale nie chcę aby mnie pytał o wyjście z jego znajomymi. – A ty?
      - Właściwie to muszę pracować. Chciałem tylko kupić coś do zjedzenia. – mówi, patrząc na swoje ręce obładowane jedzeniem. Ma paczkę pianek, Oreo, chipsy i cukierki. Musi być łasuchem.
      - Oh, gdzie pracujesz? – pytam. Jestem bardzo ciekawa.
      - Jestem kelnerem w Bella’s. – uśmiecha się z dumą.
      Prawie sapię na jego odpowiedź. Bella’s jest luksusową restauracją w centrum miasta. To prawdopodobnie jedna z najlepszych restauracji w całym Oregonie i chodzą do niej tylko bogaci ludzie. Zastanawiam się jak dostał taką pracę. – Wow, musisz zarabiać dużo pieniędzy. – mówię.
      Wzrusza ramionami. – Eh, tak sądzę, ale mam dużo wydatków. – mówi i podaje swoje zakupy kasjerowi.
      - Chciałabym mieć pracę w której mogłabym zgarniać napiwki. – mówię na głos.
      - Gdzie pracujesz? – pyta.
      - W Maywood Swim Center. Nic wielkiego, to jedyna praca jaką znalazłam. – mówię.
      - Pływalnia? Jesteś ratownikiem? – pyta, unosząc przy tym brew. Zwykle osoby w moim wieku nie pracują jako ratownicy, ale udało mi się zaimponować właścicielowi i dostałam pracę.
      - Tak, ratownik i instruktor aerobiku. – mówię z dumą.
      - Wow, to całkiem fajne. – mówi i odbiera swoje rzeczy od kasjera.
      - Tak sądzę. – mówię myśląc o tym. Myślę, że to całkiem fajne.
      - Cóż, do zobaczenia Hunter. – mówi.
      - Cześć. – uśmiecham się. Tym razem uśmiech jest prawdziwy, może nie jest aż taki zły.
      Macha do mnie i wychodzi ze stacji.
      - Tylko to, a za resztę poproszę numer dwa. – mówię do faceta za ladą i daję mu trzydzieści dolarów. Kasuje moje ciastka i wkłada pieniądze do kasy.
      Kiedy wychodzę na zewnątrz, deszcz już nie pada, ale ulice są nadal mokre. Kiedy napełniam bak, sprawdzam telefon. Jest dopiero szósta, a na dworze jest kompletnie ciemno. Dlatego nie lubię jesieni, noce są dłuższe niż dzień.

      Kiedy bak jest już napełniony, wsiadam do auta i kieruję się w stronę domu.

****

        - Hunter! – tata woła mnie z dołu. – Mecz zaczyna się za pięć minut! – krzyczy.
        - Okej! Za chwilę zejdę. – mówię.
        Właśnie wyszłam spod prysznica i suszę swoje włosy. Zaraz powinien pojawić się Matt, aby obejrzeć z nami mecz.
        Szybko zakładam spodnie, sportowy stanik i koszulkę. Moje włosy są skręcone od suszenia, więc robię sobie zwyczajnego kucyka na czubku głowy. To tylko Matt, nie muszę wyglądać jakbym szła na bal.
        Kiedy wchodzę do mojego pokoju, zauważam gaz pieprzowy leżący na moim biurku. Four dał mi go w poniedziałek, ale jeszcze go nie używałam i modlę się, że nie będę musiała tego robić.
        Four znowu nie był w szkole. Nie widziałam go odkąd opuścił mój dom, po tym jak mój tata prawie nas przyłapał. Staram się o tym zapomnieć, ale ten moment ciągle tkwi w mojej głowie. Sposób w jaki dotykał moją talię i całował szyję był niesamowity, ale jednocześnie przerażająco niebezpieczny.
        Odpycham to wspomnienie na tył mojej głowy, nawet jeśli wiem, że później znowu się pojawi.
        Każdy stopień trzeszczy gdy schodzę na dół. Tata siedzi na kanapie z piwem w jednej ręce. Nie jest ani trochę blisko bycia alkoholikiem, ale lubi pić piwo podczas meczu. Zawsze gdy go o to pytam odpowiada tylko, że to `męska rzecz`.
       W chwili gdy siadam obok niego na kanapie, rozbrzmiewa dzwonek do drzwi. – Kto to? – pyta tata gdy wstaję, aby otworzyć.
        - Oh, nie powiedziałam ci? – pytam go i otwieram drzwi.
        Zza drzwi wyłania się uśmiechnięty Matt. – Hej Hunter!
        - Hej Matt. – uśmiecham się i otwieram drzwi szerzej, tak aby mógł wejść do środka.
        - Matt! – mój tata woła z kanapy. – Nie widziałem cie tutaj od jakiegoś czasu, jak leci?
        - Hej Panie G. Wszystko w porządku. – mówi.
        Wykonują dziwny uścisk dłoni, gdzie łapią się za rękę i szybko poklepują po plecach. Nazywają to braterskim uściskiem i robią to za każdym razem gdy się widzą.
        - Ciągle grasz w bejsbol prawda? – tata pyta Matt’a. Uwielbiają rozmawiać o sporcie, a zwłaszcza o futbolu i bejsbolu. Matt jest dla mojego taty jak syn, którego nigdy nie miał.
        - Oczywiście. Nawet dostałem pełne stypendium do Arizony na przyszłą jesień. – mówi dumnie Matt.
        - Oh, to wspaniale! – mój tata odpowiada z wielkim uśmiechem.
        - Tak, tak. Wydaje mi się, że mecz się zaczyna. – mówię i podchodzę do kanapy. Czasami potrafią być takimi chłopcami, ze zapominają o wszystkim co się dzieje.
        Wchodzimy razem do salonu i siadamy. Gdy tylko siadam, słyszę pukanie do drzwi. Warczę i wstaję, ale Matt podnosi się szybciej. – Otworzę. – mówi i idzie do drzwi.
        To pewnie listonosz z kolejną przesyłką dla mojego taty. On zawsze zamawia rzeczy online.
        Zmieniam zdanie, gdy widzę zdezorientowanie na twarzy Matt’a, gdy otwiera drzwi. – Co? Kto to? – pytam i wstaję aby podejść do drzwi.
        Jestem zaskoczona gdy na zewnątrz widzę Four. Stoi na werandzie ubrany w swój zwyczajny strój.               Cóż, to właśnie stało się odrobinę niezręczne.




Wybaczcie ten jednodniowy poślizg.
Została jeszcze jedna strona, ale dodam ją jutro bo już nie mam dzisiaj czasu na korektę.
Miałam sporo nauki przez weekend i tyle udało mi się przetłumaczyć. 
Ale teraz będzie już okej, bo nie będę czekała na drugą tłumaczkę. :)
PS. Możecie napisać jakiś komentarz jeśli lubicie to tłumaczenie? 
Bo nie wiem czy jest sens gdy rozdział tłumacze około 5h. a czyta 5 osób.

14 komentarzy:

  1. Jesteś absolutnie cudowna, skarbie mój ty kochany!!! Dziękuję, że tłumaczysz, bo właśnie dzięki Tobie mamy szanse poznać tą niesamowicie niesamowitą historie! I chociaż Cię nie znam to kocham Cie całym sserduchem :***** ♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie zasłużyłam na ani jedno z tych słów. przysięgam, że się poprawię i rozdziały zaczną się nareszcie pojawiać w normalnych odstępach czasowych. tez cię kocham i dziękuję ♥

      Usuń
    2. Zasłużyłaś, zasłużyłaś!:* oczywiście wybaczamy ci ta przerwę! Nie byla aż tak długa a nauka jest o wiele ważniejsza niż jakiś fanfic :p Powodzenia w dalszym tłumaczeniu! Podziwiam Cię, że potrafisz znaleźć czas! Mi go wiecznie brakuje! Do zobaczenia, słonko! ♥♥♥♥
      @NoisyDreamer

      Usuń
  2. wow super rozdzial :D czekam na nastepny <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Stęskniłam sie za tym opowiadaniem ;*
    Cudowny. *-* Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest super!!! kocham!

    OdpowiedzUsuń
  5. Tłumacz Kochana!!
    Uwielbiam to opowiadanie ;*
    I z niecierpliwością czekam na 25 ;*
    Pozdrawiam;*

    OdpowiedzUsuń
  6. TŁUMACZ! Ja tu za każdą przerwą wchodzę raz albo dwa dziennie zazwyczaj a jestem od 4 rozdziału więc...poleciłam to ff 3 osobom i wiem że też chcą dalej

    OdpowiedzUsuń
  7. Tęskniłam za tym ff oj tak

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam! *.* Dzięki za tłumaczenie kochana ;))

    OdpowiedzUsuń
  9. Jasne!! Kocham to tlumaczenie :) xx

    OdpowiedzUsuń
  10. kochanie, zazwyczaj nie komentuję ale teraz to zrobię żebyś wiedziała że czyta to więcej osób. uwielbiam to tłumaczenie xx

    OdpowiedzUsuń
  11. kocham to tlumaczenie! jedno z lepszych, blagam nie przerywajcie

    OdpowiedzUsuń
  12. Jesli mam byc szczera - to jedno z najlepszych tlumaczen jakie czytam. Bardzo podoba mi sie fabula fanfiction, co dodaje uroku. Tlumacz dalej, powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz motywuje! ☺